26 grudnia 2014

Grudniowe nowości kosmetyczne.

Witajcie :)
W grudniu nazbierało mi się trochę zakupów. Wbrew pozorom nie zaszalałam podczas Dnia Darmowej Dostawy, bo zakupiłam tylko jedną rzecz. Pozostałe rzeczy pochodzą z Rossmanna, Hebe, Natury i apteki. Zapraszam na przegląd moich zakupów, być może coś wpadnie Wam w oko :)

ok. 8zł/100ml
Wypatrzyłam ją w Rossmannie. To siostra dobrze znanego Jantara, tyle że jest płynna jak woda i zawiera tylko trzy ekstrakty: z czarnej rzepy, tataraku i łopianu. W składzie znajduje się również alkohol. Na razie mogę powiedzieć, że czarną rzepę wyraźnie czuć, ale zapach ulatnia się z czasem. Nie skleja/przetłuszcza włosów. W fazie testów.

5zł/200ml
Kolejna (trzecia) butelka szamponu Isana Urea - bardzo go lubię, a więcej napiszę o nim w aktualizacji pielęgnacji włosów. Polecam!

19zł i ok. 6zł
Tusz z Catrice to dla mnie pierwszy produkt z tej firmy. Chociaż pierwsze starcie było fatalne, to po tygodniu nauczyłam się operować tym tuszem i wielką, silikonową szczotą. Efekt bardzo mi się podoba (na FB dodałam zdj makijażu z tym tuszem). Lakier Lovely nr 7 - jednowarstwowy, zgaszony, poziomkowy róż. Szybko schnie, trzyma się ok 4 dni. Już za samą jednowarstowość zyskuje miano ulubieńca :) Polecam!

ok. 5zł
Na przekór obietnicy producenta ten lakier NIE JEST JEDNOWARTSWOWY! Ponadto smuży i długo schnie. Nie polecam.

ok. 3zł/300ml
Żel do mycia twarzy i ciała. Skład wzbogacony o nawilżacze i 7 ekstraktów, przyjemny zapach. Dobrze zmywa makijaż. Jednak pH nadal neutralne, a na etykietce fałszywie widnieje 5,5. Nie ładnie! Ponadto przesusza skórę.

17zł/litr przypadkowa apteka
Ten post wypadałoby nazwać "Pedantka na tropie..." ;) Otóż mamy tu kolejne oszustwo. Na tekturowym opakowaniu dumnie widnieje hasło "Sok z aloesu 99,8%", ale gdy dotrzemy do etykiety na butelce okazuje się, że to "sok odtworzony z koncentratu". Mówiąc prościej - ktoś wziął litr wody, dosypał x gram? miligram? proszku z miąższu aloesu i zakonserwował. Pod tym względem czuję się oszukana, bo to NIE JEST 99,8% aloesu.
Mimo tak niewielkiej zawartości aloesu w aloesie, "sok" działa i na włosy i na organizm od wewnątrz. W fazie testów.
Wniosek - hodujmy aloesy! Jak pozyskać żel z aloesu?

10zł/litr
Duża, wydajna, z jednym silikonem, idealna do wzbogacania olejem i aloesem. W fazie testów.

22zł/50ml
Ulubieniec i niezbędnik w pielęgnacji twarzy. Uzupełniłam zapas przy okazji DDD. W Blisko Natury kosztuje najmniej, a jest to czysty, nierafinowany i zimno tłoczony olej z pestek malin. W dodatku jeszcze ładniej pachnie niż poprzednik, z ZK. Polecam! 

6zł i 7zł
Dwa nowe pędzle z drogerii Hebe - do kresek i cieni/korektora. Spisują się świetnie. Kreski maluję szybko i wygodnie. Cienie/korektor mineralny nie osypują się i ładnie nakładają. Włosie mięciutkie, giętkie. Rączka o idealnej długości. Polecam!

8zł/30ml i ok. 2zł/2g
Buszując po drogerii Natura zakupiłam (jak na włosomaniaczkę przystało) pierwsze serum silikonowe do zabezpieczania końcówek włosów. Akurat była promocja, skład krótki, buteleczkę później wykorzystam i ponoć ma dobre recenzje. W fazie testów.
Pigment Essence nr 13 znalazłam na dziale przecen za śmieszną cenę 2zł - niestety brak informacji o składzie. Kolor to czerwień przechodząca w róż. Jak nie produkt, to opakowanie z sitkiem na pewno wykorzystam. W fazie testów.

Miałyście któryś z wymienionych produktów? Jak się spisywały?

13 grudnia 2014

DIY Zimowy balsam do ciała.

Witajcie :)
Nadeszły chłody, a moja skóra woła o bogaty, silnie nawilżający i natłuszczający balsam. Dlatego przedstawiam dziś balsam iście zimowy, z dużą ilością i różnorodnością maseł i olejów. Specjalnie dla bardzo suchej skóry. Zapraszam!


Skład:   (proporcje na 100g)
Faza olejowa (33%):
MGS 3%   (3,0g)
Alkohol cetylowy 4%   (4,0g)
Masło shea 8%   (8,0g)
Masło kakaowe 8%   (8,0g)
Olej abisyński 5%   (5,0g)
Olej ze słodkich migdałów 5%   (5,0g)

Faza wodna (67%):
Woda destylowana 67%   (67,0g)
Alantoina   (szczypta)

Faza dodatków:
FEOG   (20k)
Olejek eteryczny z różowego grejpfruta (ok. 20k)

Sposób wykonania analogiczny do tego przepisu KLIK
Podstawy tworzenia kosmetyków znajdziesz w linkach poniżej.

Balsam uzyskał bardzo ładną konsystencję, kremowo-żelową. Myślę, że to zasługa oleju ze słodkich migdałów, który ma zdolności poprawiania konsystencji. Wreszcie przekonałam się do olejku z grejpfruta - dodałam go o wiele więcej niż zwykle i balsam pięknie pachnie :) W dodatku olejek ten działa ujędrniająco. Podczas pracy rozpływałam się z zachwytów nad masłem shea z Gaju Oliwnego - jego konsystencja jest po prostu świetna - miękka, masełkowata. I do tego ten zapach! :)
Tworząc balsam nie miałam pod ręką humektantów - dopiero niedawno wzbogaciłam się o sok z aloesu (z apteki) i robiąc go ponownie, dodam do fazy wodnej 10% soku. Inne alternatywy to np. gliceryna (5%) lub zastąpienie fazy wodnej wyciągiem (czyt. herbatką) z lipy - na pewno wypróbuję, jak tylko wpadnę do sklepu zielarskiego.
Obecnie jestem zachwycona działaniem aloesu (ale tego pozyskanego własnoręcznie) i ten sposób będę zachwalać. Na pewno na blogu aloes pojawi się jeszcze nie raz :)
Balsam nawilża, natłuszcza i pielęgnuje skórę. Wchłania się wolniej, ale to naturalne - faza olejowa jest bogata. Dzięki niemu uratowałam swoje dłonie przed pękaniem i łuszczeniem się skóry, które pojawia się u mnie jesienią. Teraz skóra jest miękka i nawilżona.
Co ważne - jeśli mamy naprawdę suchą, spękaną skórę, najpierw musimy zrobić porządny peeling. Niezmiennie polecam kawowy :)

A Wy jak dbacie o skórę zimą?

