19 czerwca 2014

Oczyszczanie skóry tonikiem - kwas migdałowy i glukonolakton.

Witajcie :)

Pora napisać o tonikach kwasowych, migdałowym i z glukonolaktonem. Zaczęłam je stosować jesienią, aby poprawić stan skóry na czole, gdzie notorycznie pojawiały się krosty, zaskórniki zamknięte i niestety tzw. ropne wulkany. Chciałam również oczyścić nos z zaskórników otwartych. Czy mi się to udało, dowiecie się z dalszej części posta. Zapraszam :)


Na pierwszy ogień poszedł kwas migdałowy. 
Opis i właściwości ze strony Zrób Sobie Krem.
Białe, drobne kryształki o charakterystycznym zapachu. Łatwo rozpuszczają się w alkoholu etylowym, w wodzie na gorąco.
Gęstość nasypowa 0.67 g / ml

Kwas migdałowy to α-hydroksykwas otrzymywany przez hydrolizę wyciągu z gorzkich migdałów. Poprawia kondycje skóry. Skóra sucha i szorstka staje się lepiej nawilżona, bardziej miękka poprawia się jej koloryt. Tłusta z rozszerzonymi porami, często także z bliznami potrądzikowymi nabiera delikatności, spłycają się blizny.

Od zastosowania odpowiedniego stężenia zależy sposób i intensywność jego działania na skórę.
  • W stężeniu do 10% kwas migdałowy ma bardzo efektowne działanie nawilżające, niewidoczne dla oka działanie złuszczające na powierzchowną warstwę rogową naskórka, oraz wspomaga odnowę i regenerację skóry właściwej poprzez pobudzenie aktywności fibroblastów.
  • Wyższe stężenie 20% - 35% oprócz działania nawilżającego i oczyszczającego skórę (np. trądzikową) dają efekt powierzchownego peelingu.
Przy długotrwałym stosowaniu preparatów zawierających kwas migdałowy obserwujemy:

- odbudowę włókien sprężystych i poprawy elastyczności skóry,
- zwiększoną produkcję włókien kolagenu i mukopolisacharydów,
- przyspieszenie odnowy komórkowej,
- zmiękczanie i wygładzanie skóry, poprawa barwy i faktury skóry
- zmniejszenie zmarszczek i spłycenie blizn, zapobieganie starzeniu się skóry,
- rozjaśnienie plam pigmentowych i przebarwień,
- czyszczenie skóry,
- regulacja zaburzeń rogowacenia.

Kwas migdałowy można stosować u osób, które źle znoszą inne alfa-hydroksykwasy, przede wszystkim glikolowy. Na ogół nie wywołuje przebarwień pozapalnych, dlatego peeling z jego użyciem można stosować także latem tzw. peeling letni.
Skład toniku 10% (50g) 
Kwas migdałowy  10% (5g)
Kwas hialuronowy (r-r 1%)  5% (2,5g)
Alantoina  szczypta
Woda destylowana  85% (42,5g)
Soda oczyszczona – do regulacji pH w granicy 4/5
FEOG konserwant  (10k)
Sposób przygotowania
Odmierzamy, umieszczamy w zlewce, a zlewkę w kąpieli wodnej. Mieszamy spieniaczem do mleka. Podgrzanie ułatwi rozpuszczenie kwasu, który w wodzie rozpuszcza się dość opornie. Ustalamy pH dosypując po trochu sody oczyszczonej i sprawdzając odczyn za pomocą papierka uniwersalnego. Konserwujemy FEOG-iem. Przelewamy do buteleczki. Ważność około 2 miesięcy.

Moja opinia
Aby przyzwyczaić skórę do kwasów, zaczęłam od 5% stężenia. Przecierałam twarz nasączonym wacikiem przed nałożeniem kremu, rano i wieczorem, omijając okolice oczu i ust. Po około 2 tygodniach zrobiłam nową porcję o 10% stężeniu i dopiero wtedy zaczęłam widzieć efekty działania kwasu:
  • Łuszczenie się skóry w delikatnych partiach twarzy, tj. płatki nosa, szczyt kości policzkowych.
  • Skóra była podrażniona, wysuszona.
  • Zaskórniki otwarte na nosie stały się mniej widoczne.
  • Wpływu na zaskórniki zamknięte nie odnotowałam.
Kwas migdałowy nie przypadł mi do gustu głównie dlatego, że podrażniał i wysuszał moją skórę. Zużyłam te 10g i nie mam zamiaru kupić go ponownie. W dodatku odnoszę wrażenie, że zaskórniki na nosie jedynie rozjaśnił zamiast oczyścić, a i tak efekt utrzymywał się tylko podczas stosowania toniku.



