25 stycznia 2015

DIY Serum do twarzy z kwasem mlekowym.

Witajcie :)
Dzisiejszy przepis to ciąg dalszy planu oczyszczania skóry twarzy, a głównie czoła, nosa i policzków, z zaskórników zamkniętych i otwartych. W poprzednim poście wychwalałam działanie glukonolaktonu, jako łagodnego, ale skutecznego kwasu. Jednak kobieta zmienną jest i trzy miesiące temu postanowiłam wypróbować kwas mlekowy. Przy okazji stworzyłam nowy przepis na serum, którego głównym zadaniem miało być intensywne nawilżanie skóry, aby kwas jej nie przesuszył.


Skład:   (proporcje na 15g)
Kwas mlekowy [80%]   12%   (1,8g)
Żel hialuronowy [1%]   34%   (5,1g)
Żel z aloesu    34%   (5,1g)      Jak pozyskać żel z aloesu?
Alantoina    (szczypta)
FEOG     (3 krople)
Olej z pestek dyni   20%    (3,0g)
Olejek eteryczny    (2 krople)

Informacje odnośnie tworzenia kosmetyków znajdziesz w zakładce Jak zrobić sobie krem?
Serum jest bardzo proste w wykonaniu. Mieszamy wszystko w jednym naczyniu, nic nie grzejemy. Jedyną czynnością wymagającą uwagi jest ustalenie odpowiedniego pH. Pamiętamy o dezynfekcji!
  1. 4 pierwsze składniki odmierzamy i mieszamy razem.
  2. Ustalamy pH na poziomie 5-6, dodając sody oczyszczonej/mleczanu sodu.
  3. Konserwujemy FEOGiem.
  4. Dodajemy olej i olejek eteryczny.

Po wstrząśnięciu serum posiada konsystencję żelu z rozproszonymi w nim drobinkami oleju. Jest to (według mnie) o wiele przyjemniejsza w użyciu forma stosowania kwasów, tym bardziej, że takie serum śmiało zastępuje mi krem na noc. Ponadto nie marnujemy produktu, jak to jest w przypadku tonik + wacik kosmetyczny.

Żel przyjemnie rozprowadza się na skórze, nic nie spływa. Wchłania się bardzo szybko. W pierwszej chwili w miejscach "nadających się do oczyszczenia", a więc rozszerzone pory, zaskórniki i wypryski, czuję lekkie pieczenie, a skóra lekko się zaczerwienia. Ta lekka, punktowa różowość schodzi po 2-3 minutach. Pieczenie trwa kilka sekund.
Już pierwsza reakcja skóry na kwas mlekowy daje nam dowód, że coś się dzieje i kwas ten rzeczywiście działa.
Kwas hialuronowy, czysty żel z aloesu i olej dbają o prawidłowe nawilżenie i natłuszczenie skóry. Po wchłonięciu przez skórę serum nie czuję dyskomfortu czy ściągnięcia. Niewątpliwie największy udział ma tutaj świeży, czysty i 100% żel z aloesu, który wspaniale łagodzi i nawilża. Nie trzeba się też obawiać łuszczenia skóry - bardzo łatwo zakamuflować je podkładem mineralnym. Ale musimy pamiętać o ochronie przeciwsłonecznej - ja polecam olej z pestek malin.

Jak stosować serum z kwasem mlekowym?
Odpowiedź da nam nasza własna skóra - po kilku dniach zacznie się łuszczyć i wołać o bogatszy krem. U mnie schemat wygląda tak, że stosuję serum 3-4 dni z rzędu, potem zastępuję go kremem na noc, a w następnych dniach wykonuję peeling kawowy + maseczka i znów serum itd.
Jeśli nigdy wcześniej nie stosowałaś kwasów w pielęgnacji - przeczytaj mój poprzedni post - KLIK.