PS.Przepraszam za długą nieobecność, ale studia zabierają cały mój czas.

9 listopada 2014

DIY Mineralne cienie do powiek.

Witajcie :)
Po długiej przerwie przychodzę do Was z postem o prasowanych cieniach mineralnych. Podzielę się przepisami na piękne odcienie, technikami produkcji oraz opowiem o moich wrażeniach na temat minerałów z Kolorówki. Zapraszam!
Od czego zacząć?

Aby móc stworzyć własne cienie do powiek, najpierw musimy zrobić zakupy w sklepie Kolorówka.com. Potrzebne nam będą dowolnie wybrane miki, czyli pigmenty perłowe oraz baza do cieni. Jeśli zechcemy tworzyć cienie matowe z pigmentów matowych, do ich roztarcia potrzebny będzie moździerz. Miki tego nie wymagają, a wręcz nie należy ich rozcierać.
Do prasowania cieni niezbędne są: gliceryna i alkohol (spirytus). A także paleta oraz przedmiot, którym będziemy dociskać cień - w moim przypadku metalowa blaszka (forma) na cień, którą wyjęłam z palety.
Przydadzą się małe, zamykane pojemniczki, coś do odmierzania i mieszania.

Trochę teorii...
Miki możemy łączyć ze sobą dowolnie. Robimy to w woreczku strunowym lub w małym pojemniczku przez potrząsanie. Z racji tego, że są to pigmenty perłowe, a czasem z drobinkami, nie ucieramy ich w moździerzu, aby nie straciły blasku.
Jeśli chcemy rozjaśnić uzyskany kolor, dodajemy bazy do cieni w ilości max 50%. Ta zasada tyczy się cieni, które chcemy sprasować - większa ilość bazy spowoduje, że cień będzie twardy, popęka i nie będzie się dało nabrać go na pędzel.
Przed zakupem warto przeczytać o właściwościach danej miki - przyczepność, krycie, obecność drobinek, poziom perłowości/blasku; oraz obejrzeć zdjęcia.
Jeśli chcecie mieć nieograniczone możliwości tworzenia kolorów, wybierzcie po jednej mice z każdego koloru. I nie zapomnijcie o perłowej bieli, która umożliwi rozjaśnienie koloru bez utraty perłowości.

Baza do cieni nie tylko rozjaśnia cienie, ale z racji swej matowości zmniejsza perłowość wyjściowego koloru. Trzeba o tym pamiętać. Im więcej bazy, tym cień mniej perłowy. W maksymalnej jej zawartości, czyli 50%, otrzymamy jasny, matowy cień. Ponadto baza zwiększa przyczepność (stearynian magnezu) i krycie (dwutlenek tytanu). Jako produkt gotowy (baza), posiada roztarte ze sobą składniki (pigmenty matowe), a więc możemy łączyć ją z mikami we wspomniany wcześniej sposób, bez moździerza.

Miejsce na nasze cienie - paleta

Taką oto paletę kupiłam w sklepie chińskim za 2,50zł :) Wyrzuciłam z niej "cienie", wyjęłam metalowe blaszki i zdezynfekowałam. Zostawiłam dwie blaszki, jako "stempel" do prasowania.

Mieszanie cieni

W pojemniczku umieszczamy odmierzone porcje mik i bazy, zamykamy i potrząsamy do momentu aż wszystko ładnie się połączy i nie będą widoczne białe grudki bazy.
Następnie dodajemy spirytus w proporcji ok. 20 kropli na 0,6g minerałów. Mieszamy do uzyskania gładkiej, "lśniącej" papki.
Na koniec dodajemy glicerynę w proporcji 1 kropla/0,6g minerałów.

Alkohol umożliwia sprasowanie cienia, w pełni odparuje. Natomiast gliceryna zapobiega pękaniu cienia. Jej obecność nie zawsze jest pożądana, np. gdy tworzymy cień jasny, a więc z dużą ilością bazy, musimy zrezygnować z gliceryny, bo wyjdzie nam... skała. Cień będzie twardy, popękany i nienadający się do użytku. Obecna w nim duża ilość bazy utwardza go na tyle, że gliceryna jest zbędna, a nawet (w przypadku 50% zawartości bazy) szkodzi.


Przenosimy mieszankę do palety, starając się rozłożyć ją równomiernie. Aby zrobić cień podwójny, trzeba oddzielić dwa kolory kawałkiem plastiku dopasowanym do szerokości formy. Po zapełnieniu dwoma cieniami delikatnie wysuwamy nasz "separator" ruchem prostopadłym do góry .


Ostatnim etapem jest prasowanie, czyli odsączenie nadmiaru alkoholu i dociśniecie cienia "stemplem". Przykładamy chusteczkę i dociskamy równomiernie - tak, aby zachować równą powierzchnię cienia. Czynność powtarzamy aż chusteczka po dociśnięciu będzie prawie sucha. W moim przypadku było to ok 4-5 powtórzeń.

Czyścimy boki palety i gotowe! Cień pozostawiamy na min. 24h, aby alkohol odparował. W zależności od powierzchni "stempla" czy wzorów na chusteczce, możemy otrzymać różne powierzchnie cieni.

Tak prezentowała się moja paleta cieni pod koniec pracy. Zdjęcie dość dobrze odwzorowuje kolory.

