19 grudnia 2013

DIY Krem do twarzy - nowa wersja.

Witajcie :)
Po uzupełnieniu zapasów zabrałam się do tworzenia kosmetyków. Pierwszym z nich był krem na bazie oleju z kiełków pszenicy. Przepis będzie prosty, wręcz minimalistyczny, ale skuteczny :)

Skład:
Faza olejowa (28%)
  • MGS 4%
  • Alkohol cetylowy 4%
  • Olej z kiełków pszenicy 20%
Faza wodna (67%)
  • Woda destylowana 62%
  • Kwas hialuronowy 5%
  • Alantoina szczypta
Faza dodatków (5%)
  • Olej konopny 5%
  • Konserwant FEOG (10k/50g)
Olej z kiełków pszenicy
Zawiera ok. 60% wielonienasyconych kwasów tłuszczowych, dzięki czemu nie powinien zapychać porów skóry (szczegóły w tym poście). Cechuje się wysoką zawartością witaminy E. Odżywia i nawilża jak żaden inny olej. Ma właściwości ujędrniające. Pięknie pachnie zbożem. Poprawia koloryt skóry. Wszystkich tych dobroci doświadczyłam na własnej skórze :)
Kwas hialuronowy (roztwór 1%)
Mój pochodzi ze sklepu BeautyEver i jest kwasem o najmniejszej wielkości cząsteczek, co pozwala na przenikanie przez pory skóry do jej głębi. W przeciwieństwie do kwasu wielkocząsteczkowego nie tworzy żelu, ale za to bardzo łatwo rozpuszcza się w wodzie. Niezbędnik w nawilżaniu skóry.
Alantoina
Tylko szczypta, ponieważ ten biały proszek słabo rozpuszcza się w wodzie. Przy przekroczeniu 0,5% stężenia wytrąci się, gdy temperatura kosmetyku zmaleje. Zakładam działanie łagodzące, szczególnie pożądane przy gojących się wypryskach oraz stosowaniu kwasów.
Olej konopny
Zawiera ponad 70% wielonienasyconych kwasów tłuszczowych. Z moich krótkich obserwacji wynika, że jest olejem lekkim, o charakterystycznym zapachu świeżych liści. Ładnie nawilża w porównaniu do oleju z pszenicy. Ponoć pomaga w leczeniu wyprysków. Ja dodaję go głównie ze względu na bardzo dobry skład.
MGS - emulgator.
Alkohol cetylowy - pomocnik emulgatora, nadaje odpowiednią konsystencję i pielęgnuje skórę.
FEOG - konserwant.

Proces tworzenia kosmetyku opisałam w postach:

Zdj robione w sztucznym świetle.
Z pierwszych użyć mogę powiedzieć, że krem jest bardzo dobry. Lekka konsystencja i łatwa wchłanialność idą w parze z porządnym nawilżeniem. Skóra nie lepi się (jak to było z ekstraktem truskawkowym), nie jest ściągnięta. Nakładam go zaraz po toniku z kwasem migdałowym - nie ma śladu podrażnienia, suchości, pieczenia. Cera jest uspokojona. Nadaje się również pod makijaż mineralny, a podkreślam - nie każdy mój krem dobrze współpracował z minerałami. 
Więcej napiszę o nim, gdy wysmaruję te 50g. Jeśli nie zechcę nic zmieniać w składzie (na dzień dzisiejszy tak właśnie jest), to będzie oznaczało, że moja olejowa teoria się potwierdzi i będę mogła szczerze polecać ten przepis :)

11 grudnia 2013

Zakupy półproduktowe - ZSK, BeautyEver, EcoSpa, Goremi.

Witajcie :)
Dziś otrzymałam (wreszcie) ostatnią przesyłkę, więc pokażę Wam, co kupiłam z okazji Dnia Darmowej Dostawy.

Od lewej:
Zdrowe Kosmetyki Goremi
Alkohol cetylowy 50g
Alantoina 20g
Rozczarowałam się tymi zakupami. Nie otrzymałam jednego opakowania alkoholu cetylowego, a alantoina waży 20g razem z opakowaniem. Chyba już więcej w tym sklepie nie kupię. Szkoda.

Zrób Sobie Krem
Glukozyd laurylowy 200g
FEOG konserwant 15ml
Olej konopny 30ml
Keratyna 3x15ml
Emulgator MGS 40g
Olej z kiełków pszenicy 4x30ml
Uzupełniłam zapasy, nowościami są tylko glukozyd laurylowy i olej konopny (ponad 70% kwasów wielonienasyconych) Będę tworzyć szampon, żel do mycia twarzy, odżywkę do włosów oraz oczywiście kremy :)

EcoSpa
Olej sezamowy 2x100ml
Pachnie jak sezam, ale nie słodko, tylko trochę gorzkawo. Wykorzystam do włosów i ciała.

BeautyEver
Glukonolakton 100g
Kwas migdałowy 10g
Kwas HA małocząsteczkowy 1g
Zdobyłam kwas HA o najmniejszej wielkości cząsteczek. Kwas migdałowy i glukonolakton wypróbuję w tonikach i kremach. Mam zamiar dogłębnie oczyścić cerę po przygodzie z olejem migdałowym.

Allegro
Waga z dokładnością do 0,1g, ciężar max 500g.

A jak tam Wasze zakupy? :)

1 grudnia 2013

Jak wybrać dobry olej?

Witajcie :)

Najważniejszym składnikiem kosmetyku jest olej. Nawilża, ochrania, dostarcza witamin, leczy. Niestety, olej potrafi też zapychać pory skóry, a więc przyczynić się do powstawania krost, stanów zapalnych i „ropnych wulkanów”.

Który olej jest zły? Oczywiście źle dobrany do typu cery.  Odrzucamy bezgraniczne zaufanie do etykiet kosmetyków drogeryjnych, ale zapominamy, że sklep z półproduktami również wychwala swoje produkty ;)

Dałam się nabrać i kupiłam ostatnio dwa oleje, biorąc pod uwagę jedynie opis na stronie ZSK. Głupota, prawda? Jak się okazało, jeden olej polubiłam (z pszenicy), drugi nie (avocado). A potem nadszedł kryzys, bo stan mojej skóry zaczął się pogarszać. Zaczęłam szukać informacji na temat komedogenności i... Znalazłam subiektywne listy olei, które rzekomo miały nie zapychać. Co najlepsze, co blog to inna lista :)

Co naprawdę wpływa na to, czy olej zapycha bądź nie?

Zawartość jedno- i wielonienasyconych kwasów tłuszczowych. Ten pierwszy, to kwas oleinowy, który znajduje się w sebum ludzkiej skóry. Sebum cer mieszanej i tłustej zawiera zbyt dużą ilość tego kwasu. Jeśli nie dostarczymy takiej skórze kwasów wielonienasyconych, czyli linolowego i linolenowego, łój stanie się zbyt gęsty i nie będzie swobodnie wydostawał się z porów skóry. A w konsekwencji powstaną zaskórniki, zamknięte bądź otwarte.

Mój przypadek dowodzi, że nawet skóra normalna może mieć problemy, gdy stosowany olej zawiera przewagę kwasu oleinowego.

