4 grudnia 2016

Opakowania All In Packaging - recenzja.

Witajcie :)
Opakowania to wbrew pozorom bardzo ważna rzecz przy tworzeniu kosmetyków w domu. Na początek wystarczą słoiczki po zwykłych kremach, ale w miarę rozwoju przybywają potrzeby na nowe kosmetyki, a więc i nowe opakowania. Czy to serum, czy pomadka - do byle czego zapakować ich się nie da. Na rynku mamy dostępnych wiele opakowań, w przeróżnych cenach, a także różnej jakości. Ten post przyda się tym z Was, które szukają opakowań o pięknym wyglądzie, funkcjonalnych, wielokrotnego użytku i przede wszystkim o wysokiej jakości wykonania. Zapraszam! :)


Z firmy All In Packaging odezwał się do mnie Pan Dimitri i zaoferował produkty do testów. Oto co wybrałam:
opakowania air-less 30ml i 50ml
słoiczki na krem: miedziany i stalowy
opakowanie na cienie
makaronik 
opakowanie na pomadkę "jajeczko"
opakowanie na pomadkę w sztyfcie
butelka z pipetką 30ml 

Opakowania używam od blisko dwóch miesięcy, niektóre używałam już wielokrotnie. Wszystkie opakowania cechuje solidne wykonanie, w przeciwieństwie do wielu bubli, które kupiłam w przeszłości. Przede wszystkim warto zwrócić uwagę na opakowania air-less - niebywale funkcjonalne, odkręcana "głowa", a nie wciskana. Koniec z połamanymi paznokciami! Dozowanie kosmetyku - płynne, bez strzelania.
Słoiczki na kremy prezentują się bardzo efektownie, wręcz idealnie na prezent. Posiadają przekładkę, która zabezpiecza krem przed wypływem na wieczko. Właśnie takich słoiczków brakuje mi w sklepach z półproduktami.
Opakowanie na balsam do ust "jajeczko" bardzo chciałam wypróbować i jak widzieliście na filmie, wykonanie jest bardzo proste. Balsam służy mi na co dzień, mam go zawsze w torebce i dzięki solidnej warstwie plastiku nie boję się, że coś go przygniecie :)

 Butelka na serum z pipetką prezentuje się równie dobrze, jest funkcjonalna i łatwa do czyszczenia. Jednak jako jedyne ze wszystkich opakowań posiada pewną wadę. Serum potrafi wydostać się z butelki przez nieszczelne zakręcanie, więc do podróży - odradzam. Poza tym i tak bardzo lubię to opakowanie i ciągle używam.

Opakowanie na cienie to standardowy, odkręcany pojemnik na cienie/róże/brązery i inne produkty prasowane. Ja umieściłam w nim cienie, których rzadko używam.
Opakowanie na pomadkę w sztyfcie posiada rzecz, której brak w wielu jego odpowiednikach w innych sklepach. Otóż wewnątrz znajduje się plastikowy "stelaż" dla pomadki, który ją stabilizuje i zapewnia płynność wysuwania.
Makaronik to przesłodkie opakowanie na balsam, raczej do użytku domowego z racji higieny, ale na prezent? Bomba!

Serdecznie polecam Wam opakowania All In Packaging. To najlepsze jakie do tej pory używałam. Ceny są zróżnicowane, niektóre bardzo niskie (1zl), a jakość wspaniała. Problem natomiast przesyłka, gdyż idzie ona z zagranicy, więc jej cena do niskich nie należy. Natomiast dla większych zakupów czy dla osób mających własną firmę, to strona idealna :)

http://allinpackaging.pl/

30 listopada 2016

DIY Peeling enzymatyczny z bromelainą.