Przepisy na cienie
Cień Peach Fuzz
  • 2 duże szczypty bazy
  • 0,5g Peach Fuzz
  • 20k spirytusu
  • 1k gliceryny
Cień Indian Red
Z tego powstał cień Morski.
  • 1 szczypta bazy
  • 0,6g Indian Red
  • 20k spirytusu
  • 1k gliceryny
Cień Morski
  • 1 szczypta bazy
  • 0,3g Lemon Drop Pop!
  • 0,3g Dark Blue
  • 20k spirytusu
  • 1k gliceryny
Cień Black Mica
  • 0,6 g Black Mica
  • 20k spirytusu
  • 1k gliceryny
Cień Jagoda
  • 1 szczypta bazy
  • 0,3g Vivid Violet
  • 0,3g Black Mica
  • 20k spirytusu
  • 1k gliceryny
 Cień Kameleon
  • 0,2g bazy
  • 0,3g Black Mica
  • 0,1g Tropic Bronze
  • 20k spirytusu
  • 1k gliceryny

Cień Lemon Drop Pop!
  • 1 szczypta bazy
  • 0,6g Lemon Drop Pop!
  • 20k spirytusu
  • 1k gliceryny
Cień Egyptian Emerald
  • 1 szczypta bazy
  • 0,6g Egyptian Emerald
  • 20k spirytusu
  • 1k gliceryny
Cień Tropic Bronze
Użyte miki.
  • 1 szczypta bazy
  • 0,6g Tropic Bronze
  • 20k spirytusu
  • 1k gliceryny
Cień Vivid Violet
  • 1 szczyta bazy
  • 0,6g Vivid Violet
  • 20k spirytusu
  • 1k gliceryny
Cień Poziomka
  •  1 szczypta bazy
  • 0,2g Brilliant Rose
  • 0,4g Indian Red
  • 20k spirytusu
  • 1k gliceryny
Cień Bordeaux
  • 1 szczypta bazy
  • 0,6g Bordeaux
  • 20k spirytusu
  • 1k gliceryny
Cień Szary
  • 0,1g bazy
  • 0,5g Black Mica
  • 20k spirytusu
Cień Dark Blue
  • 0,6g Dark Blue 
  • 20k spirytusu
  • 1k gliceryny


Moim ulubionym cieniem okazał się Kameleon - na pierwszy rzut oka wydaje się być szarawym brązem, ale w zależności od oświetlenia ujawnia brązowo-szaro-zielone refleksy. Na oku wygląda naturalnie, jest wspaniały do przyciemniania kącika oka. Posiada wykończenie satynowe. A rozciera się idealnie! Ideał dziełem przypadku ;)
Drugim ulubionym cieniem, ale już nie tak często używanym ze względu na raczej wieczorowy charakter, to Jagoda. Głęboki, ciemny, jagodowy - odcień, który z fioletów lubię najbardziej.
Egyptian Emerald to cień, od którego nie mogę oderwać oczu. Szmaragdowa zieleń z domieszką gdzieniegdzie przebijającej się czerni. Wspaniały!
Morski to po prostu morska zieleń. Przypomina mi polskie morze i wakacje.
Poziomka to ładny, ciepły, poziomkowy róż. Ale niech nie zwiedzie Was odcień na zdjęciu, w rzeczywistości jest bardziej intensywny, wręcz neonowy. Wykorzystałam go do stworzenia jednej z pomadek, o tu.
Najmniej lubianym cieniem okazał się Tropic Bronze, ponieważ nie spodziewałam się, że będzie miał w sobie aż tyle złota.


Jestem bardzo zadowolona z moich cieni. Wykonanie ich nie kosztuje wiele czasu, wystarczy odrobina kreatywności i doza cierpliwości. Efekt, moim zdaniem, wynagrodzi wszelkie trudy.
Cienie nakładam zawsze na "bazę" z gliceryny - jedną kroplę rozcieram w palcach i wklepuję w powieki. Pozostawiam do przeschnięcia - w tym czasie, np. podkreślam brwi. 
Cienie trzymają się aż do zmycia - 10, a nawet 12 godzin w niezmienionym stanie. Na powiece są równie intensywne co w palecie. Łatwo się rozcierają, nie osypują, nie zbierają w załamaniu.
Jestem pod wielkim wrażeniem ich jakości - mineralne, naturalne i tak wspaniałe jakościowo.
Nie mam zamiaru używać innych cieni. Gdy zamarzy mi się nowy odcień, po prostu go sobie zrobię ;)
I Wam też polecam! 
 

11 października 2014

DIY Mineralne pomadki kolorowe.

Witajcie :)
Zwykła, nawilżająca pomadka czy balsam do ust to pikuś. Wystarczy połączyć ze sobą masła, oleje i wosk pszczeli. Schody zaczynają się, gdy chcemy taką pomadkę zabarwić pigmentami mineralnymi. Problemy od konsystencji po kolor i krycie. Na szczęście, po wielu próbach, opracowałam przepisy, które zdecydowanie ułatwią Waszą pracę, jeśli zechcecie stworzyć własną, naturalną pomadkę. Zapraszam :)

Spójrzcie na wspaniałą, miękką konsystencję masła shea :)
Baza do pomadek 

To nic innego jak wyżej wymienione składniki tłuste: olej, masło, wosk pszczeli. Takiej bazy warto przygotować więcej. Oszczędzi nam to wiele czasu, ponieważ każdorazowe roztapianie wosku pszczelego, gdy najdzie nas ochota na nowy kolor pomadki, to niezbyt dobry pomysł. Wosk topi się bardzo długo, w wysokiej temperaturze. Natomiast baza roztapia się w kilkanaście sekund.

Składniki potrzebne do przygotowania 32,0 g bazy:
Olej abisyński 16,0 g
Wosk pszczeli 6,0 g
Masło shea 10,0 g
Rozpuszczamy w kąpieli wodnej. Koniec :)

Składników nie wybrałam przypadkowo. Olej abisyński słynie z właściwości dyspergujących pigmenty mineralne, ponadto jest prawie bezbarwny i bezzapachowy. Wosk pszczeli powoduje, że konsystencja jest zwarta. Masło shea to przede wszystkim, oprócz oleju abisyńskiego, emolient, który zadba o kondycję naszych ust. Wszystkie trzy składniki są odporne na podgrzewanie.
Baza powstała z tych składników jest pół-transparentna, nie posiada wyraźnego zapachu. Te cechy są bardzo ważne, ponieważ zależy nam uzyskaniu odpowiedniego koloru, a zbyt intensywny zapach mógłby sprawiać dyskomfort. Ponadto możemy łatwo wzbogacić pomadkę o ładny zapach dzięki olejkom eterycznym.

Problem konsystencji

Opracowana przeze mnie baza umożliwia stworzenie pomadki, którą aplikuje się pędzelkiem. Jest to jedyna i najlepsza forma pomadki ręcznie robionej. Pomadka w sztyfcie staje się zbyt twarda, natomiast w formie błyszczyka (z pacynką) rozlewa na ustach. Baza powinna być w temp. pokojowej zwarta, ale miękka; powinna łatwo się nabierać i przypominać trochę wazelinę. Trzeba pamiętać, że dodawanie pigmentów zagęszcza pomadkę.
Gotowa pomadka ma formę stałą, dość twardą. Nie nabierzemy jej na pędzelek jednym „pociągnięciem”, ale musimy wykonać kilka ruchów, np. kolistych. Ktoś pewnie pomyśli – po co zrobiłaś takie gęste pomadki?! A dlatego, że konsystencja pomadki zmienia się pod wpływem temperatury ust. Produkt o „idealnej” konsystencji w opakowaniu, na ustach po prostu się rozpłynie. Moje pomadki trzymają się idealnie, nie rozpływają się, a konsystencją przypominają … no właśnie pomadki :) Biorąc pod uwagę połysk i brak sklejania ust, można nazwać je pomadko-błyszczykami.