Od wielu miesięcy głównym olejem w mojej pielęgnacji był olej ze słodkich migdałów. Po jakimś czasie na czole zaczęły pojawiać się „ropne wulkany”. Odebrałam to jako oczyszczanie się skóry po przejściu na naturalną pielęgnację. Ale problem nie znikał, wręcz przeciwnie - narastał. Gdy na policzkach zaczęły pojawiać się zaskórniki zamknięte, wiedziałam, że coś jest nie tak. Odstawiłam kremy, bo za winowajcę wzięłam emulgator bądź jego pomocnik, alkohol cetylowy. Czymś twarz musiałam smarować, więc sporządziłam sobie serum kwas HA + olej (a jakże! przecież to ulubieniec) migdałowy. Po kilku dniach pojawiło się jeszcze więcej zaskórników. I wtedy znalazłam dwa posty, w których ewidentnie ten olej spowodował pogorszenie stanu cery. Oto jeden z nich.


Dokształciłam się w temacie kwasów tłuszczowych i zrozumiałam swoje błędy. Olej ze słodkich migdałów zawiera ok. 60% kwasu oleinowego! Nic więc dziwnego, że moja skóra tak zareagowała. Postanowiłam poszukać oleju, który zawierałby przewagę kwasów linolowego i linolenowego. I wtedy odkryłam, że posiadam olej z kiełków pszenicy, który zawiera ok. 60% kwasów wielonienasyconych. Od dwóch tygodni nakładam na twarz wyłącznie ten olej + kwas HA. Policzki się oczyściły, zniknęły podrażnienia wokół ust, a czoło z dnia na dzień staje się coraz bardziej gładkie. „Ropne wulkany” zniknęły, pozostało kilka zaskórników. Bez wątpienia cała ta przykra przygoda to wina oleju ze słodkich migdałów.

To doświadczenie nauczyło mnie bardzo ważnej rzeczy.
 Jak wybrać dobry olej?

•    Wartościowy olej to taki, który zawiera min 50% wielonienasyconych kwasów tłuszczowych. O takim oleju mówi się, że jest schnący. Są to kwasy: linolowy, linolenowy (alfa i gamma), rycynolowy i inne.
•    Warto zwrócić też uwagę na zawartość kwasów jednonienasyconych – najlepiej, aby nie przekraczała 25%. Są to kwasy: oleinowy, erukowy, oleopalmitynowy, nerwonowy, elaidynowy i inne.
•    Oprócz kwasów nienasyconych, oleje zawierają też kwasy nasycone. Te kwasy są jeszcze bardziej komedogenne. Na szczęście dużo ich zawierają tylko oleje stałe, np. kokosowy, masło kakaowe, shea i inne. Są to kwasy: stearynowy, palmitynowy, mirystynowy, arachidowy, laurynowy i inne.
•    Nie ufaj jednemu źródłu. Sprawdzaj skład oleju na różnych stronach, np. sklepów z półproduktami.
•    Nierafinowane, zimno tłoczone – tylko takie oleje nie utraciły w procesie produkcji swoich cennych właściwości.
Wartościowe oleje według powyższych wytycznych, to np.: olej z wiesiołka, konopny, z kiełków pszenicy, z pestek truskawek i malin, lniany, sojowy i wiele innych.

Cery suche i dojrzałe mogą pozwolić sobie na szerszy wybór olejów. Jednak nie jest to reguła. Nawet, jeśli nie boisz się zapchania porów skóry, lepiej wybierz olej, który jest wartościowy. Kupowanie ze względu na popularność bądź rzekome świetne działanie, zachwalane przez sklep, mija się z celem.

Trzeba pamiętać, że za wszystko, co złe, nie możemy oskarżać tylko oleju. Jeśli nie będziemy dokładnie oczyszczać skóry i wykonywać regularnie peelingów, prędzej czy później zaskórniki nas dopadną. Ponadto każda cera może zareagować inaczej.

Mam nadzieję, że ten wpis pomoże Wam wybrać właściwy olej i uniknąć w przyszłości przykrych niespodzianek :)

23 listopada 2013

Przegląd półproduktów z ZSK - recenzja.

Witajcie :)

        Dzisiejszy post będzie przestrogą przed zakupoholizmem półproduktowym. A także wskazówką, jakie składniki naprawdę warto kupić. Bo nie wszystko, co się świeci, złotem w rzeczywistości jest :)

Zrób Sobie Krem – ogromny asortyment. A co to oznacza? Można się zgubić i popaść w euforię – same dobre rzeczy! A jakie działanie! Muszę kupić…

Chociaż nigdy z zakupami nie szalałam, to nie ominęło mnie kupienie czegoś, o czym dużo nie wiedziałam. Czytanie tylko i wyłącznie specyfikacji na stronie sklepu to duży błąd. Trzeba poszukać, zagłębić się w blogi, poczytać i posłuchać mądrzejszych w temacie. A co jeśli nikt jeszcze o składniku X nie wspomniał? Pozostaje nam zamienić się w króliczki doświadczalne :)

Teraz do rzeczy. Zapraszam na przegląd moich półproduktów z ZSK.


Na pierwszy ogień idzie ekstrakt z soku truskawki. Chwaliłam, wąchałam i cieszyłam się jak dziecko, gdy krem wyszedł w różowym kolorze. Jednak prawda jest taka, że ekstrakty, przynajmniej te z soków owocowych, są lepkie i klejące. Krem z 5% zawartością ekstraktu lepił się, a po wsiąknięciu na skórze pozostawał film. Jakby posmarować się wodą z cukrem. Tylko, że w mniejszym stopniu ;)
Można jeszcze to przecierpieć. Jednak najważniejsze to brak zauważalnego działania. Co z tego, że opis wychwala zawartość witamin itp., jeśli właściwie widzę różnicę tylko w kolorze kremu? No i tej lepkości, oczywiście…
Nie polecam. To samo tyczy się ekstraktu z banana. Jeśli już, to wybierajcie ekstrakty, które rzeczywiście mogą coś zdziałać, np. z pokrzywy, imbiru itp.


Olej avocado nierafinowany – wychwalony w opisie, olej 7 witamin. Tymczasem trzeba uważać, bo krem może wyjść tępy i zbyt gęsty. Zauważyłam działanie zmiękczające, to fakt. Jednak olej ten nie przemawia do mnie. Stosowany z mieszance z kwasem HA jako serum też nie okazał się czymś WOW. Włosy? Brak zauważalnych efektów reakcji.
Nie kupię.

Olej z kiełków pszenicy nierafinowany – zdecydowanie olej odżywczy, polubiły go moje włosy. Dodawał im ciężkości, przez co nie puszyły się (stosowałam w odżywce). Gdy zrobiłam wersję bez tego oleju, widać od razu różnicę. Niestety, olej ten ma wysoki wskaźnik komedogenności, dlatego radzę unikać nakładania na twarz, jeśli Wasza skóra ma skłonność do zapychania. Oczywiście o tym nie przeczytałam i smarowałam się kremem z nim. Jednak po miesiącu nie zauważyłam dużego pogorszenia. Ale na przyszłość będę dokładnie sprawdzać oleje, przed zakupem.
Co dowodzi jeszcze o jego odżywczych właściwościach? Otóż wraz z jesienią moja wersja pomadki stała się zbyt uboga, usta domagały się czegoś więcej. Dodałam olej migdałowy i z kiełków pół na pół (zamiast samego migdałowego). Pomadka nabrała żółtego koloru i mocniej nawilża usta :)
EDIT: Dokształciłam się w temacie kwasów tłuszczowych (bo to one mają wpływ na pory skóry i wydzielanie sebum) i poprawiam swój błąd. Olej ten jest olejem schnącym, zawiera około 60% wielonienasyconych kwasów tłuszczowych, a więc nadaje się dla skóry mieszanej/tłustej oraz pozostałych typów. Gdy tylko znajdę czas napiszę i wszystko wytłumaczę. Mała rada - wpisywanie w Google hasła "oleje niekomedogenne" pokaże listę skonstruowaną na podstawie ogólnych wiadomości. Dopiero po dogłębnym szukaniu pojęłam, jak to naprawdę jest.
Może kiedyś kupię.