Witajcie :)

Zapraszam Was na przepis na zupełnie nowy kosmetyk naturalny. Mowa tu o peelingu enzymatycznym. Do tej pory byłam zadowolona z peelingu kawowego, ale chęć eksperymentów pchnęła mnie w ekstrakty zawierające enzymy proteolityczne. Co z tego wyszło? Dowiecie się w dalszej części wpisu :)


Wybrałam dwa ekstrakty: z ananasa (bromelaina) i z papai (papaina). Niestety peeling z papainą nie wyszedł. W dwóch próbach o stężeniu 5% i 2% papaina rozwarstwia emulsje i rozrzedza ją do konsystencji wody. W dodatku ekstrakt z papai po rozpuszczeniu w wodzie ma naprawdę nieprzyjemny zapach, który ciężko zniwelować olejkami eterycznymi.
Natomiast bromelaina nie sprawia żadnych problemów. Emulsja jest stabilna, o ładnym zapachu nadanym przez olejek z drzewa różanego. Jej maksymalne zalecane stężenie to 2% (w przeciwieństwie do papainy 5%), więc ekstrakt zawiera więcej enzymu i jest bardziej efektywny w działaniu.

Aby zrobić peeling potrzebujemy emulsji bazowej.
Skład:
Faza olejowa:   20%    (proporcje na 100,0g)
Emulgator MGS   3%   (3,0g)
Alk. cetylowy   3%   (3,0g)
Olej abisyński   14%   (14,0g)

Faza wodna:   80%
Woda destylowana    80%    (80,0g)
Allantoina    (szczypta)

Faza dodatków:
Konserwant FEOG   (10 kropli)
Olejek eteryczny z drzewa różanego   (3 krople)

A także rozpuszczonego ekstraktu z ananasa.
Ekstrakt z ananasa    (1,0g)
Woda destylowana    (5,0g)

Sposób wykonania krok po kroku w filmie.

Uzyskujemy peeling w postaci kremu o stężeniu 2% bromelainy. Nakładamy go na oczyszczoną skórę twarzy za wyjątkiem okolic ust i oczu, pozostawiamy na 5-10 minut i zmywamy wodą. Peeling możemy stosować też na dłonie czy stopy - na tych partiach ciała, z uwagi na grubszą skórę, możemy pozostawić kosmetyk dłużej.
Peeling enzymatyczny jest delikatny, nie powoduje zaczerwienia i ściągnięcia skóry w przeciwieństwie do peelingów mechanicznych. Jednak nie daje aż tak wspaniałego efektu gładkiej skóry jak peeling kawowy. Polecam go osobom o cerze trądzikowej, wrażliwej lub z pękającymi naczynkami.
Pozostawiony dłużej na dłoniach sprawdza się bardzo dobrze, skóra jest gładka, miękka i bardzo przyjemna w dotyku :) Pomaga na przesuszone skórki wokół paznokci.

20 listopada 2016

DIY Maska ze spiruliną i pasta myjąca do twarzy.

Witajcie :)

Przedstawiam Wam przepisy na dwa proste kosmetyki, które można wykonać z przepisu na mleczko do demakijażu. Wystarczy dodać kilka składników i bazowa emulsja nabiera nowych właściwości. Zapraszam :)



Pierwszy z nich to przepis na maskę ze spiruliną - taka forma jest o wiele przyjemniejsza w stosowaniu - nie zasycha tak szybko na twarzy i jest zawsze gotowa do użycia.

Skład:
Bazowa emulsja z przepisu na mleczko do demakijażu   40,0g
Spirulina   10,0g

O jej właściwościach pisałam już w tym poście. Nadal jestem nią zachwycona i polecam każdemu. Odżywia, łagodzi podrażnienia, przyspiesza gojenie się wyprysków, oczyszcza, ale bez wysuszenia. Skóra staje się napięta, ujędrniona i promienna :)


Drugi przepis to pasta myjąca do codziennego stosowania z glinką żółtą. W przepisie można wykorzystać dowolną glinkę.