Problem krycia

Pigmenty mineralne (miki) dają tylko kolor i perłowość. Pomadki wyjdą więc słabo kryjące, a wręcz transparentne; będą bardziej podobne do błyszczyków. Aby zwiększyć krycie, należy dodać dwutlenku tytanu. Niestety nie jest tak łatwo, ponieważ czysty dwutlenek tytanu nie rozpuści się, pozostaną grudki. Roztartą formę tego składnika znajdziemy m.in. w bazie do cieni, która bez problemu miesza się pigmentami, a pomadki zyskują krycie.

Problem proporcji

Pigmentów nie możemy dodawać do woli, ponieważ zagęszczają one pomadkę. Dlatego warto trzymać się pewnych proporcji, a już na pewno nie przekraczać granic. W zależności od krycia i intensywności koloru, zawartość bazy do cieni i pigmentu się zmienia. Do zrobienia 2 pomadek używam 3,0 g bazy do pomadek i wobec tej wartości opiszę pewne zależności.


Ilość bazy do cieni

1 szczypta - 2 duże szczypty

pół-transparentna ––––> kryjąca

2 duże szczypty ––––> jasne kolory

1 szczypta – 1 duża szczypta ––––> ciemne kolory

Ilość pigmentów mineralnych

5 – 8 szczypt

odcień słaby ––––> odcień intensywny

Ogólna zawartość pigmentów i bazy do cieni

0,2 g – 0,3 g

––––> wzrasta gęstość, kremowość

––––> maleje konsystencja pomadko-błyszczyka 


Legenda:
Po lewej – 1 duża szczypta.
Po prawej – 1 szczypta.
3 szczypty = 1 duża szczypta
6 szczypt = 2 duże szczypty = około 0,1 g

Sposób wykonania 


Potrzebne rzeczy to: baza do pomadek, pigmenty mineralne, baza do cieni, mały słoiczek, coś do odmierzania i mieszania, miska z gorącą wodą. Warto zaopatrzyć się w wygodne opakowanie. Polecam odwiedzić sklepy typu „wszystko po 2,50zł”. Właśnie tam nabyłam paletkę 4 cieni do powiek, którą opróżniłam i zdezynfekowałam. Do nakładania – oczywiście pędzelek do ust.


Etap I

Przygotowujemy mieszankę pigmentów i bazy do cieni tak, aby uzyskać odpowiedni do naszych wymagań kolor. Do zdezynfekowanego i suchego pojemniczka odmierzamy składniki, zamykamy wieczkiem i potrząsamy. Sprawdzamy, czy składniki się wymieszały. Uwaga! Należy pamiętać, że mokry produkt jest ciemniejszy od suchego :) 


Etap II

Pojemniczek z minerałami stawiamy na wadze i dodajemy 3,0 g bazy do pomadek. Następnie umieszczamy go w kąpieli wodnej. Mieszamy do połączenia się tłuszczy z minerałami i czekamy, aż mieszanka uzyska konsystencję płynną. Chodzi o to, aby dobrze podgrzać mieszankę – jeśli będzie zbyt gęsta, będzie nam trudno przelać ją do pojemniczka. Powinna być tak płynna jak woda.



Przed przelaniem dokładnie wymieszać składniki (np. wykałaczką) i szybko przelać do pojemniczka (paletki na pomadki). Masa po wyjęciu z łaźni wodnej szybko tężeje. Aby powstała jednorodna, o estetycznym kształcie pomadka, należy czynność przelewania wykonywać szybko i energicznie. Mieszanie również jest bardzo ważne, ponieważ pigmenty opadają na dno podczas podgrzewania w kąpieli wodnej.
Pomadka GOTOWA! 


Przepisy na pomadki
Uwaga! Proporcje dot. wykonania dwóch sztuk o masie ok. 1,5 g każda.

Pomadka nr 1róż w odcieniu cielistym nude
2 duże szczypty bazy do cieni
2 szczypty Brilliant Rose
1 szczypta Peach Fuzz
5 szczypt Indian Red
3,0 g bazy do pomadek

Jasny, cielisty, ciepły róż. Średnio perłowy. Piękny połysk. Idealna na co dzień.

Pomadka nr 2brzoskwiniowa
2 duże szczypty bazy do cieni
6 szczypt Indian Red
3,0 g bazy do pomadek

Moja wymarzona i idealna pomadka brzoskwiniowa. Średnio perłowa, o pięknym połysku.


Pomadka nr 3Bordeaux
2 szczypty bazy do cieni
6 szczypt Bordeaux
3,0 g bazy do pomadek

Pomadka w opakowaniu wygląda na ciemną, iście bordową. Jednak na ustach to ciepła, odrobinę tylko bordowa czerwień. Ze względu na małą ilość bazy do cieni jest mniej kryjąca niż pozostałe pomadki. Ale nie umniejsza to jej pięknu – nie razi w oczy, pasuje do mojej karnacji, ożywia makijaż, no i ten blask :) Aby zwiększyć krycie wystarczy zwiększyć ilość bazy do cieni do 2 dużych szczypt.

Pomadka nr 4 poziomka
1 duża szczypta bazy do cieni
2 duże szczypty Indian Red
3 duże szczypty + 1 szczypta Brilliant Rose
3,0 g bazy do pomadek

Wyrazisty, poziomkowy kolor, który w swej intensywności zbliża się do neonowego różu. Odcień ciepły, cudowny blask. Kolor odważny, gra główną rolę w makijażu. Konsystencja bardziej gęsta, o większej perłowości i kryciu – a to ze względu większej ilości ogólnej minerałów. Aby jeszcze bardziej zintensyfikować kolor, można zmniejszyć ilość bazy do cieni do 1 szczypty.


Wszystkie pomadki cechuje:
  • wysoki połysk, który optycznie powiększa usta, nawet w przypadku ciemnych kolorów,
  • perłowość, ale brak drobinek,
  • wspaniała konsystencja – nie skleja ust, nie rozlewa się, daje uczucie niezwykłego komfortu na ustach,
  • nawilżenie i ochrona ust – suche skórki nie mają szans!
  • trwałość: 3-4 h z połyskiem, a sam kolor – aż do starcia, np. podczas posiłku. Pod względem koloru właśnie, pigmenty mineralne lubią „wżerać” się w usta ;) A połysk nie trwa wiecznie, ponieważ nasze usta go wchłaniają – a dokładniej tłuszcze, które ten połysk tworzą.