Kwas hialuronowy wielkocząsteczkowy (proszek) – dobry nawilżacz. Stosowany w szybkim serum z olejem, przyspiesza jego wchłanianie. Dlaczego drugi raz kupiłam wielkocząsteczkowy? Tworzy on w 1% stężeniu wygodny w obsłudze żel, ale nie wnika w głąb skóry; nawilża jedynie naskórek. Dlatego nie zaobserwowałam porządnego nawilżenia, a jedynie dobre.
Polecam natomiast formę, czyli proszek. Jeśli masz konserwant, to kup proszek i rozpuść w wodzie destylowanej. Zaoszczędzisz kilka złotych, sprawdź na stronie :)
Kupię, ale ultramałocząsteczkowy (nie tworzy żelu, ale liczy się działanie!).


Wyciąg z aloesu – brak zauważalnych objawów reakcji.
Nie kupię.

Mleczko pszczele – brak zauważalnych objawów reakcji.
Nie kupię.


Proteiny mleka – brak zauważalnych objawów reakcji ;) Stosowałam w odżywce do włosów, nie zdziałały kompletnie nic. Wypróbuję jeszcze w kremie i gdybym coś odkryła, to dopiszę.
Nie kupię.

Keratyna – tutaj jestem zadowolona. Surowiec w dobrej cenie i jego działanie jest widoczne. Odżywka bez keratyny? Nie zakładaj czapki, bo porazić ludzi prądem ;) Keratyna zapobiega elektryzowaniu się włosów i dodaje blasku. Składnik niezbędny. Włosy są po takiej odżywcze bardziej gęste i zdrowsze. To zasługa całej odżywki, nie jednego składnika, ale wiem, że bez keratyny odżywki nie zrobię. Jedyna wada – zapach maggi.
Polecam. Kupię.

Jedwab hydrolizowany – za tak wysoką cenę, w porównaniu z keratyną, miałam co do niego wielkie nadzieje. Niestety, nie wyróżnia się na tle z keratyną.
Nie kupię.


Olejek eteryczny z drzewa herbacianego – co prawda dostaniecie go nawet w aptece, ale ZSK postarało się o kroplomierz z prawdziwego zdarzenia. Można odmierzać krople, nic nie kapie po bokach buteleczki, nie wylewa się, a zakręcanie jest solidne.
Co do działania – w pełni zgadzam się z pochwałami na blogach. Wymiata pryszcze, wypycha je na zewnątrz i przyspiesza gojenie. Jedynie trzeba uważać, bo może wysuszyć skórę.
Kupię.


Olejek eteryczny z pomarańczy słodkiej – przepiękny zapach świeżo obranej pomarańczy.
Starczy na długo, ale wypróbuję inne, np. grejpfrutowy.



Guma ksantanowa – w połączeniu z emulsją na SLP tworzy „gluta”, a nie zagęszcza. Nie wyobrażam sobie kremu w takiej postaci. Ale wykorzystam w produkcji szamponów/żeli myjących.
Nie kupię.

Emulgator SLP – opis się zgadza, jednak jak pisałam wyżej, twierdzenie, że można stworzyć krem dodając gumy, rozmija się z prawdą. Powstanie „glut”. Druga opcja to SLP + alkohol cetylowy i długie, naprawdę długie mieszanie. Otrzymamy wtedy mocno napowietrzony, pełen pęcherzyków lejący „krem”.
W olejku myjącym się nie sprawdził, szczypał w oczy.
Nie kupię.



Emulgator MGS – po prostu bardzo dobry emulgator. Nie będę się rozpisywać, zajrzyjcie na stronę ZSK, zgadzam się w pełni z opisem.
Kupię.

Konserwant FEOG - dodaję go prawie ilość maksymalną, czyli 8 kropli/50 ml kremu. Spełnia swoją rolę, jednak trzeba wspomnieć o jego specyficznym zapachu, który przebija się przez kosmetyk. Ale olejek eteryczny sobie z tym poradzi :)
Ponadto o 6 miesięcznej trwałości lepiej zapomnijcie. Dwa miesiące to max, tyle wytrzymuje mój balsam do ciała.
Jeśli nie znajdę innego, to kupię.

Butelka z atomizerem – zepsuły się dwie po ok. 2 miesiącach użytkowania. Mgiełki/wcierki do włosów na bazie herbatek ziołowych wykończyły atomizery. Pozostała jedna, którą rozpylam spirytus. Nie spodziewałam się tak niskiej jakości.
Nie kupię.

Opakowanie na pomadkę – jedno się zepsuło, przestało wykręcać pomadkę. Plastik jest bardzo cienki, łatwo pęka. Słoiczek, który tworzy rdzeń pomadki (to, czego już nie wykorzystamy, gdy pomadka się skończy), jest większy niż w innych opakowaniach. Z jednej strony pomadka lepiej się trzyma, z drugiej więcej tracimy.
Nie polecam, nie odradzam.

Butelka 75ml – ładna, zgrabna, ale otwór jest tak mały, że trudno przekładać kosmetyk.
Jeśli masz lejek, to polecam.

Opakowanie na krem – zwróć uwagę na brak odkręcania. Otrzymasz to, w czym dostajesz np. MGS, ekstrakty itp. Niezbyt wygodny pojemnik na krem.
Nie kupię.

Patrząc na ten przegląd, sama się sobie dziwię. Kilka produktów niedających żadnych efektów, inne nie działają „jak należy”, jeszcze inne są nieprzemyślanym zakupem.
Teraz stawiam na minimalizm. Najważniejsze są dla mnie oleje. Powinny być wartościowe, niekomedogenne i działać, a nie tylko nawilżać. Konkretne działanie – na tym się skupię.
Miałyście już do czynienia z w/w półproduktami? Co o nich sądzicie?

PS. Utworzyłam fanpage na Facebooku. Tam łatwiej będzie mi zapowiadać nowości, a uzbierało się ich trochę, i ogłaszać o ciekawych konkursach. Serdecznie zapraszam :)

2 listopada 2013

Jak pokonałam wielkie wypadanie włosów?