Skład:
Bazowa emulsja   40.0g
Glinka żółta   10,0g
Olejek eteryczny pomarańczowy i pichtowy   (kilka kropli)

Pasta nadaje się do codziennego zmywania twarzy, nie wysusza, nie podrażnia. Jest świetną alternatywą dla żeli do mycia twarzy zawierających detergenty. Podczas mycia dobrze jest wykonać krótki masaż twarzy, spędzić nad tym trochę więcej czasu, aby glinka i olejki eteryczne miały szansę zadziałać. Dla fanów glinek jako maseczek polecam zostawić pastę na twarzy dłużej :)

Sposób wykonania krok po kroku.


13 listopada 2016

DIY Mleczko do demakijażu.

Witajcie :)
Zmywanie makijażu olejem towarzyszyło mi od bardzo dawna. Niestety sam olej nie wystarcza, bo właśnie ten olej z oczu później trzeba czymś zmyć. Drogeryjne żele i szare mydło zbytnio wysuszają moją skórę, więc postanowiłam (wreszcie!) zrobić sobie mleczko do demakijażu. Zapraszam na przepis!


Skład:   (proporcje na 200g)
Faza olejowa:  8%
MGS 2%   (4,0g)
Alk. cetylowy 2%   (4,0g)
Olej abisyńki 4%   (8,0g)

Faza wodna:  92%
Woda destylowana 92%   (184,0g)
Alantoina   (szczypta)

Faza dodatków:
FEOG   (40k)
Sposób wykonania.

Konsystencja lejąca, rzadka, niczym mleczko ;) Skład jest prościutki, a to jakiego oleju użyjecie zależy tylko od Waszych preferencji. Może być nawet rafinowany (i tak jest w moim przypadku), ponieważ to nie żadne odżywianie skóry, a jedynie jej oczyszczanie.
Nie radzę dodawać olejków eterycznych, ponieważ mogą podrażnić oczy.

Mleczko nakładamy na wacik kosmetyczny lub po prostu na palce i delikatnie masujemy powieki. Nie mam na myśli tarcia - mleczko z łatwością ślizga się po skórze. Następnie spłukujemy wszystko czystą wodą.
Kosmetyk sprawdza się w swojej roli znakomicie - delikatnie, bez żadnego szczypania/łzawienia oczyszcza powieki i rzęsy z makijażu. Skóra wokół oczu nie jest ściągnięta, a rzęsy nie wypadają. Jak najbardziej nadaje się do demakijażu całej twarzy.
Polecam! :)

1 listopada 2016

DIY Balsam do ciała i krem do rąk z mocznikiem.

Witajcie :)
Przedstawiam Wam kolejny przepis na smarowidło do ciała, które zadba o skórę jesienią i zimą. Dla skóry suchej, podrażnionej, pękających dłoni. Zdecydowanie mój niezbędnik w pielęgnacji!


Skład:    (proporcje na 200g)
Faza olejowa: 20%
MGS 4%   (8,0g)
Alk. cetylowy 4%   (8,0g)
Masło shea 12%    (24,0g)

Faza wodna: 75%
Woda destylowana 73,5%   (147,0g)
Mocznik 1%   (2,0g)
Kwas mlekowy 0,5%   (1,0g)
Alantoina   (szczypta)

Faza dodatków: 5%
Olej z orzechów włoskich 5%   (10,0g)
FEOG   (40 kropli)
Olejek eteryczny z bergamotki i pomarańczy   (kilka kropli)

Podstawy tworzenia kosmetyków znajdziesz w linkach poniżej.

Film z instrukcją krok po kroku.

Balsam jest bardzo podobny do poprzedniego przepisu, jednak o wiele prostszy, bo nie zawiera tylu różnych tłuszczy. Sprawdza się równie dobrze, a do tego bardzo szybko się wchłania, więc z powodzeniem może być stosowany jako krem do rąk.
Pięknie pachnie, świeżo i pobudzająco. A w opakowaniu air-less ładnie się prezentuje. Jak najbardziej pasuje do torebki :)
Własnoręcznie robione balsamy były moimi pierwszymi kosmetykami - to z potrzeby stworzenia takiego kosmetyku, który naprawdę nawilża, natłuszcza, łagodzi i chroni skórę zaczęła się moja przygoda z DIY. Zachęcam do niej i Was :)

12 października 2016

DIY Balsam do ust "jajeczko".