Zalety ręcznie robionych pomadek:
  • Prosty skład – tylko 3 składniki tłuszczowe i pigmenty mineralne.
  • Naturalne, nierafinowane masła i oleje.
  • Możliwość stworzenia idealnego, spersonalizowanego koloru oraz brak ograniczeń w doborze koloru. Zielone/niebieskie/czarne usta – czemu nie? :)
  • Pielęgnacja ust – nawilżenie i ochrona.
  • Brak w składzie: konserwantów, parafiny, sztucznych zapachów i innych szkodliwych składników.
  • Świetna zabawa!
  • Cena – bardzo niska w porównaniu do gotowego, mineralnego produktu.
A czy Ty znasz skład swojej pomadki? 

Wiem, że post jest długaśny, ale temat tego, co nakładam na moje usta, a więc też, co zjadam każdego dnia, jest dla mnie dość ważny. Uczymy się już czytać składy kosmetyków pielęgnacyjnych, ponieważ szukamy w nich składników odżywczych, a o kosmetykach kolorowych zwyczajnie zapominamy. Wystarczy nam, że znajdziemy odpowiedni kolor. A to duży błąd! Przykład – pomadko-błyszczyki Celia – parabeny i BHT – konserwant, który w testach na zwierzętach wywoływał nowotwory. Na temat składu kosmetyków kolorowych warto podyskutować, być może przygotuję osobny post z analizą składu kilku produktów, wybranych z każdej grupy (pomadki, podkłady, tusze itp.).

Oczywiście ja jestem ogromnie zadowolona ze swoich pomadek. W ogóle nie ciągnie mnie do kupna gotowej, zwłaszcza patrząc na ich składy. Naprawdę, nie spodziewałam się, że można stworzyć samemu w domu kosmetyk kolorowy, który spełni wszystkie moje oczekiwania. Pomadki te uważam za absolutny hit i polecam taką zabawę każdej z Was! :)

Wolicie naturalne czy drogeryjne pomadki?

4 października 2014

Olej abisyński - recenzja.

Witajcie :)
Testowanie naturalnych olejów to przyjemność odkrywania ich niezwykłych właściwości. To także kształtowanie umiejętności przewidywania, jak dany olej wpłynie na naszą skórę czy włosy. Nie każdy będzie nam odpowiadał, a nawet bardzo trudno znaleźć swój ideał. Aby uprościć Wasze poszukiwania, zapraszam na recenzję oleju abisyńskiego, który na razie nie cieszy się popularnością. Ale czy słusznie?

Właściwości
Crambe Abyssinica Seed Oil
Naturalnym terenem występowania Crambe Abyssinica jest region Morza Śródziemnego, zwłaszcza obszar zwany Abisynią (dzisiejsza Etiopia).
W latach czterdziestych dwudziestego wieku zapoczątkowano uprawę Crambe Abyssinica w USA w Północnej Dakocie, gdzie roślina zaaklimatyzowała się i jest uprawiana do dnia dzisiejszego. Uprawa Crambe Abyssinica prowadzona jest tam z zachowaniem naturalnych sposobów uprawy.
Nasiona Crambe Abyssinica zawierają 30% oleju. Olej ten jest wyjątkowo bogaty w długołańcuchowy nienasycony kwas erukowy (kwas cis 13-dokozenowy). Kwas erukowy zwykle stanowi ponad 50% wszystkich kwasów tłuszczowych zawartych w oleju. Obecność kwasu erukowego stanowi o wyjątkowo korzystnych właściwościach pielęgnacyjnych oleju abisyńskiego.

Typowy skład kwasów tłuszczowych w oleju abisyńskim:
palmitynowy - od 1 do 4 %
palmitoleinowy - od 0,1 do 0,4 %
stearynowy - od 0,5 do 2%
oleinowy - od 10 do 25%
linolowy - od 7 - 15%
linolenowy - od 2 - 5%
arachidowy - od 0,5 do 2%
behenowy - od 1 do 3%
erukowy - od 50 - 65%
lignocerynowy - od 0 do 1%

Własności chemiczne oleju abisyńskiego (Fancor Abyssinian oil).
Liczba kwasowa: <0,5
Ciężar właściwy: 0,906 - 0,911
Liczba zmydlenia: 160 - 175
Liczba jodowa (Hanus): 90 - 105
Indeks refrakcji: 1,465 - 1,475

Inne właściwości oleju abisyńskiego:
Kolor: jasno żółty.
Zapach: bez zapachu.
Reologia: olej łatwo rozprowadza się, niska lepkość.
Olej abisyński jest bardzo odporny na podwyższoną temperaturę.

Olej abisyński jest łatwo wchłaniany przez skórę, dając znaczną poprawę wyglądu skóry i wyraźne wygładzenie powierzchni skóry. Poprawę wyglądu skóry uzyskiwano już po kilkukrotnym zaaplikowaniu oleju nawet w przypadkach występowania głębokich zmarszczek oraz bardzo znacznego wysuszenia skóry. W kosmetykach dekoracyjnych zastosowanie oleju abisyńskiego ułatwia dyspergowanie pigmentów, wzmacnia odczucie wygładzenia i nawilżenia skóry.       
Analiza składu

W składzie znajdziemy niewielką ilość kwasów nasyconych (max 6,5%) oraz wielonienasyconych (max 20%). Oprócz kwasu erukowego, znajdziemy kwas o podobnej strukturze, czyli również
jednonienasycony kwas oleinowy (max 25%).

Olej abisyński to surowiec o wysokiej zawartości jednonienasyconego kwasu tłuszczowego omega 9 - kwasu erukowego. To mówi nam, że powinny na ten olej uważać osoby ze skórą skłonną do zaskórników. Ponadto olej posiada właściwości natłuszczające i nawilżające, ale nie penetruje w głąb skóry, tak jak robią to oleje z wysoką zawartością kwasów wielonienasyconych. Jest więc to dobry olej do pielęgnacji wierzchniej partii skóry, czyli naskórka. Będzie on pełnił w kosmetyku rolę ochronną, tworząc delikatny film.

Jako jeden z niewielu olejów nierafinowanych i zimno tłoczonych nie posiada zapachu. Jego słomkowy, jasny, niemalże bezbarwny kolor jest wielce pożądany przy produkcji kosmetyków kolorowych, np. pomadek. Ponadto olej powinien ułatwiać dyspergowanie, czyli równomierne rozmieszczanie się pigmentu w kosmetyku.