Witajcie :)
       Korzystając z chwili wolnego czasu, opowiem Wam jak uratowałam moje włosy. Wypadnie znów mnie dopadło, dokładnie z początkiem września. Wcierka ziołowa nie dawała rady, a włosy wypadały garściami.    
  Zaczęłam pić pokrzywę ze skrzypem.
       Po przejrzeniu kilkudziesięciu blogów stwierdziłam, że głupstwem byłoby, gdybym te zioła jedynie wcierała w skórę głowy. Zaparzyłam herbatkę i z trudem wypiłam. Smak ma okropny, gorzko-mdły, ale da się wypić. Nie będę się rozpisywać o zaletach picia pokrzywy i skrzypu. Są one bardzo znane, wystarczy wpisać w Google. 
Zaczęłam łykać witaminy i minerały.
       Trzeba pamiętać, że zioła te są moczopędne i wypłukują z organizmu witaminy z gr. B. Dlatego zaczęłam szukać witamin w aptece, aż zdecydowałam się na kompleks witamin i minerałów BodyMax. Polecam każdemu - zawiera 100% dziennego zapotrzebowania wszystkich witamin i minerałów, jedynie zawartość magnezu to 60%. Ponadto zawiera ekstrakt z żeń szenia. Kupując suplementy zwracajcie uwagę na zawartość składników, gdyż często jest ich bardzo mało.
      
 Po miesiącu moje włosy przestały wypadać.
       Chociaż odżywiam się prawidłowo, uwielbiam owoce, sama piekę ciasta i słodycze, a warzywa, mięso i nabiał nie kupuję w supermarketach, tylko na rynku/ryneczku, to nie dostarczam wystarczająco dużo składników odżywczych. Życie w stresie, nauka i okres jesieni zwiększają zapotrzebowanie na witaminy i minerały. 
       Włosy przestały wypadać, a nowe baby hair rosną i rosną, zagęszczając czuprynę. Włosy mniej się przetłuszczają, myję je co 3 dzień, z czego jestem bardzo zadowolona. Przy czesaniu wypadnie ich kilka, a nie garść:)

Mam nadzieję, że ten wpis pomoże którejś z Was :)

11 października 2013

Recenzja kremów z olejem z kiełków pszenicy i avocado.

Witajcie :)
       Przerwę dzisiejszym wpisem ciszę na moim blogu. Obiecałam napisać o kremach, więc piszę. Zdecydowanie jeden z nich jest godny uwagi :)

Przepis klik.
  • Świetnie nawilża, zwłaszcza po peelingu.
  • Ujędrnia delikatnie, skóra staje się lekko napięta.
  • Pięknie pachnie - świeża skórka pomarańczy.
  • Konsystencja na plus, ponieważ jest zbita i treściwa, a nie ma problemu z rozsmarowywaniem się.
  • Wchłania się umiarkowanie, czyli nie za szybko i nie za wolno.
       Od teraz to mój ulubiony krem na noc. Kolejny słoiczek już w użyciu :)

  • Zmiękcza skórę jak żaden inny krem.
  • Nawilża i odżywia.
  • Zawiera filtr przeciwsłoneczny na poziomie 3-4.
       Na tym kremie niestety się zawiodłam. Trochę zbyt długo się wchłaniał (co można zmienić odejmując 0,5-1% cetylu). Ponadto konkurencja z pięknie pachnącym kremem na noc wpłynęła na moje zdanie. Zapach oleju avocado jest znośny, ale nie przyciąga nosa tak jak pomarańcza. Mam też wrażenie, że podkład mineralny lepiej współpracował z truskawkowym kremem. Cieszę się jednak, że odkryłam właściwość, którą mogę później wykorzystać. Zmiękczanie skóry przyda się w tworzeniu innych kosmetyków, np. do stóp.
       Żaden z w/w kremów nie uczulił mnie ani nie wywołał wysypu/zapchania porów. Tyczy się to mojej skóry - normalna w kierunku suchej. Użyte oleje są na niskim poziomie komedogenności (max 2/5).

1 września 2013

DIY Odżywczy krem na dzień z olejem avocado.

Witajcie :)
       Nad opracowaniem tego przepisu musiałam trochę popracować, a wszystko przez lecytynę zawartą w oleju avocado. Jednak było warto!


Olej avocado
  • Jest gęsty, a więc nie stosujemy go solo, ale w mieszance. 
  • Posiada ciemnozielony kolor, który barwi krem w zależności od stężenia na jasnozielony lub pistacjowy(zdj). 
  • Jest olejem bogatym w witaminy A, B, D, E, H, K, PP, sole mineralne, skwalen, fitosterole, nienasycone kwasy tłuszczowe oraz lecytynę.
  • Zawiera naturalny faktor ochronny przez promieniowaniem słonecznym w granicy 3-4.
  • Cechuje się charakterystycznym zapachem, który nie drażni nosa.
  • Przeznaczony do skóry suchej, dojrzałej, starzejącej się i wrażliwej.
       Zawartość lecytyny wymusza zmniejszenie ilości emulgatora o min. 0,5%. W przeciwnym razie krem wyjdzie tępy - o konsystencji nienadającej się do łatwego rozsmarowania. Tyczy się to mojego emulgatora, czyli MGS.
       Naturalny faktor ochronny to właściwość, którą posiada niewiele tłuszczów. Dlatego olej avocado świetnie nada się do kremu na dzień.
      

       Konsystencja treściwa, ale lżejsza od kremu na noc. Krem dobrze się rozprowadza, nawilża i uspokaja skórę. Ma w sobie coś, co zdecydowanie go wyróżnia - sprawia, że skóra staje się miękka. Aż chce się jej dotykać :) Za miesiąc napiszę o nim więcej.

EDIT: Nie polecam już oleju ze słodkich migdałów i oleju avocado. Szczegóły tutaj.

Używałyście oleju avocado?

29 sierpnia 2013

DIY Odżywczy krem na noc z olejem z kiełków pszenicy.

Witajcie :)
       Dziś podzielę się przepisem na kremik, który bardzo pozytywnie mnie zaskoczył :)


Olej z kiełków pszenicy
  • Jest olejem gęstym, dlatego stosujemy go w mieszankach.
  • Posiada pomarańczowy kolor, przez co nadaje kremom żółty (słoneczny) kolor.
  • Cechuje się charakterystycznym zapachem, ale ja nie nazwałabym go zbożowym.
  • Spośród wszystkich olei roślinnych posiada największą zawartość witaminy E.
  • W składzie zawiera witaminy A, D, E, nienasycone kwasy tłuszczowe i lecytynę.
  • Przeznaczony do skóry suchej, starzejącej się oraz do suchych i łamliwych włosów.
  • Działa ujędrniająco, opóźnia procesy starzenia się.

       Ten krem wyszedł mi za pierwszym razem. Nie ma co - jestem z niego dumna! Konsystencja jest zwarta, ani myśli poruszyć się w słoiczku. Jednak w rzeczywistości bardzo łatwo rozprowadza się na skórze. Zaraz po otwarciu słoiczka w oczy rzuca się piękny, słoneczny kolor - wspomnienie lata :) Ale nie tylko to zadziwia mnie każdego wieczora. Krem pięknie pachnie! Olejek pomarańczowy to czysta esencja zapachu świeżo obranej pomarańczy. Tak, w tym zapachu można się zakochać :)
       Oprócz solidnego nawilżenia, krem delikatnie ujędrnia. To nie żadne ściągnięcie skóry, to prawdziwe ujędrnienie. I nie jest to żadne zachwalanie, to naprawdę czuć po kilku minutach od nałożenia kremu na twarz. Z przyjemnością będę go testować. Za około miesiąc możecie spodziewać się recenzji :)

EDIT: Nie polecam już oleju ze słodkich migdałów. Szczegóły tutaj.