Witajcie :)

W dzisiejszym poście zaprezentuję przepis na balsam do ust w kształcie jajeczka - wersja bardzo praktyczna i efektowna. Niezbędnik w okresie jesienno-zimowym, a dla mnie - przez cały rok. Zapraszam!


Do przygotowania balsamu potrzebujemy bazy do pomadek, prezentowanej w poprzednim wpisie, którą zmodyfikujemy do twardszej konsystencji.

Skład:    (proporcje na 32,0g)
Wosk pszczeli    6,0g
Olej abisyński    16,0g
Masło shea    10,0g

Wszystkie składniki rozpuszczamy w kąpieli wodnej i pozostawiamy do wystudzenia. O tym, dlaczego akurat te składniki powinny znaleźć się w recepturze, dowiecie się w poście o pomadkach kolorowych KLIK.

Balsam:    (10,0g)
Baza do pomadek    8,8g
Wosk pszczeli    1,2g

Składniki rozpuszczamy w kąpieli wodnej i przelewamy do części opakowania będącego górną zakrętką z wkręconą kratką. Zanosimy do zamrażarki, aby tłuszcze stężały. Na koniec pozostaje przełożyć balsam do drugiej części opakowania, będącej podstawą.


Wykorzystałam tutaj opakowanie ze sklepu All In Packaging - jest praktyczne, łatwe w użytkowaniu i zdecydowanie wielokrotnego użytku. Wysoka jakość nie opuszcza tych produktów. Każdy, kto zajmuje się tworzeniem kosmetyków, docenia dobre opakowania :)

Balsam oczywiście świetnie się sprawdza, nawilża i ochrania usta, pokrywa je otulającą warstewką naturalnych tłuszczy. Mandarynkowy zapach to połączenie wspomnienia lata i zapowiedzi nadchodzących świąt :)

Wykonanie krok po kroku obejrzycie w moim pierwszym filmie na YouTube.

Teraz przepisy, zarówno nowe jak i stare, będą miały swoje odzwierciedlenie w filmach, aby pokazać, że robienie kosmetyków wcale nie jest takie trudne, wręcz przeciwnie - to świetna zabawa! :)

17 kwietnia 2016

Substancje aktywne w kosmetykach - witamina C.

Witajcie :)
Witamina C wykazuje szerokie spektrum działania na naszą skórę. Oprócz tego, że standardowo znajduje się w skórze, jest antyoksydantem, a w kosmetykach zazwyczaj ma za zadanie rozjaśniać przebarwienia, to pełni też inne ważne funkcje, które możemy wykorzystać tworząc własne kosmetyki.

źródło: https://zdrowiewnaturze.files.wordpress.com/2012/02/witamina-c.jpg

Antyoksydant 
Promieniowanie UV powoduje wzrost stężenia wolnych rodników w skórze, co prowadzi do zapoczątkowania procesów starzenia. Kwas askorbinowy "wyłapuje" wolne rodniki i sam przekształca się w bardziej trwały wolny rodnik askorbinowy, który jest mniej szkodliwy dla skóry niż wolne rodniki tlenowe.
Ponadto witamina C uczestniczy w regeneracji utlenionej postaci witaminy E, która również jest cennym antyoksydantem.
Ekspozycja skóry na promieniowanie UV powoduje utratę części antyoksydantów w niej zawartych, w tym witaminy C.
"Nawet minimalna ekspozycja, do 1,6 minimalnej dawki wywołującej rumień (minimal erythema dose, MED) może zmniejszyć stężenie witaminy C do 70% wartości prawidłowej, podczas gdy dziesięć razy większa ekspozycja skóry u myszy zwiększa utratę do 54% wartości prawidłowej".
Działanie fotoprotekcyjne
Udowodniono, że miejscowe stosowanie kwasu askorbinowego chroni przed rumieniem i oparzeniem słonecznym. Najlepsze rezultaty w ochronie przed promieniowaniem UV uzyskano przez połączenie witaminy C, witaminy E i kwasu freulowego - formuła ta wykazuje 8-krotnie większą fotoprotekcję niż działanie kompleksu wit. C-E oraz hamuje apoptozę (programowaną śmierć komórek) i tworzenie dimerów tymidynowych - uszkodzeń DNA powstających pod wpływem UV.