Efekty 
Skóra po tych wszystkich zabiegach, jest... wspaniała! Jędrna, gładka, nawilżona i co najważniejsze - czysta. Zaskórniki zamknięte na policzkach stopniowo "wychodzą ku górze", co daje możliwość ich pozbycia się. Rozszerzone pory na czole zostały oczyszczone i zwężone. Nie pojawiają się już bolące, ropne zmiany. Czoło stało się gładkie, czyste, z dosłownie pojedynczymi zaskórnikami, które czekają w kolejce, by je wytępić ;) Drobne przebarwienia po dawnych krostach zostały rozjaśnione, a następnie zniknęły kompletnie. Podczas zmian hormonalnych, gdy jakiś wyprysk zechce się pojawić, kwas mlekowy rozprawia się z nim z 1-2 dni i pozostaje tylko strupek, który bardzo ładnie się goi, nie pozostawiając śladów.
Największym jednak zaskoczeniem okazało się zmniejszenie przetłuszczania czoła, które doprowadzało mnie do depresji w czasie, gdy nosiłam grzywkę. Wszystkie wyżej wymienione efekty zaczęłam dostrzegać po miesiącu stosowania i oczyszczanie trwa nadal, a stosuję serum już trzeci miesiąc. Jest to o wiele szybsze działanie niż glukonolaktonu, dlatego serum stało się obecnie moim zimowym ulubieńcem :)
Jedyne z czym obecnie kwas mlekowy sobie nie radzi, to zaskórniki otwarte na nosie. Ale patrząc na pozostałe plusy, mogę na to przymknąć oko ;)
Nie doświadczyłam wysypu niedoskonałości, jednak jest to spowodowane tym, że płynnie przeszłam z glukonolaktonu na kwas mlekowy, więc skóra była przyzwyczajona do kwasów.


Etapy oczyszczania skóry na czole

Po lewej stan sprzed stosowania kwasów. Po prawej efekt po 3-4 miesiącach stosowania glukonolaktonu. Poprawa była naprawdę duża, ale jeśli się przyjrzycie, to dostrzeżecie dużo rozszerzonych porów. Mimo informacji w internecie, skóra przyzwyczaja się do glukonolaktonu i nie dostrzegałam tego, aby kwas działał nadal, a jedynie podtrzymywał stan obecny.


Po dwóch miesiącach z kwasem mlekowym moje czoło wygląda tak. Bez wyprysków, bez przetłuszczania, bez rozszerzonych porów! Skóra wreszcie jest gładka. W kolejce do oczyszczenia zostały około 3 zaskórniki zamknięte.


Policzka wreszcie gładkie, bez białych grudek pod skórą, czyli najbardziej uporczywych zaskórników zamkniętych. Najpierw "wyszły" ku górze, a potem pozbyłam się ich peelingiem.

Za tak pozytywne działanie kwas mlekowy otrzymuje miano - Cud Natury!


O innych możliwych działaniach kwasu mlekowego przeczytacie np. na stronie sklepów z półproduktami. Nie przytoczyłam ich w poście, aby się nimi nie sugerować i opisać tylko te efekty, których doświadczyłam. Natomiast warto wspomnieć, że takie zmuszanie skóry do łuszczenia jest profilaktyką przeciwzmarszczkową. Pobudzamy skórę do syntezy kolagenu i odnowy, oczyszczamy ją i intensywnie nawilżamy, a to prosta droga do uniknięcia pierwszych zmarszczek lub spłycenia już obecnych. Warto zatem włączyć kwas mlekowy do swojej pielęgnacji :)
A jakie są Wasze doświadczenia z tym kwasem?

Nowa wersja serum z mocznikiem - KLIK.

17 stycznia 2015

DIY Serum do twarzy malina - aloes.

Witajcie :)
Dziś przedstawię Wam nowy, ulepszony przepis na serum, które zapewnia ochronę UV oraz porządnie nawilża, a przy tym idealnie nadaje się pod makijaż. Poprzednią wersję serum znajdziecie Tutaj. Zapraszam!