22 sierpnia 2013

Zakupy Zrób Sobie Krem

Witajcie :)
       Pewnie pomyślicie, że popadłam w "półproduktowy nałóg". I się nie pomylicie ;) Ogrom asortymentu ZSK przyciąga, a jeszcze bardziej moja ciekawość. Właściwie nie musiałam robić tego zamówienia, ale 5% rabat oraz potrzeba 1 składnika sprawiły, że jednak się skusiłam :)


Oto, co zamówiłam:
       Dla dogłębnie ciekawskich dodałam linki do każdego półproduktu :) A teraz wytłumaczę, dlaczego wybrałam właśnie te, a nie inne.

       Olejek z drzewa herbacianego - wiele zastosowań ze względu na silne działanie bakteriobójcze, grzybobójcze i wirusobójcze. Ja zastosuję go do toniku ziołowego (przepis niebawem) oraz przekonam się na własnej skórze, czy rzeczywiście jest tak wielofunkcyjny i wspaniały jak o nim piszą - np. Balsamowo, Kalista.
"Zawiera ponad 90 związków o działaniu bakteriobójczym.
Ma bardzo silne właściwości bakteriobójcze, grzybobójcze i wirusobójcze. Wskazany jest do stosowaniu przy trądziku, łojotoku, łupieżu. Usuwa brodawki. Polecany do sporządzania preparatów oczyszczających skórę. Ogranicza powstawanie nowych wykwitów poprzez normalizację pracy gruczołów łojowych. Pomocny także na odleżyny i odmrożenia. Olejek działa również przeciwbólowo, przeciwświądowo, ściągająco na pory skóry i ogólnie regenerująco. Polecany podobnie jak olejek eukaliptusowy do leczenia ran. Zapobiega zakażeniom i równocześnie przyśpiesza procesy regeneracji. Występuje w postaci przezroczystego płynu o zapachu korzennym, ciepłym, ziołowym i ziemistym.
Jeden z niewielu olejków, który może być używany bez rozcieńczenia.
       Olejek z pomarańczy słodkiej - skusiłam się po przeczytaniu pozytywnych komentarzy. Głównie chodziło mi o nadanie kosmetykom ładnego zapachu - i rzeczywiście olejek ma bardzo przyjemny, słodko-pomarańczowy zapach :) Przyda się też do nowej wersji balsamu - pomaga zwalczać cellulit, ujędrnia.
"Jest żółto-czerwoną lub pomarańczowo-brązową cieczą o silnym powszechnie znanym zapachu skórki pomarańczy.
Stosowany przy tłustej, dojrzałej i mieszanej cerze, tłustych włosach i cellulicie. Oprócz charakterystycznego dla olejków cytrusowych działania antyseptycznego, wykazuje również bardzo skuteczne działanie uspokajające, łagodzące nadmierną nerwowość, pomaga myśleć pozytywnie". 
       Guma ksantanowa -  to właśnie ten jeden składnik, którego potrzebowałam. Od dłuższego czasu pracuję nad odżywką do włosów. Kłopotem jest uzyskanie odpowiedniej konsystencji. Używając emulgatora SLP, mamy dwie możliwości zagęszczania emulsji: na ciepło + alkohol cetylowy lub na zimno + guma ksantanowa. Proces na zimno jest o wiele szybszy, a i konsystencja będzie inna, bardziej żelowa. Guma ksantanowa pozwala również na otrzymanie przejrzystych żeli wodnych - ciekawe :)

       Ekstrakt z soku banana - pokochałam ekstrakt z soku truskawki, więc przy okazji zamówienia wrzuciłam do koszyka kolejny. Tym razem 10g - na próbę, a i tak ekstrakty w proszku są wydajne.
"Świeży sok z bananów zawiera znaczne ilości cukrów ok. 20%, jest bogatym źródłem witamin z grupy B oraz zawiera znaczne ilości beta-karotenu (prowitaminy A), witaminę E, C, PP oraz mikroelementy (mangan, żelazo, fosfor, siarkę, potas).
Sok z owoców banana wykazuje właściwości odżywcze, zmiękczające, przyśpiesza gojenie ran i podrażnień. Stosowany w kosmetykach dla cery suchej, wrażliwej".
       Kwas HA wielkocząsteczkowy - humektant dobrze znany i lubiany. Wielkocząsteczkowy tworzy w 1% roztworze żel, który potem konserwuję FEOGiem. Za 6zł otrzymujemy 50ml 1% żelu hialuronowego - polecam, taniej już się nie da :)
"Działanie nawilżające HA związane jest z bardzo silnymi właściwościami higroskopijnymi. HA w naturalny sposób osłania skórę, tworząc film na jej powierzchni. Ma doskonałe właściwości łagodzące, skutecznie nawilża przesuszoną skórę ze skłonnościami do pierzchnięcia, nadmiernie wysuszoną. Wygładza, poprawia elastyczność, ujędrnia. Dobrze nawilżona warstwa rogowa naskórka staje się bardziej przepuszczalna dla substancji czynnych".
       Olej z kiełków pszenicy nierafinowany - dobroczynny dla włosów i skóry. Gęsty, pomarańczowy olej o specyficznym zapachu. Wykorzystam do odżywki do włosów i do kremu.
"Jest stosowany w kosmetykach do cery suchej i dojrzałej, a także do cery mieszanej. Używany jest również do suchych i łamliwych włosów. Działa ujędrniająco i opóźnia procesy starzenia się skóry.
Z pośród olei roślinnych cechuje się największą zawartością witaminy E.
Skład:
- kwas linolowy;
- kwas linolenowy;
- kwas oleinowy;
- kwasu palmitynowy;
- kwasu stearynowy;
- witaminy: A, D i E;
- lecytyna".
       Olej avocado nierafinowany - podobny do w/w oleju pod względem gęstości, dobry do włosów i skóry. Ma zielony kolor i specyficzny zapach. Posiada naturalny faktor ochronny 3-4. Zawiera aż 7 witamin, lecytynę, skawalen, sole mineralne. Co do działania lekko emulgującego - zobaczymy w praktyce.
"Olej z awokado łatwo jest wchłaniany przez skórę, wnika w jej głębsze warstwy. Zwany olejem 7 witamin (A-B-D-E-H-K-PP), silnie nawilża, odżywia naskórek, wykazuje dużą zgodność z naturalnymi lipidami skóry, uzupełnia barierę lipidową. Używany jako czysty olej lub jako dodatek do kosmetyków przeznaczonych dla skóry suchej, dojrzałej, starzejącej się i wrażliwej, nie ma działania drażniącego ani uczulającego. Podnosi wytrzymałość, uspokaja, wygładza, regeneruje, pielęgnuje, ochroni przed złym wpływem czynników zewnętrznych.
Kosmetyki z dodatkiem oleju awokado otrzymują odpowiednią konsystencję dopiero po kilku dniach.
Ponieważ wykazuje on działanie lekko emulgujące (zawiera lecytynę), można w fazie tłuszczowej zredukować ilość emulgatorów o ok. 0,5-1%.
Skład:
- kwas oleinowy,
- kwas linolowy,
- kwas palmitynowy,
- kwas stearynowy,
- kwas linolenowy,
- lecytynę,
- sole mineralne,
- fitosterole,
- skwalen,
- witaminy: A, B, D, E, H, K, PP".
       Wyciąg z aloesu zatężony 10-krotnie - zapowiada się obiecująco. Jest kolejnym półproduktem, którego można dodać do wszystkiego.
"W świeżych liściach oraz wyciągach wodnych znajdują się związki zwane antraglikozydami: aloina, aloinozydy, aloe-emodyna, a także polisacharydy, białka, aminokwasy, żywice, antrazwiązki, kwasy organiczne (bursztynowy, cynamonowy), witaminy (tiamina, biotyna).
Aloes zastosowany miejscowo działa odkażająco, przeciwzapalnie i ściągająco. Wygładza i ujędrnia skórę, regeneruje ją, utrzymuje wilgotność, działa przeciwzapalnie, łagodząco, posiada właściwości filtrujące promienie słoneczne. Pobudza regenerację naskórka i ziarnowanie tkanki łącznej właściwej. Dzięki temu przyśpiesza gojenie pryszczy, krostek, ranek powstających po oczyszczaniu twarzy (wyduszaniu zaskórników). Sok z aloesu ułatwia gojenie ran, nawet zaniedbanych, wykazuje bowiem działanie bakteriobójcze. Likwiduje przebarwienia, wypryski i wysięki skórne. Wygładza blizny. Stosuje się go w pielęgnacji cery suchej, dojrzałej jak i trądzikowej. Nawilża skórę wnikając w jej głębsze warstwy. Nawilża, uelastycznia i wzmacnia włosy, zapobiega ich wypadaniu, a także likwiduje łupież".
       Hydrolizowane proteiny mleka - kiedyś używałam drogeryjnej odżywki właśnie z tym składnikiem. I pamiętam, że moje włosy wyglądały po niej naprawdę dobrze.
"Hydrolizowane proteiny mleka są pochodną mleka przeznaczoną do stosowania w kosmetykach do pielęgnacji skóry i włosów. Surowiec zawiera proteiny w postaci zhydrolizowanej, bardziej stabilnej, skuteczniej działające w kosmetykach niż surowe proteiny mleka. .
Znajdują zastosowanie w kosmetykach ze względu na działanie nawilżające oraz zmniejszanie podrażnień powodowanych przez środki powierzchniowo czynne".
Nowe składniki, nowe pomysły, nowe eksperymenty! Już niedługo :)

