21 kwietnia 2017

DIY Dezodorant roll-on - bez glinu.

Witajcie :)

Zapraszam Was na przepis na kosmetyk o zastosowaniu zupełnie innym niż dotychczas. Mowa o dezodorancie -  skutecznym i bezpiecznym dla naszego organizmu :)


Skład:   (proporcje na 50g)
Faza olejowa   9%
Emulgator MGS   1,5%   (0,75g)
Alk. cetylowy   1,5%   (0,75g)
Olej słonecznikowy   4%   (2,0g)
Deo ZR   2%   (1,0g)

Faza wodna:   89%
Woda destylowana   89%   (44,5g)

Faza dodatków:   2%
D-panthenol (r-r 75%)    2%    (1,0g)
FEOG   (10 kropli)
Olejek eteryczny z drzewa herbacianego   (3 krople)

Seria wpisów "Jak zrobić sobie krem?"

Sposób wykonania jest analogiczny do tradycyjnej emulsji, właściwie to lekko zmodyfikowany przepis na mleczko do demakijażu - FILM YT

Przepis na mleczko do demakijażu ma szerokie zastosowanie (np. maseczki do twarzy), a ten przepis na pewno nie jest ostatni ;)

Dezodorant ma właściwości dezodorujące, a więc usuwa przykry zapach potu. Ponadto olejek z drzewa herbacianego zapewnia ładny zapach i właściwości antybakteryjne, co wzmaga działanie głównego składnika - Deo ZR. Jest to rycynolan cynku, sól kwasu rycynolowego i cynku; bezpieczna substancja KLIK. Według mnie jest to zdrowsza alternatywa dla ałunu, który często można kupić nie naturalny, ale syntetyzowany chemicznie (polecam wpis). Nawet jeśli naturalny, glinu wolę unikać. Zdecydowałam się więc na cynk, który naszemu organizmowi nie szkodzi, a wręcz jest potrzebny. 

Testuję go i jak na razie spisuje się bardzo dobrze. Skóra nie jest podrażniona, a ubrania nie są poplamione. Forma lekkiego mleczka wchłania się około minuty, podobnie do ogólnodostępnych dezodorantów w kulce. Przez cały dzień nie wyczuwam przykrego zapachu, a jednocześnie naturalny aromat z olejku eterycznego jest na tyle dyskretny, że nie wybija się na pierwszy plan i nie przyćmiewa zapachu moich perfum. Skóra pod pachami jest nawilżona, ale nie pozostaje na niej żaden osad/pyłek. Emulsja wchłania się całkowicie. Aplikowany nawet niedługo po depilacji nie wywołuje pieczenia. D-panthenol w składzie wpływa na łagodzenie podrażnień. Można się pokusić o dodatek żelu z aloesu, ale na pewno polecam pozostać przy minimalnym składzie.
Dezodorant - a więc nie wpływa na ilość wydzielanego potu. Proces wydzielania toksyn i chłodzenia organizmu działa nieprzerwanie :)
Oczywiście, nie spodziewajmy się cudów - po treningu nie zapewni braku przykrego zapachu, ale na pewno go zmniejszy.
A czy Ty zadbałeś/aś już o bezpieczny dezodorant?

4 kwietnia 2017

Aktualna pielęgnacja włosów - kwiecień 2017r.

Witajcie :)

Od ostatniej aktualizacji minął rok, a w mojej włosowej rutynie właściwie dużo się nie zmieniło. Nie było spektakularnych efektów, bo moje włosy już wtedy były w dobrej kondycji. Patrząc na poprzedni wpis mogę śmiało stwierdzić, że w kwestii włosowej dążę do minimalizacji. Jednak nie bez powodu ten wpis, parę zmian jest i warto je zapisać i Wam przekazać :)
Stałym punktem w pielęgnacji jest olejowanie. W okresie zimowym powróciłam do oleju z kiełków pszenicy. Nowością jest olej avocado, który pasuje moim włosom solo i pół na pół z kiełkami. Olej nakładam na min. 2h przed każdym myciem, od ucha w dół, robiąc przerwę raz na jakiś czas.
Celem pobudzenia włosów do wzrostu jak i odżywienia skóry głowy, sporządziłam macerat na oleju słonecznikowym z lawendy, rozmarynu, pokrzywy i skrzypu. Wcieram mieszankę w skórę głowy przy okazji olejowania włosów. Jest to nowość w mojej pielęgnacji, dlatego o efektach wypowiem się później.

Zmywam szamponem Isana Med, teraz wolę wersję z solą morską lub do codziennego stosowania. Wydają mi się łagodniejsze od tej z mocznikiem.
Po myciu zawsze odżywka Nivea Long Repair + olej z kiełków pszenicy. Na kilka minut, a im dłużej tym lepiej :)
Odżywkę ekpresową GlissKur + olej (z pestek malin i np. z kiełków) stosuję jako zabezpieczenie, ale też gdy moje włosy są zbyt spuszone. W końce wcieram po myciu kroplę oleju.

I tak przez ostatni rok prezentowała się moja pielęgnacja włosów, jedynie oleje się zmieniały. Były to: pestki dyni, orzech włoski, kiełki pszenicy, avocado. Jednak po wielu próbach pozostałam z dwoma wymienionymi na samym początku - pszenica i avocado. Z przewagą pszenicy, ten olej zawsze pozostanie najlepszym! :)

Niestety zauważyłam, że pomimo ciągłej pielęgnacji, moje włosy mają rozdwojone końce na różnej długości, chociaż cały czas skracam je co ok. 3 miesiące (do tej pory była to metoda "na babuszkę", ale ostatnie cięcie na koniec marca -4cm zrobiłam tradycyjnie, na równo). Za winowajcę uznałam zwykły, plastikowy grzebień. Kiedyś nie wierzyłam, by miało to tak duże znaczenie, ale spośród wielu czynników niszczących włosy, to tylko ten mógł u mnie spowodować te zniszczenia końcówek.
Dlatego zakupiłam szczotkę z naturalnego włosia. Miałam kiedyś podobną i wspominałam ją jako genialny zbieracz kurzu z włosów i środek na objętość. To prawda ;)


Co pozostało niezmienne, to brak ciepła w stylizacji i kosmetyków typu pianki, lakiery. Nie czeszę włosów na mokro, staram się kłaść spać z suchymi. Nie związuję ich jednak do snu w warkocz, ponieważ o dziwo zaczęło mi to przysparzać kołtunów. Nadal nie służą mi proteiny.
Okresowo wzmacniam się od wewnątrz pijąc herbatkę ze skrzypu i pokrzywy. Również okresowo dopada mnie zwiększone wypadanie włosów, za co można winić stres czy wahania hormonów.

Dokładne czesanie robi różnicę ;)
Ogólnie jestem zadowolona ze stanu włosów, z ich długości. Ale nie z gęstości. Dlatego staram się je zagęścić, pobudzić do wzrostu nowe włosy. I wiem, że to możliwe. Tylko trzeba cierpliwości i systematyczności. Pamiętam jak kiedyś miesięczne picie ziołowej herbaty spowodowało wysyp baby hair na mojej głowie :) Trzymajcie kciuki, by i tam razem mi się udało!
A tutaj macie porównanie od samego początku dbania o włosy :)


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...