W pielęgnacji włosów będzie odpowiedni dla typów niskoporowatych i/lub średnioporowatych. Ze względu na swoją lekkość, nada się do zabezpieczania końcówek; łatwo się zmyje.

 Moje doświadczenia

Na pierwszy ogień poszły włosy - i tak, jak przewidziałam, był lekki puch i brak odpowiedniego dociążenia. Oleje z wysoką zawartością kwasów jednonienasyconych nie są odpowiednie dla moich wymagających kosmyków, zwłaszcza wysokoporowatych końcówek. Włosy po 3-godzinnym olejowaniu oraz masce z dodatkiem około 20 kropel oleju abisyńskiego, były lekko spuszone i niedociążone. Nie był to bad hair day, włosy łatwo ujarzmiłam odżywką w sprayu. Jednak zauważyłam też zwiększoną objętość włosów, dlatego może to być ciekawe rozwiązanie dla posiadaczek włosów bardzo cienkich i rzadkich :) Natomiast ja w kwestii pielęgnacji włosów pozostanę przy oleju z pestek dyni.

Twarz - nałożyłam go tylko raz w duecie z żelem hialuronowych. Niestety obawiałam się nieprzyjemnych niespodzianek. Jak już napisałam na wstępie - kwasy jednonienasycone nie są odpowiednie dla cer podatnych na zapychanie. Więcej o klasyfikacji kwasów tłuszczowych TUTAJ
Olej okazał się bardzo lekki, szybko się wchłonął i nie pozostawił tłustej warstwy. Jeśli nie obawiacie się zaskórników, olej ten może być fajnym składnikiem kosmetyków na dzień.

Ciało - stosowałam olej abisyński w robionym balsamie. Nawilża przyzwoicie, ale nie tak, jakbym sobie tego życzyła. A to dlatego, że jest olejem bardzo lekkim. Będąc przyzwyczajoną do ciężkości i tłustości oleju z kiełków pszenicy, takie lekkie oleje stosuję jako dodatek do kosmetyków. Ale... olej ten jest bardzo pomocny, gdy chcemy zachować zapach konkretnego surowca, np. masła kakaowego, tworząc z niego kosmetyk. Wystarczy połączyć masło kakaowe z odrobiną olej abisyńskiego w kąpieli wodnej i już mamy pięknie pachnące i łatwe w nakładaniu masło do ciała :) Ponadto odporność na podgrzewanie umożliwia dodawanie oleju do wielu receptur, bez obawy o utratę jego właściwości.


Kosmetyki kolorowe - to tutaj olej abisyński budzi zachwyt! Użyłam go do produkcji kolorowych pomadek i jestem ogromnie zadowolona z wyboru :) Pigmenty bardzo szybko się rozpuszczają, rozmieszczają równomiernie. Konsystencja pomadki jest wręcz wspaniała - nie rozlewa się, trzyma się na ustach. I jeszcze coś - genialnie nawilża usta! Suche skórki nie mają szans. Mam też uczucie niezwykłego komfortu na ustach. Brak zapachu i koloru w tym przypadku również jest wielkim plusem.

Olej abisyński otrzymałam do testów od firmy JAST Surowce kosmetyczne i tam również możecie zakupić mniejsze pojemności oleju abisyńskiego (i innych surowców), a dokładnie TUTAJ.

Przepis Tutaj
Znacie/stosujecie olej abisyński?

21 września 2014

Naturalne maseczki do twarzy - spirulina i glinka zielona.

Witajcie :)
Maseczka to bardzo przyjemny i odżywczy zabieg dla naszej skóry. Warto zrobić ten prosty kosmetyk samemu, z naturalnych składników. Od niedawna w mojej pielęgnacji znajdują się spirulina i glinka zielona, dzięki uprzejmości sklepu Gaj Oliwny. Dziś opowiem Wam o moich wrażeniach ze stosowania tych składników jako właśnie maseczki :)


Spirulina – Właściwości
Spirulina to algi posiadające w sobie bogatą kombinację naturalnych, łatwo przyswajalnych i bezpiecznych dla człowieka substancji odżywczych. Jest bogatym źródłem białka, protein, witamin (B12, A, E), aminokwasów, kwasów tłuszczowych, wapnia, magnezu, cynku, selenu, fosforu, enzymów.
Dobroczynne działanie alg na skórę i włosy jest związane z ich działaniem odżywczym i nawilżającym. Poprawiają ukrwienie, przywracają naturalne pH, regulują czynności gruczołów łojowych. Glony są wykorzystywane w preparatach do profilaktyki i leczenia cellulitu, rozstępów, trądziku. Sproszkowane algi stosuje się w salonach kosmetycznych do okładów, zawijań, kąpieli regenerujących. Znajdują się one też w składzie mydeł odchudzających, maseczek do pielęgnacji włosów.
Spirulina intensywnie nawilża skórę, powodując, że jej wygląd znacznie się poprawia. Efekty widoczne są już od pierwszego stosowania - skóra wygląda na wypoczętą, jej koloryt i jędrność się poprawia.
Spirulina likwiduje trądzik, różnego rodzaju wypryski i przebarwienia oraz zmiany potrądzikowe. Ponadto spirulina koi skórę popękaną i łuszczącą się. Jest skutecznym środkiem w walce z cellulitis.
Po kuracji poprawia się ukrwienie skóry, czynność gruczołów łojowych, koloryt i wygląd skóry. Spirulina wzmacnia naczynia krwionośne, chroniąc je przed pękaniem - zapobiega powstawaniu pajączków. Wzmacnia się napiętość skóry oraz płaszcz wodno-lipidowy chroniący ją przed szkodliwym wpływem środowiska.

Pierwszą wypróbowaną maseczką była ta ze spiruliny. Nigdy wcześniej nie miałam do czynienia z tą algą, tym bardziej byłam jej ciekawa. Po otwarciu opakowania ukazuje się nam ciemnozielony, miałki proszek o nieprzyjemnym zapachu glonów/pokarmu dla rybek/akwarium. Do zapachu można się przyzwyczaić, a działanie maseczki wszystko rekompensuje :)

Przed nałożeniem każdej maseczki wykonuję peeling kawowy. To bardzo ważne, aby pozbyć się martwego naskórka – składniki odżywcze lepiej wchłoną się z maseczki.

Maseczkę przygotowuję z 1 łyżeczki o pojemności 5ml spiruliny i wody destylowanej w ilości takiej, aby uzyskać konsystencję gęstej śmietany. Alga ta jest bardzo wydajna w stosowaniu, ponieważ pochłania wodę w dużej ilości i z takiej jednej łyżeczki uzyskujemy odpowiednią porcję maseczki, którą pokryjemy całą twarz i to grubą warstwą.