5 sierpnia 2013

Jak zmieniłam swoją pielęgnację włosów? - wcierka, wzbogacanie odżywki, OMO i inne.

Witajcie :)
       Przedstawiam Wam moją aktualną pielęgnację włosów.

Szampon
       Przez kilka ostatnich lat twierdziłam, że moje włosy nadmiernie się przetłuszczają. Kupowałam więc szampony do tego typu włosów. Po pewnym czasie okazało się, że przetłuszczają się jeszcze bardziej, ale za to końce są suche. Gdy doszłam do momentu, w którym musiałam myć głowę co drugi dzień, powiedziałam sobie: Stop! Nie dam się wpędzić w błędne koło!
       Zmieniłam szampon na zwykły, bez silikonów, parabenów i długaśnego składu - Timotei Wymarzona objętość. I co? Włosy są świeże przez 3 dni! Puszyste, nie sklejają się, nie są oklapnięte. Nie chwalę tutaj konkretnego szamponu, ale daję Wam radę - nie dajcie się naciągnąć na szampony do włosów przetłuszczających się, jeśli Wasze włosy stają się nieświeże po krótkim czasie. SLS to naprawdę silny detergent, a zawiera go każdy drogeryjny szampon, bez względu na to, czy jest do włosów tłustych, suchych czy farbowanych... Zafundujecie sobie jedynie większe przesuszenie włosów i skóry głowy, a gruczoły łojowe zaczną intensywniej pracować, aby zapewnić włosom odpowiednią warstwę tłuszczu. Takie szampony powinny stosować osoby z poważnym problemem.
  
Metoda OMO
Odżywka-Mycie-Odżywka
       Stosując tę metodę ograniczam wpływ detergentu z szamponu, czyli obecnie silnego SLS. W ten sposób chronię włosy, mycie już tak ich nie wysusza. Nie zajmuje to wcale dużo czasu :)
       Do pierwszego O używam balsamu Mrs Potter's z aloesem, jedwabiem i białą herbatą d/s, który sprawdza się w tej roli znakomicie. Więcej napiszę o nim w oddzielnej recenzji. 


Wzbogacanie odżywki
       Do drugiego O służy mi w/w balsam, ale wzbogacony półproduktami: mleczko pszczele, kwas HA, gliceryna, keratyna, olej ze słodkich migdałów. W ilości odpowiednio 3k : 5k : 10k : 5k : 1ml na 20ml balsamu. Po tej mieszance moje włosy wyglądają świetnie! Są grubsze i puszyste, uniesione od nasady, o większej objętości, ale nie puszą się. Błyszczą, bardzo dobrze się rozczesują, a końce nie są przesuszone. Zdecydowanie widać różnicę :)

Sposób na proste włosy
       To metoda dobra dla posiadaczek włosów prostych, ale lubiących się falować. Po myciu nakładamy odżywkę d/s dobrze wygładzającą włosy lub jeszcze lepiej - zwykłą odżywkę b/s. Rozczesujemy włosy, na koniec najlepiej grzebieniem, i czekamy aż wyschną. Dzięki tej metodzie nie męczę się z rozczesywaniem na sucho oraz moje włosy są proste, bez fal.

Szczotka drewniana
       Ten zakup uważam za szczególnie udany. Szczotkę kupiłam w sklepie Społem z art. gosp. domowego za 10zł.  Zakończona jest kuleczkami, które wspaniale masują skórę głowy. Nie elektryzuje włosów, łatwo rozczesuje i nie wyrywa ich. Chociaż grzebień nie poszedł w całkowite zapomnienie, bo muszę czymś robić przedziałek, to szczotka zdecydowanie jest moim ulubieńcem :)


Wcierka ziołowa

       A dokładniej ziołowa herbatka w sprayu. Co kilka dni sporządzam herbatkę z ziół: skrzypu, pokrzywy i łopianu. Po jednej torebce herbatki każdego ziela wkładam do szklanki z ok 100ml wody destylowanej i umieszczam w kąpieli wodnej. Przelewam do butelki z atomizerem, dodaję 15k gliceryny/50ml i trzymam w lodówce. Dokładnie spryskuję skórę głowy codziennie wieczorem, a następnie wykonuję masaż, aby substancje odżywcze lepiej się wchłonęły. Chociaż miksturka nie pachnie ładnie, to zapach nie utrzymuje się długo na włosach; po wyschnięciu w ogóle go nie czuć.
       Działanie okazało się zadziwiające - po tygodniu ilość wypadających włosów zmniejszyła się o połowę.  Włosy są dłużej świeże, zmniejszyło się przetłuszczanie. Od dłuższego czasu nie miałam już przyklapniętych i nieestetycznie wyglądających kosmyków. Wcierka dodaje im objętości, unosi je od nasady.
       Trzeba pamiętać o dobrym nawilżaniu włosów (zioła wysuszają) oraz stosować wcierkę codziennie i regularnie. Gdy używałam jej tylko po umyciu głowy, czyli co 3 dni, nie widziałam żadnej zmiany.
       Liczę jeszcze na przyspieszenie wzrostu i pojawienie się młodych włosków, które już gdzieniegdzie zaczynam dostrzegać :)

       Nadal dążę do wyrównania długości i pozbycia się pamiątki po cieniowaniu - przesuszonych końców na różnej długości. W swoim "laboratorium" pracuję nad odżywką/maską, która miałaby silne właściwości nawilżające - muszę jakoś te końce nawilżyć, bo wszystkich na raz nie zetnę. Muszę też pomyśleć o zabezpieczeniu prawdziwego koloru (ciemnego brązu), który niestety szybko jaśnieje.