Skład:   (proporcje na 30g)
Olej z pestek malin 10%   (3,0g)
Żel hialuronowy [1%] 40%   (12,0g)
Żel z aloesu  50%   (15,0g)     Jak pozyskać żel z aloesu?
Alantoina  (szczypta)
FEOG  (6 kropli)

Zmiany w stosunku do poprzedniej wersji są tylko dwie: obecność żelu z aloesu i konserwantu. Przy wcześniejszym składzie, który opierał się tylko na żelu hialuronowym, narzekałam na lepkość kosmetyku - twarz lekko się kleiła i konieczne było nałożenie jeszcze kremu. Teraz, gdy mniej więcej połowę żelu hialuronowego zastąpiłam żelem z aloesu, serum w ogóle się nie lepi i jak najbardziej można stosować go solo :)
Dodanie konserwantu było koniecznością, ponieważ użyłam czystego, świeżego aloesu.
Konsystencja serum stała się bardziej rzadka, bo żel z aloesu mimo wszystko nie jest tak gęsty jak ten z kwasu hialuronowego. Jednak nadal pozostaje lekkim żelem z rozproszonymi w nim złotymi drobinkami oleju.
Zapach: słabo wyczuwalny, owocowy - od oleju.
Przydatność: około 2 miesiące.
Wydajność: 15g/miesiąc codziennego stosowania.

Sposób przygotowania

Do zdezynfekowanej buteleczki odmierzamy po kolei wszystkie składniki. Zakręcamy, wstrząsamy i gotowe!


Serum stosuję rano, aby nawilżyć skórę, zapewnić jej ochronę przeciw UV (28-50) oraz stworzyć bazę pod podkład mineralny. Przyjemny żel łatwo się rozprowadza i wchłania w przeciągu kilkunastu sekund. Skóra odzyskuje zdrowy, zaróżowiony koloryt. To naprawdę widać i przekonuję się o tym każdego dnia. Czy to serum, czy to krem, tak po prostu działa olej z pestek malin. Sprawia, że szara, zmęczona i "niewyspana" cera powraca do życia :)
Podkład trzyma się na takiej bazie idealnie, praktycznie cały dzień. Nic się nie roluje, nie ściera. Serum jest na tyle lekkie, że nie powoduje świecenia się skóry, co możemy zauważyć, gdy pod podkład mineralny nałożymy, np. treściwy krem na noc.
Oczywiście nie ma tu mowy o zapychaniu - olej z pestek malin jest olejem schnącym. Szersza charakterystyka Tutaj.
Aloes i żel hialuronowy to para świetnych nawilżaczy. Choć obecnie bardziej skłaniam się ku aloesowi, to obecność drugiego żelu jest niezbędna dla zachowania odpowiedniej konsystencji. (kombinacji z gumą ksantanową nie polecam, bo twarz później się klei, a podkład roluje)
Alantoina wraz z aloesem dba o łagodzenie podrażnień.
Lekkie, a przy tym porządnie nawilża. Stosuję to serum od jesieni, teraz mamy "zimę", a moja skóra, chociaż traktowana kwasem mlekowym, jest prawidłowo nawilżona.
Serum to znalazło się ulubieńcach roku 2014 i w pełni zasługuje na to miano! 

Przepis gorąco polecam - jest prościutki, a bardzo efektowny :)

2 stycznia 2015

Podsumowanie roku 2014 - ulubieńcy, najlepsze przepisy, efekty kuracji i inne.

Witajcie :)
W minionym roku odkryłam kilka godnych uwagi produktów, stworzyłam ciekawe kosmetyki do pielęgnacji i makijażu, a także osiągnęłam parę małych sukcesów. Zapraszam na podsumowanie!

Ulubieńcy z drogerii.


Z ostatnich zakupów, a już podbił moje serce - tusz do rzęs Catrice Multimizer Volume Mascara. Pogrubia, wydłuża i podkręca, a moje rzęsy wyglądają jak sztuczne ;) Mimo odbijania się pod brwiami, które to męczy mnie już dwa lata, za taki efekt szybko stał się ulubieńcem.