Maseczkę trzymam ok. 15-20 minut. Jeśli równomiernie nałożymy ją na skórę, to nie będzie wymagała skrapiania wodą. Pomimo swej intensywnej barwy nie barwi skóry, ale po zmyciu zalecam wytarcie skóry ręcznikiem jednorazowym – w przeciwnym razie na pewno ubrudzicie materiałowy ręcznik ;)

Efekty: oczyszczona, odżywiona, promienna i jędrna skóra. Zaskórniki otwarte na nosie zostały częściowo oczyszczone, co bardzo mnie zaskoczyło, ponieważ nie dokonał tego jeszcze żaden kosmetyk. Skóra po spirulinie od razu wygląda na zdrowszą, ponadto mam wyraźne uczucie detoxu – tonik i krem wchłaniają się błyskawicznie. Następnego dnia po wykonaniu maseczki, zauważam zmniejszenie zmian skórnych, szybsze ich gojenie. Ponadto strefa T mniej się przetłuszcza. Te wspaniałe efekty utrzymują się nawet do 5 dni! :)

Glinka zielona Montmorylonit - Właściwości
Zawiera krzemionkę, tlenek żelaza, tlenek aluminium, tlenek magnezu, potasu, tlenek tytanu i fosforu. Jej zdolności wchłaniania oraz jej czystość powodują, że ma właściwości nadzwyczajne, wyższe od tradycyjnych zielonych glinek. Jest ona jednocześnie odtoksyczniająca, mineralizuje skórę, zapewniając jej niezbędne mikroelementy i pochłania wszystkie zanieczyszczenia. Glinka służy do przygotowania masek piękności, pielęgnacji ciała.
Glinka zielona ma wspaniałe właściwości dezynfekujące, absorpcyjne i gojące. Doskonale leczy trądzik, wypryski, wrzody, pielęgnuje i regeneruje zmęczoną cerę. Odżywia zmęczoną cerę, zapobiega zmarszczkom.
Zielona glinka  Montmorylonit jest szczególnie polecana do skóry z trądzikiem. Glinka posiada wyjątkowe właściwości wchłaniania zanieczyszczeń, martwej skóry czy sebum.
Glinka zielona posiada około 20 różnych soli mineralnych takich jak: krzem, magnez, wapń, potas, fosfor, sód i inne oraz cały szereg mikroelementów i pierwiastków śladowych takich jak selen, molibden, cynk.
Dzięki kształtowi cząsteczek, glinka posiada działanie absorpcyjne i adsorpcyjne. Wychwytuje ona zjonizowane dodatnio zanieczyszczenia, wiąże i wydala z organizmu. Potrafi to czynić również poprzez skórę, jeśli zostanie przyłożona w postaci okładu w miejsce ponad chorym narządem.
Glinkę można stosować zewnętrznie w postaci maseczek, kompresów i okładów. Jest ona bardzo dobrym surowcem używanym w profilaktyce wielu chorób i ogólnie wspomagającym zdrowie organizmu. Normalizuje procesy przemiany materii.
Glinkę rozrabiamy w naczyniach z porcelany, emalii, drewna lub szkła. Nie należy używać naczyń z metalu (aluminium, miedzi, żelaza) lub tworzyw sztucznych.

Glinkę zieloną już kiedyś miałam i nie pałałam do niej miłością. Ale było to kiedyś i z innego sklepu. Glinka z Gaju Oliwnego to… zupełnie inna bajka. Jest zielona (uwierzcie mi na słowo, aparat nie potrafi oddać koloru), a nie szara, jak jej poprzedniczka. Zapach ma charakterystyczny, gliniano/cementowy.

Maseczkę przygotowuję z 1-2 łyżeczek o pojemności 5ml glinki i odpowiedniej ilości wody destylowej + kilka kropli oleju (obecnie olej z pestek dyni). Nakładam równomiernie grubą warstwę, a potem kilka razy skrapiam wodą, aby nie zaschła. Zmywam po 15-20 minutach.

Efekty: totalne „odtłuszczenie”, oczyszczenie i zmatowienie skóry. Zmiany skórne szybciej się goją, a skóra mniej się przetłuszcza przez kilka dni. Nie ma tutaj tego efektu wow!, jak w przypadku spiruliny, ale i tak lubię glinkę, właśnie za to kompletne oczyszczenie skóry z łoju.

Ale maseczka to tylko jeden wariant wykorzystania tych składników. Możecie dodać je do peelingu, odżywki do włosów lub też do „czyścika” do twarzy. Ja na pewno będę eksperymentować ;)

Glinkę oraz spirulinę znajdziecie w sklepie Gaj Oliwny w świetnych cenach oraz bardzo dobrej jakości.

Jakie są Wasze wrażenia na temat spiruliny i/lub glinki zielonej?

13 września 2014

Cud Natury - Aloes. Jak pozyskać żel z aloesu?

Witajcie :)
Jeśli posiadacie w swoim domu aloes, a jeszcze nie próbowałyście wykorzystać go do celów kosmetycznych, to ten post jest dla Was. Zapraszam :)


Aloes to prawdziwe bogactwo składników biologicznie czynnych. Ta niepozorna roślina ma wspaniały wpływ nie tylko na naszą skórę czy włosy, ale także pozytywnie działa na nasz organizm od wewnątrz. Wystarczy, by aloes rósł przez rok i już możemy korzystać z jego dobrodziejstw, a jest ich dużo...
Miąższ tej rośliny składa się w prawie 98% z wody, a pozostałe 2% to ponad 200 składników o dużej aktywności biologicznej m.in.:
  • pierwiastki: miedź, magnez, mangan, sód, potas, chrom, wapń, fosfor, cynk i żelazo (niezbędne do prawidłowego funkcjonowania układów enzymatycznych w różnych szlakach metabolicznych oraz przeciwutleniacze)
  •  witaminy – witamina C, β–karoten, kwas foliowy, cholinę, α-tokoferol (związek wchodzący w skład witaminy E) oraz witaminy z grupy B (B1, B2, B6, B12 )
  • aminokwasy: alanina, arginina, kwas asparaginowy, kwas glutaminowy, glicyna, histydyna, hydroksyproliny, izoleucyna, leucyna, lizyna, metionina, fenyloalanina, prolina, treonina, tyrozyna, walina (wśród nich jest aż 7 z 8 aminokwasów egzogennych!)
  • enzymy tj. fosfataza alkaliczna, peroksydaza, katalaza, bradykinaza (wykazuje silne działanie przeciwzapalne), allinaza, celulaza, lipazy, amylaza, oksydazy, cyklooksygenaza,karboksylaza pirogronianowa oraz fosfataza alkaliczna
  • saponiny (związki z grupy glikozydów), wykazujące działanie odkażające i ściągające
  • nienasycone kwasy tłuszczowe: stearynowy, linolenowy, palmitynowy, linolowy i kaprylowy
  • związki działające przeciwbólowo, przeciwzapalnie i przeciwbakteryjnie: mleczan magnezu i lupeol (naturalny kwas salicylowy), sterole (kampesterol, β-sitosterol),związki siarkowe, fenole, kwas cynamonowy
  • lignina, która wspomaga przenikanie innych składników w głąb skóry
  • pochodne antrachinonowe (wykazują działanie przeczyszczające): kwas chryzofranowy, estry kwasu cynamonowego, aloina (barbaloina, izobarbaloina), emodyna, antracen, antranol i niektóre olejki eteryczne
  • cukry: polisacharydy (glukomannan, acemannan), które skutecznie stymulują układ immunologiczny monosacharydy (glukoza i fruktoza) oraz acetylowane pochodne cukrów.                                
Źródło http://biotechnologia.pl/biotechnologia/artykuly/lecznicze-wlasciwosci-aloesu,12778
Żel z aloesu w kosmetologii to przede wszystkim działanie przeciwzapalne, przeciwgrzybicze, nawilżające i łagodzące. Zatężony sok z aloesu cieszy się dużą popularnością w blogosferze, jednak u mnie się nie sprawdził - nie widziałam jego działania. Dopiero świeży miąższ, czyli żel, przekonał mnie do tej rośliny. Sprawił, że kosmetyk z jego zawartością genialnie łagodzi podrażnienia. Lepiej niż alantoina...