8 lipca 2013

DIY Pomadka i balsam do ust.

Witajcie :)
       Dziś podzielę się Wami moimi przepisami na pomadkę nawilżającą w sztyfcie oraz balsam do ust w słoiczku.
                

       Pożegnałam pomadki z Isany, które kiedyś uwielbiałam. Nowa miłość? To właśnie ta pomadka. Nie narzekam już na suche skórki, pieczenie czy popękane usta. Co ciekawe, nie muszę też ciągle jej używać. Z wcześniejszymi pomadkami tak właśnie było – działały, ale tylko wtedy, gdy miałam je na ustach. Z tego powodu znikały w bardzo szybkim tempie.
        Okazało się, że naturalne tłuszcze pielęgnują skórę przez długi czas. Teraz sięgam po pomadkę 2-3 razy dziennie, czyli o wiele rzadziej niż wcześniej. Gdy zdarzą mi się suche skórki, to raz na długi czas (miesiąc?) – wtedy robię peeling i po sprawie. Pomadkę pierwszy raz ukręciłam na początku tego roku, więc jeszcze w czasie zimy – wtedy również spisała się bardzo dobrze.
       Oprócz nawilżenia pomadka pięknie nabłyszcza usta – a to zasługa oleju rycynowego. Gdy na taką bazę nałożę pomadkę kolorową, ona również zaczyna lśnić. Właśnie takie połączenie jest dla mnie idealne – postaram się to pokazać przy najbliższej recenzji pomadki Wibo :)

Rozpuszczamy w kąpieli wodnej i przelewamy do opakowania.
       Zazwyczaj używam pomadki w sztyfcie, ale wiem, że wśród Was są też zwolenniczki wersji w słoiczku, dlatego opracowałam dwa przepisy. Oba mazidła mają neutralny zapach bądź słabo wyczuwalny masła kakaowego (myślałam nad olejkami zapachowymi ze sklepu Zielony Klub, ale najpierw muszę napisać maila i zapytać o skład). 
EDIT: Teraz dodaję olejek eteryczny pomarańczowy, pachną pięknie! :)
EDIT2: Nie polecam już oleju ze słodkich migdałów (w tym wpisie dowiesz się dlaczego). Zamiennikiem może być każdy inny ciekły olej.
Czujecie się zachęcone?

4 lipca 2013

Jak zrobić sobie krem? - w praktyce.

Witajcie :)
Zapraszam na część praktyczną tworzenia kosmetyków w domu. Części teoretyczne znajdziecie TUTAJ i TUTAJ.
  • Dezynfekujemy wszystkie rzeczy, których będziemy używać. Zakładamy rękawiczki.
  • Odmierzamy składniki fazy olejowej i umieszczamy je w naczyniu. 
  • Odmierzamy składniki fazy wodnej i umieszczamy je w naczyniu.
  • Naczynia umieszczamy w kąpieli wodnej i czekamy aż faza olejowa się rozpuści (będzie klarowna). Nie przegrzewamy olejów, ponieważ mogą stracić swoje cenne właściwości.
  • Przelewamy fazę olejową do fazy wodnej.
  • Mieszamy spieniaczem do mleka starając się nie napowietrzać kremu. Robimy to przez ok. minutę. Odstawiamy krem i obserwujemy, kiedy zacznie gęstnieć (zwykle trwa to ok 2-3 minut) i znów mieszamy przez ok. minutę. Odstawiamy do przestygnięcia.
  • Gdy emulsja przestygnie i nie będzie grzać naszej dłoni (przez pojemnik) dodajemy składniki fazy dodatków, czyli substancje nieodporne na podgrzewanie oraz konserwant; ponownie mieszamy.
  • Przekładamy do słoiczka/butelki. Przechowujemy do 2 miesięcy.

Prawda, że proste? 
Mam nadzieję, że ta seria wpisów rozwieje wątpliwości i zachęci do tworzenia kosmetyków w domu :)

26 czerwca 2013

Jak zrobić sobie krem? - teoria po raz II.

Witajcie :)
Zapraszam na drugą część teorii dotyczącej tworzenia kosmetyków w domu. Pierwszą część znajdziecie TUTAJ. 


Składniki – półprodukty kosmetyczne
Sklepy internetowe oferują ogrom przeróżnych półproduktów do tworzenia kosmetyków, a każdy jest opisany w samych superlatywach, ale nie każdy na te pochwały zasługuje. Na początek przygody warto skupić się na składnikach podstawowych, które z pewnością okażą się później naszymi must have. 