Kredka do brwi Mon Ami w kolorze 3 - po prostu idealna. Mam już drugie opakowanie i używam jej od dwóch lat.
Perfumy Apple Roxanne (GoldenRose) - piękny, kobiecy zapach z nutą jabłka. Długo się utrzymuje i ma ładną buteleczkę. Za cenę ok 15zł/18ml naprawdę polecam!
Lakier Lovely Hot Trend nr 7 - ulubiony, bo jednowarstwowy. Długo się utrzymuje i ma ładny, stonowany kolor.


Pędzel języczkowy do podkładu Pierre Rene - mam go od dwóch lat i w ogóle nie gubi włosia. Jest miękki, miły w dotyku i zapewnia najlepsze krycie podkładu mineralnego.
Pędzel do cieni/korektora Sense&Body - mięciutki, bardzo dobrze przyczepiają się do niego cienie mineralne, przez co nic się nie osypuje. Jego grubość pozwala na wstępne rozcieranie cieni na powiekach. Używam go też do nakładania mineralnego korektora po oczy - w tej roli również bardzo dobrze się sprawdza. 
Pędzel Sense&Body do kresek - idealny! Kreski rysuję w kilka sekund :) Odpowiednio sztywny, nie odkształca się.
Oba pędzle z Hebe są bardzo dobrej jakości, o poręcznych rączkach i ładnym wyglądzie, w bardzo przystępnej cenie. Chyba skuszę się na więcej ;)
Pędzel do rozcierania z Biedronki - szeroki, puchaty pędzel. Dobrze rozciera, a odpowiednio zadbany (mycie + odżywka) ma mięciutkie włosie.

Ulubieńcy - naturalne półprodukty kosmetyczne.


Żel z aloesu - jedno z największych odkryć minionego roku! Żelowa konsystencja przydaje się w wielu recepturach. Działa silnie nawilżająco, łagodząco, antybakteryjnie; przyspiesza gojenie ran/podrażnień. O tym jak pozyskać żel z aloesu pisałam TUTAJ.
Spirulina - ulubiona maseczka, wszelkie zalety i pochwały znajdziecie TU.
Kwas mlekowy - o nim jeszcze nie pisałam, bo jest to dość nowy półprodukt w mojej pielęgnacji, jednak jego działanie jest zachwycające. To dzięki niemu obecnie "łuszczę się" i oczyszczam skórę twarzy. Mogę nawet rzec, że po dwóch miesiącach stosowania, moje czoło powróciło do stanu sprzed dwóch lat :)
Glukonolakton - pierwszy kwas, który stosowałam do oczyszczania skóry. Delikatny, ale skuteczny, choć... do czasu. Więcej TUTAJ.

Olej z pestek dyni (Netto) - bardzo przyjemny olej do ciała, twarzy i włosów. Nie zapycha, ładnie pachnie. Idealny do olejowania włosów wysoko/średnio porowatych w okresie wiosenno-letnim. Obecnie już skończyłam butelkę, ale nowej nie kupię, bo nadeszła zima i moje włosy pragną...
Olej z kiełków pszenicy - gęsty, odżywczy olej, który uwielbiam! Przepis z nim znajdziecie TUTAJ i TUTAJ, a o efektach na włosach - TU.
Olej z pestek malin - obszerny post z przepisami TUTAJ. Świetny, lekki olej, który zapewnia ochronę UV na poziomie 25-50 SPF. Ulubieniec i stały punkt w pielęgnacji.
Masło shea (Gaj Oliwny) - pachnące, miękkie, świeże. Sprawia, że kosmetyki jeszcze mocniej nawilżają i natłuszczają skórę, ochrania moje paznokcie i usta. Idealne dla wymagającej, suchej skóry.

Najlepsze przepisy, czyli hity spośród ręcznie robionych kosmetyków.