Sposób pozyskania żelu z aloesu  
Wybieramy liść, który rósł min. 1 rok i odcinamy go u nasady rośliny.

Zdezynfekowanym, cienkim i ostrym nożem zdejmujemy skórkę po niewypukłej stronie liścia. Dla wygody lepiej najpierw obrać pół liścia.

Przystawiamy nóż prostopadle do odsłoniętego miąższu i cierpliwie "zdrapujemy" żel do pojemniczka. Miąższ aloesu jest sztywny, ale nóż rozrywa w nim połączenia i powstaje lepki, przezroczysto-brązowy żel.

Z jednego liścia uzyskałam 5 g żelu.

Taki żel możemy wykorzystać jako składnik kosmetyków (np. zamiast połowy żelu hialuronowego w malinowym serum do twarzy), zakonserwować i stosować solo lub rozcieńczyć i stworzyć mgiełkę/tonik. Gotowy żel z aloesu można również kupić, ale trzeba dokładnie czytać skład, bo czasem aloesu jest tam niewiele ;)
Za wszechstronne i genialne działanie aloes otrzymuje miano Cud Natury!

Stosujecie aloes w pielęgnacji skóry/włosów?

29 sierpnia 2014

DIY Lekki balsam czekoladowy.

Witajcie :)
Dziś przedstawię Wam prosty przepis na lekki balsam do ciała z masłem kakaowym. Pomoże on zachować opaleniznę na dłużej, a jeśli się nie opalacie – masło kakaowe poprawi koloryt Waszej skóry. Myślę, że przepis przypadnie do gustu szczególnie tym z Was, które szukają lekkiego, wciąż letniego mazidła do ciała :)

Skład:   (proporcje na 200g balsamu)
Faza olejowa 29%
MGS 3%   (6,0g)
Alkohol cetylowy 3%   (6,0g)
Masło kakaowe 15%   (30,0g)
Olej migdałowy 8%   (16,0g)

Faza wodna 71%
Woda destylowana 66%   (132,0g)
Żel z aloesu 5%   (10,0g)
Alantoina szczypta

Faza dodatków
Konserwant FEOG   (40k)
Olejek eteryczny   (kilka kropli)

Sposób wykonania
  • Dezynfekujemy pojemniczki, łyżeczki itp.
  • Odmierzamy składniki fazy olejowej i umieszczamy je w naczyniu. Od jakiegoś czasu za zlewki służą mi pojemniki z ZSK - są wykonane z polipropylenu - z tego samego materiału, co zlewki PP, a są dużo tańsze. Ponadto mają przykrywko, które przyspiesza proces rozpuszczania.

  • Odmierzamy składniki fazy wodnej i umieszczamy je w naczyniu. Tutaj nowością jest świeży żel z aloesu, który pozyskałam ręcznie. Mój aloes pięknie się rozrósł, więc postanowiłam przekonać się o jego właściwościach.

  • Naczynia umieszczamy w kąpieli wodnej i czekamy aż faza olejowa się rozpuści.
  • Przelewamy fazę olejową do fazy wodnej.

  • Mieszamy spieniaczem do mleka.
  • Gdy emulsja przestygnie, dodajemy konserwant i olejek eteryczny.
  • Przekładamy do słoiczka/butelki. Przechowujemy do 2 miesięcy.

Masło kakaowe pięknie pachnie czekoladą, ale jest to zapach delikatny i niestety konserwant wyraźnie przebija się w balsamie, dlatego radzę dodać kilka kropli olejku eterycznego.
Lekki olej migdałowy (niestety, rafinowany) pełni w balsamie rolę konsystencjonotwórczą, a mówiąc prościej - sprawia, że balsam nie jest tępy, jak to bywa w przypadku emulsji wykonanych z samych maseł kosmetycznych.
Chociaż może wydawać się Wam, że balsam jest gęsty i tłusty, to jest to nieprawdą! Jest lekki, szybko się wchłania i nie pozostawia na skórze tłustej warstewki, dzięki czemu po kilku minutach możemy założyć ubranie. Ma to swoje plusy i minusy. Osobiście wolę (potrzebuję) mazidła treściwe i natłuszczające z powodu mojej suchej skóry, ale wiem, że nie wszyscy tak mają i lubią lekko nawilżające balsamy.
Na poprawę kolorytu trzeba oczywiście poczekać i stosować balsam regularnie. Jeśli posiadacie macerat z marchwi, olej rokitnikowy lub olej z kiełków pszenicy, możecie ich dodać zamiast oleju migdałowego. Zawarte w nich (w dużej ilości) karotenoidy przyspieszą poprawę kolorytu skóry.
Co do żelu z aloesu - będę go jeszcze testować, m.in. w pielegnacji skóry twarzy. Natomiast już teraz mogę powiedzieć, że nadał balsamowi właściwości kojących, łagodzących - skóra na łydkach po depilacji nic nie szczypie, nie jest też podrażniona :)

Masło kakaowe oraz olej migdałowy dostaniecie w sklepie Gaj Oliwny, gdzie obecnie trwa promocja na masło oraz na darmową wysyłkę. Polecam :)

A Wy jakie balsamy wolicie? Gęste i treściwe czy lekkie?
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...