Następnie sporządziłam tonik z glukonolaktonem.
Opis i właściwości ze strony Zrób Sobie Krem.
Glukonolakton – kolejny przedstawiciel PHA (polihydroksykwasów). Powstaje w naturalnym procesie fermentacji ziarna kukurydzy lub utleniania glukozy. Występuje w skórze, gdzie powstaje w wyniku przemian metabolicznych glukozy na poziomie komórkowym. W roztworze wodnym ulega samoistnej przemianie w kwas glukonowy. Glukonolakton jest substancją nietoksyczną i niedrażniącą.
Rozpuszczalny w wodzie w temperaturze pokojowej.

Posiada wszystkie cechy charakterystyczne dla kwasów PHA.
- naturalny antyoksydant,
- silnie nawilża,
- przyśpiesza regenerację komórek,
- odżywia, ujędrnia i wygładza,
- działa przeciwzapalnie,
- wzmacnia odporność skóry na zewnętrzne czynniki drażniące,
- pomocny przy niwelowaniu skutków poparzenia słonecznego.

Likwiduje
- szorstkość skóry,
- rozszerzone pory,
- zmarszczki,
- przebarwienia.

Polecany szczególnie do pielęgnacji skóry bardzo wrażliwej, alergicznej, zwiotczałej z zaburzoną gospodarką wodną. Stosowany także w preparatach wspomagających przy trądziku pospolitym i różowatym, atopowym zapaleniu skóry, egzemach. Szczególnie polecany dla osób nie tolerujących innych kwasów hydroksylowych przy złuszczaniu warstwy rogowej naskórka. Glukonolakton pomaga także w likwidacji przebarwień po trądzikowych i po nadmiernym opalaniu.
Skład toniku 10% (50g)
Glukonolakton  10% (5g)
Kwas hialuronowy (r-r 1%)  5% (2,5g)
Alantoina  szczypta
Woda destylowana  85% (42,5g)
Soda oczyszczona – do regulacji pH w granicy 4/5
FEOG konserwant  (10k)

Sposób przygotowania
Odmierzamy, umieszczamy w zlewce, a zlewkę w kąpieli wodnej. Mieszamy spieniaczem do mleka. Ustalamy pH dosypując po trochu sody oczyszczonej i sprawdzając odczyn za pomocą papierka uniwersalnego. Konserwujemy FEOG-iem. Regulujemy pH następnego dnia. Przelewamy do buteleczki. Ważność około 2 miesięcy.

Glukonolakton to cykliczny ester kwasu D-glukonowego, który ulega w wodzie hydrolizie. Powstaje wówczas kwas glukonowy, a więc podnosi się charakter kwasowy. Dlatego ważne jest, aby przy ustalaniu pH podgrzać tonik – wtedy hydroliza przebiegnie szybciej. Z własnych doświadczeń wiem, że hydroliza będzie zachodziła jeszcze przez min. dobę. Przygotowując tonik, ustalam jego pH na 4/5. Następnego dnia papierek jest czerwony, co wskazuje na pH = 1. Znów ustalam pH na 4/5. Nie zaszkodzi również sprawdzić pH trzeciego dnia od produkcji.
Ze względu na dużą ilość glukonolaktonu, skóra po wchłonięciu lekko się lepi, jednak nałożenie kremu niweluje ten problem.
Moja opinia
Podobnie efekty zauważyłam przy 10% stężeniu glukonolaktonu:
  • Łuszczenie się skóry na czole, nosie, policzkach.
  • Oczyszczenie z zaskórników zamkniętych. Kompletne – policzka, częściowe – czoło.
  • Zlikwidowanie tzw. ropnych wulkanów i zapobieganie ponownemu ich powstawaniu.
  • Wybielenie drobnych blizn po krostach.
  • Przyspieszenie gojenia zmian skórnych.
  • Brak podrażnienia, wysuszenia.
  • Zaskórniki otwarte na nosie pozostały nieruszone.
Tonikowi z glukonolaktonem zawdzięczam znaczną poprawę stanu cery. Wreszcie pozbyłam się ropnych wulkanów, czoło wygląda dobrze. Szkoda, że nie działa na zaskórniki otwarte. Ale cóż, nie można mieć wszystkiego ;)


Warto też wspomnieć o tym, że skóra przyzwyczaja się do działania glukonolaktonu. Wymienione wcześniej łuszczenie skóry trwało przez pierwszy miesiąc stosowania. Teraz łuszczenia praktycznie nie zauważam. Dlatego co jakiś czas robię sobie przerwę w stosowaniu toniku.