Zimowy balsam do ciała - gęsty, treściwy; bogactwo olejów i maseł. Zadba o naprawdę suchą skórę. Uratował moje dłonie i łydki. Polecam! Przepis i działanie znajdziecie TUTAJ.
Serum do twarzy z kwasem mlekowym - przepis pojawi się niedługo, ale już teraz zdradzę Wam, że to serum jest świetne i w formie, i w działaniu. Sprawia, że kwas nie przesusza skóry, zastępuje krem na noc, a zawarty w nim kwas mlekowy oczyszcza i aktywizuje skórę. Uwielbiam :)
Serum do twarzy na dzień - to nowa wersja malinowego serum do twarzy, wzbogacona o żel z aloesu. Zastępuje krem na dzień i ochrania moją skórę przed promieniami UV, a że jest to niezbędne podczas kuracji kwasami, tworzy idealny duet z w/w serum. Ponadto idealnie współgra z podkładem mineralnym :) Również przepis pojawi się niebawem. Nowa wersja TUTAJ.

Makijaż naturalny = makijaż mineralny.


Mineralne cienie do powiek - powstały z bazy i pigmentów z Kolorówka.com. Rozpisywałam się o nich TU. Dla zachęty dodam, że to najlepsze cienie jakie kiedykolwiek miałam. Przepiękne kolory, łatwe rozcieranie, mocna pigmentacja i nienaganna trwałość. Dają możliwość stworzenia odcienia idealnego, własnego, jedynego :) Polecam każdej z Was!
Mineralne pomadki kolorowe - post TUTAJ. Jeśli są wśród Was niedowiarki, które twierdzą, że w domu nigdy nie stworzymy czegoś na miarę prawdziwej kolorowej pomadki, to ja Wam udowodnię, że się MYLICIE! Piękne kolory, pielęgnacja ust i 100% naturalność. A przy tym konsystencja kremowej pomadki, która nie spływa z ust. Przy przepisie mocno się napracowałam, więc korzystajcie i Wy :)


Podkład mineralny do cery tłustej lub mieszanej - post z instrukcją i opinią TUTAJ. Pojęcie "podkład idealny" naprawdę ma swoje odwzorowanie w rzeczywistości ;) Połączenie dobrego krycia, lekkości i 100% naturalności oraz idealnie dobranego odcienia. Polecam!
Korektor mineralny - przerobiony podkład, a więc odrobinę jaśniejszy i bardziej kryjący. Zakamufluje nawet duże cienie pod oczami. Wkrótce poznacie go bliżej :)
Mineralne róże do policzków - bardzo delikatny i jego przeciwieństwo, ciemny, zgaszony róż. Bez obaw, na policzkach nie jest tak ciemny ;) Wyglądają bardzo naturalnie, świeżo, jak prawdziwe rumieńce. Przepis wkrótce.

Moje małe/wielkie sukcesy
  • Oczyszczenie skóry twarzy, zmniejszenie przetłuszczania się czoła, pozbycie się zaskórników zamkniętych.
  • Poprawa stanu włosów, zmniejszenie przetłuszczania - obecnie myję włosy co 4 dni! (więcej o włosach napiszę w osobnym poście)
  • Postęp w makijażu.

  • Współpraca ze sklepem Gaj Oliwny.
  • Zdobyłam doświadczenie i wiedzę, która zupełnie odmieniła moje spojrzenie kosmetyki.
  • Przez cały ten rok pielęgnowałam swoją skórę i włosy naturalnie. Unikałam szkodliwych składników w kosmetykach. Wprowadziłam do pielęgnacji ochronę przeciwsłoneczną i kwasy. 
  • Zagłębiłam się w makijaż mineralny, dzięki czemu jedynymi nienaturalnymi kosmetykami kolorowymi na mojej twarzy są tusz do rzęs i kredka do brwi. 
  • Blog posiada 129 Obserwatorów i 71 polubień na FB, za co serdecznie Wam dziękuję! Bez Was nie byłoby tego bloga. Bardzo cieszę się, że moje przepisy są dla Was inspiracją :)

Minął jeden rok, a teraz nadszedł kolejny. Wiele się działo i wiele jeszcze przede mną. Ale niezmiennym pozostaje cel - przekonać jak najwięcej z Was, że to, co naturalne, jest najlepsze!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...