Podstawowe składniki kosmetyczne
  • Oleje i masła – to na nich opiera się cała naturalna pielęgnacja. Polecam zwrócić uwagę na masło shea, olej z kiełków pszenicy, z pestek malin, z pestek dyni, z kukurydzy.
  • Emulgatory i koemulgatory – umożliwiają tworzenie emulsji, niezbędne przy tworzeniu kremów, balsamów, mleczek itp.
  • Konserwanty.
  • Substancje nawilżające – rozpuszczalne w wodzie, najczęściej dodawane do fazy wodnej. Polecam zwrócić uwagę na kwas hialuronowy (czysty proszek, który rozpuszczamy i konserwujemy sami lub gotowe roztwory) oraz żel z aloesu. Ponadto w tej kategorii znajdziemy: glicerynę, mleczko pszczele, d-panthenol, mocznik i inne.
Dodatkowe składniki kosmetyczne
  • Proteiny – hydrolizowane, a więc rozpuszczalne w wodzie; dodawane w fazie dodatków. Wyróżniamy przede wszystkim keratynę, kolagen, elastynę, proteiny mleka i inne. Sprawdzają się najlepiej w pielęgnacji włosów. Na skórę działają tylko powierzchniowo, ponieważ ich cząsteczki nie zdołają przeniknąć przez pory skóry (są za duże).
  • Kwasy hydroksylowe – substancje aktywne o działaniu złuszczającym, oczyszczającym, nawilżającym, pobudzającym syntezę kolagenu, które przenikają przez naskórek w głąb skóry, a przy tym wspomagają transport innym składników obecnych w kosmetyku.
Wyróżniamy kwasy AHA (α-hydroksylowe), BHA (ß-hydroksylowe) i PHA (polihydroksylowe). Każda z grup cechuje się innymi właściwościami, a także każdy kwas posiada trochę odmienne działanie i moc. Polecam zwrócić uwagę na kwas mlekowy i glukonolakton. Inne kwasy to np. migdałowy, kojowy, glikolowy, salicylowy.
Ich stosowanie wiąże się z regulowaniem pH fazy wodnej lub gotowego kosmetyku – trzeba je podwyższyć do min. 4, a max 6 dodając po trochu sody oczyszczonej lub mleczanu sodu; stosowaniem ochrony przeciwsłonecznej (tlenek cynku, olej z pestek malin lub kupne filtry), łuszczeniem skóry i możliwymi podrażnieniami.
Rozrzedzają emulsje lub całkowicie uniemożliwiają ich powstawanie, dlatego dla emulsji z kwasami konieczne jest zwiększenie stężenia emulgatora. Często stosuje się więcej niż jeden koemulgator, np. wosk pszczeli i alkohol cetylowy.
Więcej o kwasach przeczytacie w TYM i TYM poście.
  • Witaminy – dodawane w niewielkich ilościach (szczypta/krople) w fazie dodatków. Przed zakupem sprawdź, czy olej, który stosujesz, nie zawiera już gamy witamin. Być może ich zakup okaże się niepotrzebny ;)
  • Liposomy – są to zazwyczaj mieszanki kilku/kilkunastu składników aktywnych, których cząsteczki zostały „zamknięte” w kropelce tłuszczu. Błony komórkowe są zbudowane z dwuwarstwy lipidowej, a więc wszelkie tłuszcze mogą łatwo przez nie przenikać i wbudowywać się. Dodawane w fazie dodatków, działają w ścisłym zakresie pH.
  • Olejki eteryczne – oprócz zapachu posiadają szereg właściwości, charakterystycznych dla danego olejku. Dodajemy je zawsze w fazie dodatków i w niewielkich ilościach. Zazwyczaj olejki owocowe są mniej trwałe niż te ziołowe. Polecam olejki: ze słodkiej pomarańczy (piękny zapach, ujędrnia), z drzewa herbacianego (na wszystko!), pichtowy (również na wszystko).
  • Hydrolaty – wodne wyciągi ziołowe, różnią się od „herbatki ziołowej” sposobem otrzymywania i mniejszą ilością wartościowych składników. Najczęściej służą jako zamiennik wody destylowanej w fazie wodnej.
  • Maceraty – olejowe wyciągi ziołowe czy roślinne, które z powodzeniem można przygotować samemu. Więcej TUTAJ.
  • Ekstakty – czyste (proszek) lub wodne/glicerynowe/glikolowe. Owocowe i roślinne, ziołowe. Tutaj radzę wybierać te, które rzeczywiście mogą coś zdziałać, a nie tylko polepszać kolor/zapach kosmetyku (np. ekstrakt z truskawki). Zbyt duża ilość sypkich ekstraktów powoduje, że kosmetyki się lepi. Dodawane w fazie dodatków.
  • Różne – to składniki różnego pochodzenia, zaliczane jednocześnie do wielu grup (aktywne, nawilżające itp.). Posiadają charakterystyczne właściwości. Przykładem jest mocznik, który oprócz działania nawilżającego i zmiękczajęgo, działa też (w stężeniach powyżej 5%) keratolitycznie, czyli złuszczająco. Oprócz tego jest niestabilny, bo łatwo ulega w wodzie hydrolizie – dlatego wymaga stabilizatora, którym jest kwas mlekowy lub jego sól, mleczan sodu. Może też rozrzedzać emulsje. Na początek polecam wypróbować proporcje 3% mocznika + 2% kwasu mlekowego, a dla emulsji zastosować 4% MGS + 4% alk. cetylowego.
Glinki i algi
Surowce wykorzystywane przede wszystkim do maseczek oraz jako dodatek wzbogacający kosmetyki – niestety, nie rozpuszczają się. Cechą charakterystyczną jest zawartość wielu mikro i makroelementów, aminokwasów, witamin. Szczególnie polecam spirulinę, a także glinkę zieloną, o których przeczytacie TUTAJ.



Surowce myjące
Głównie pochodzenia roślinnego, substancje myjące (np. glukozyd laurylowy). Z ich pomocą uzyskamy szampony i żele. Moje doświadczenia nie są zbyt miłe z tego typu składnikami (post TU). Obecnie na rynku są już kosmetyki myjące z delikatnymi detergentami, więc robienie ich samemu radzę zostawić na później
.
Guma ksantanowa
Umożliwia tworzenie żelu, zagęszcza kosmetyki, ale też zwiększa ich lepkość. Niezbędna przy tworzeniu żeli myjących i szamponów.

Składniki, które znajdziesz w swoim domu lub pobliskim sklepie
Miód, żel lniany, żel z aloesu – jak pozyskać?, zioła, kawa, sok z żyworódki, surowce do peelingów – cukier, płatki owsiane. 


Metody tworzenia emulsji
  • Metoda na gorąco polega na umieszczeniu dwóch faz, olejowej i wodnej, w kąpieli wodnej. Po rozpuszczeniu składników, fazę olejową przelewamy do fazy wodnej i mieszamy. Tą metodę stosujemy przy większości emulgatorów, w tym MGS.
W fazie olejowej nie mogą znajdować się oleje nieodporne na podgrzewanie. Proces rozpuszczanie kontrolujemy, a przelewanie wykonujemy zaraz po rozpuszczeniu wszystkich składników, aby zbytnio nie przegrzewać olejów – mogą stracić swoje cenne właściwości.
  • Metoda na zimno jest zależna od użytego emulgatora.
Emulgator GSC - dodajemy do fazy wodnej i naczynie umieszczamy w kąpieli wodnej, aż do rozpuszczenia. Następnie mieszamy i odstawiamy do przestygnięcia. Na koniec dodajemy całą fazę olejową. Metoda ta umożliwia stworzenie emulsji na bazie olejów nieodpornych na podgrzewanie, jednak emulgator ten jest bardzo niestabilny, a emulsje posiadają konsystencję napowietrzonego musu.
Emulgator SLP – płynny emulgator, którego nie trzeba podgrzewać. Tworzy emulsje przez samo zmieszanie wszystkich składników (wszystkie fazy w jednym naczyniu), ale wymaga środka, który emulsję zagęści (np. gumy ksantanowej).
Inne formulacje kosmetyków
 

  • Kosmetyki składające się wyłącznie z tłuszczy – to masła, olejki i pomadki do ust. Ich tworzenie jest bardzo proste – polega na rozpuszczeniu maseł, olejów i wosku pszczelego, zamieszaniu i odstawieniu do stężenia. W zależności od dobranych proporcji uzyskamy gęste masło, płynny olejek lub pomadkę w sztyfcie.
  • Serum – kosmetyk składa się dwóch faz, olejowej i wodnej, ale nie zawiera emulgatora. Podczas potrząsania fazy na chwilę łączą się ze sobą, co ułatwia stosowanie. Jako fazę wodną można wykorzystać żel hialuronowy i/lub żel aloesowy, co wpłynie na żelową konsystencję kosmetyku. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby wykonać serum składające się tylko z fazy wodnej. Przygotowanie również jest bardzo proste – łączymy wszystkie składniki i przelewamy do opakowania.
  • Toniki – składają się tylko z fazy wodnej i rozpuszczonych w niej składników. Również wykonanie jest bardzo proste.

W następnej części zobaczycie jak wygląda tworzenie emulsji krok po kroku, w zdjęciach :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...