Używam go codziennie rano i wieczorem przed nałożeniem kremu. Nie wyobrażam sobie pielęgnacji bez toniku, chociaż kiedyś uważałam ten kosmetyk za zbędny/nadobowiązkowy. Był to błąd, ponieważ kwaśny odczyn toniku przywraca naturalne, kwaśne pH naszej skóry.

Podczas stosowania kwasów...
Stosując kwasy musimy zadbać o ochronę przed promieniowaniem UV. Jako że wolę tę naturalną stronę pielęgnacji, stosowałam codziennie rano serum malinowe. Olej z pestek malin posiada naturalny faktor ochronny w granicy 28-50. Nie odnotowałam żadnych przebarwień czy podrażnień z powodu słońca. Jeśli tego lata moja twarz się nie opali, mogę śmiało polecać ten olej jako naturalną ochronę przeciwsłoneczną :)

Drugą istotną rzeczą jest możliwy wysyp niedoskonałości w pierwszych tygodniach stosowania. Jest to pierwsza reakcja naszej skóry – zaczyna się oczyszczać. U mnie trwało to około 2-3 tygodnie i polegało na tym, że krosty pojawiały się tam, gdzie nigdy wcześniej ich nie było, tj, na policzkach, na linii żuchwy i na brodzie. Na szczęście jakoś to wytrzymałam i teraz nic takiego się nie pojawia.

Moim zdaniem zdecydowanie warto wypróbować glukonolakton. Dostaniecie go w świetnej cenie na BeautyEver. Receptura toniku jest prosta, można dodać do niego więcej humektantów. Uporczywe jest ustalanie pH, jednak warto się trochę pomęczyć, a potem cieszyć się widoczną poprawą stanu cery :)

Obecnie jest to mój hit w naturalnej pielęgnacji i stały ulubieniec. Jak zużyję to 100 – gramowe opakowanie, na pewno kupię kolejne :)
Glukonolakton otrzymuje miano - Cud Natury!

Co sądzicie o tonikach kwasowych?
Stosowałyście kwas migdałowy i/lub glukonolakton?

5 czerwca 2014

Początek włosomaniactwa i pierwsze efekty naturalnej pielęgnacji.

Witajcie :)

W dzisiejszym poście przedstawię zmiany, jakie zaszły w pielęgnacji moich włosów w ciągu ostatnich 9 miesięcy. Ich stan znacznie się poprawił, a ja znalazłam już produkty, które moje włosy pokochały. Opowiem o początkach mojego włosomaniactwa i mam nadzieję, że zachęcę Was do naturalnej pielęgnacji włosów. Zapraszam :)

Od sierpnia zeszłego roku zaczęłam eksperymenty z odżywką do włosów. Zmieniałam składniki, bawiłam się nad odpowiednią konsystencją. Tak upłynęły mi około 3 miesiące, aż w końcu się poddałam, gdy nadeszła zima, a moje włosy zaczęły się elektryzować. Proteiny nie pomagały, a wręcz wzmagały problem. Obecnie w sklepach nie ma dostępnych antystatyków, więc musiałam porzucić plany stworzenia własnej odżywki. Ponadto zrozumiałam, że nie ma sensu samemu jej robić, ponieważ łatwiej i szybciej można wzbogacić gotową odżywkę półproduktami.

Sam olej to nie wszystko.
Po tych 3 miesiącach moje włosy nic się nie zmieniły (oprócz tego nagłego elektryzowania). Nie miały szans, ponieważ pełniły rolę testera moich odżywek, w chwilach „niemocy twórczej” miałam dość i nie nakładałam po myciu nic. Pomimo mojego wielkiego odkrycia – oleju z kiełków pszenicy, włosy potrzebowały nawilżenia.

Odżywka idealna.
W końcu postanowiłam wybrać się do drogerii i poszukać maski do włosów o prostym składzie, którą mogłabym wzbogacać olejem. Tak trafiłam na maskę oliwkową Ziaja o przyjaznym składzie z jednym silikonem i odpowiednio gęstej konsystencji. Można powiedzieć, że od tego zakupu stałam się włosomaniaczką. Widząc pierwsze pozytywne efekty, zapragnęłam rozbudować moją pielęgnację.

Włosy przestały się elektryzować, stały się bardziej gładkie, jednak nadal brakowało im nawilżenia. Nic dziwnego – maska Ziaji nie zawierała dużo humektantów. Następnym udanym zakupem okazała się nawilżająca odżywka Isana. Jej bogaty w humektanty skład sprawia, że idealnie nawilża moje włosy. Od tej pory łączyłam Ziaję i Isanę w proporcji 1:1 + 5 kropli oleju z kiełków pszenicy. Stosowałam taką mieszankę po każdym myciu, po uprzednim olejowaniu również olejem z pszenicy na min. 1 godz. W końcówki wcierałam kilka kropli tego samego oleju. Moje włosy zaczęły się ładnie układać, były nawilżone i gładkie.

Pora na cięcie.
Niestety końcówki nadal były zniszczone i postrzępione po cieniowaniu, dlatego w lutym podcięłam je o 10cm. Od razu poczułam się lepiej, widząc jak zbliżam się do wyrównania całych włosów.

Jak myć delikatnie?
Kolejnym krokiem były poszukiwania łagodnego środka myjącego. Mycie odżywką nie sprawdziło się u mnie – włosy miałam obciążone i niedomyte. Żelu Facelle nie kupię, ponieważ zawiera on glukozyd laurylowy, który wcale nie jest taki delikatny. Sprawdziłam to w moim żelu do mycia. Szampon Babydream wzmaga u mnie przetłuszczanie, więc pozostała mi ostatnia deska ratunku – Balsam do kąpieli Babydream fur Mama. Podeszłam do niego sceptycznie, ale to był strzał w dziesiątkę! Świetnie zmywa oleje; nie wysusza tak włosów jak szampony z SLS, zdecydowanie jest od nich łagodniejszy.

Ochrona przed UV.
Uprzedzam pytania – nie, nigdy nie farbowałam włosów :)


W wyniku wielu lat praktycznie zerowej pielęgnacji, moje włosy bardzo wyjaśniały od słońca. Dzięki regularnemu podcinaniu, różnica w odcieniu nie jest już tak duża jak jeszcze w sierpniu. Ale nadal jest, a mnie zdecydowanie bardziej podoba się mój prawdziwy kolor, czyli ciemny brąz. Zaopatrzyłam się w odżywkę w sprayu Gliss Kur, aby zabezpieczać wierzchnie warstwy włosów przed promieniami UV (dzięki silikonom i odrobinie olejów). Czy to pomoże, czas pokaże :)

Obecnie stan moich włosów prezentuje się tak.



A tu porównanie ze stanem z sierpnia.


Biorąc pod uwagę mój 3 miesięczny zastój, taki stan osiągnęłam w pół roku :) Uważam to za sukces, a i tak nie jest to koniec mojej walki o zdrowe włosy.

Aktualnie włosy są miękkie, wygładzone, nawilżone i odpowiednio dociążone. Wreszcie nie fruwają mi wokół twarzy, ale „trzymają się razem”. Dzięki olejowi stały się grubsze, zwiększyła się ich objętość. Końcówki są zdyscyplinowane, nie wywijają się we wszystkie strony.

Moja obecna pielęgnacja włosów:
  • Olej z kiełków pszenicy na min. 3 godz. – wtedy uzyskuję najlepsze efekty. 
  • Mycie - Balsam Babydream fur Mama.
  • Mieszanka nawilżającej Isany i maski Ziaja/odżywki Nivea Long Repair + 10 kropli oleju z pszenicy na 30 minut pod czepek.
  • Kilka minut w ręczniku.
  • Zabezpieczanie końcówek olejem z pszenicy.
  • Wcierka ziołowa – stosuję ją codziennie.
  • Włosy schną naturalnie.
W słoneczne dni przed wyjściem na dwór spryskuję włosy odżywką Gliss Kur Oil Nutritive.
Myję je co trzeci dzień, świeżość u nasady pomaga mi utrzymać wcierka ziołowa.
Do czesania używam drewnianej szczotki, grzebień tylko do wyrównania.
Raz/dwa razy w miesiącu, w ramach dogłębnego oczyszczenia, nie nakładam oleju i myję włosy szamponem Barwa. 

Produkty, które nie sprawdziły się w pielęgnacji moich włosów:

Oleje: kokosowy (obciążał, elektryzował), makadamia (puszył włosy), konopny, migdałowy, sezamowy, olej Babydream fur Mama (brak efektów), z lnianki siewnej (zbyt lekki).

Odżywki/maski: Balsam Potters, Seboradin Maska z naftą – RECENZJA.

Inne: wcierka Jantar, nafta kosmetyczna, szampon Babydream.


Jeśli chcecie, mogę robić częściej włosowe aktualizacje.
A jak tam Wasze włosy? Czy naturalna pielęgnacja przynosi efekty? :)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...