Dlatego warto wzbogacić witaminą C własnoręcznie robione kosmetyki, które mają zapewnić ochronę przed UV, np. te na bazie oleju z pestek malin i/lub tlenku cynku.
Warunkiem fotoprotekcji jest zaaplikowanie antyoksydantów przed ekspozycją na słońce.

Czynnik przeciwzapalny
W badaniach na hodowli ludzkich komórek wykazano, że podaż witaminy C hamuje aktywność jądrowego czynnika transkrypcyjnego к-B, odpowiedzialnego za wytwarzanie cytokin prozapalnych (TNF-α, interleukina 1, 6 i 8).

Wpływ na syntezę kolagenu
Kwas askorbinowy jest kofaktorem enzymów - hydroksylazy proliny i lizyny, które biorą udział w stabilizacji i krzyżowaniu włókien kolagenu. 
Ponadto bezpośrednio pobudza syntezę kolagenu przez aktywację jego transkrypcji i stabilizowanie mRNA prokolagenu.
"Wyniki badań wycinków skóry pobranych od kobiet po menopauzie, stosujących 5% kwas L-askorbinowy na jedno przedramię, a podłoże na drugie, wykazały wzrost poziomu mRNA dla kolagenu I i III. Ponadto aktywność tkankowego inhibitora metaloproteinazy I była również zwiększona, co wskazuje, że miejscowo stosowana witamina C może także zmniejszać uszkodzenie kolagenu"
Miejscowe stosowanie witaminy C - badania kliniczne

Krótkotrwałe stosowanie - 3 miesiące.
W badaniu wzięło udział 19 pacjentów w wieku 36-72 lat, posiadających uszkodzenia skóry twarzy wywołane działaniem promieniowania słonecznego. Przedmiotem badań był preparat zawierający 10% kwas L-askorbinowy.
Wyniki - znaczna poprawa w zakresie drobnych zmarszczek, zmniejszenie szorstkości, grubych zmarszczek, zmniejszenie napięcia skóry, ziemistego/żółtawego odcienia skóry.

6 miesięcy
Pacjenci z umiarkowanych starzeniem się skóry pod wpływem UV stosowali na szyję i przedramiona preparat z 5% witaminą C.
Wyniki - zmniejszenie głębokości zmarszczek, naprawa włókien elastynowych (badanie mikroskopowe).

Długotrwałe stosowanie - 12 miesięcy.
Wyniki - znaczna poprawa stanu zmarszczek wokół oczu (zdj. I) oraz rozjaśnienie hiperpigmentacynych plamek wywołanych przez promieniowanie słoneczne (zdj II).



Formy witaminy C

  • Kwas L-askorbinowy - nietrwały, dlatego konieczny jest dodatek konserwantu do kosmetyku. Jego wchłanianie przez skórę zachodzi, gdy cząsteczka nie posiada ładunku jonowego. Stan ten istnieje w pH poniżej 3,5. Maksymalne stężenie do wchłaniania przezskórnego wynosi 20%. Przykładowo - codzienne stosowanie 15% kwasu L-askorbinowego o pH 3,2 zwiększa jego stężenie 20-krotnie, a po około 3 dniach dochodzi do wysycenia tkanek.
  • Palmitynian-6-askorbilowy - rozpuszczalna w tłuszczach forma witaminy C. Dzięki hydrofobowemu charakterowi łatwo przenika przez naskórek, a w skórze ulega hydrolizie do kwasu askorbinowego i palmitynowego. Stabilna nawet w pH neutralnym. 
  • Sól magnezowa fosforanu askorbilowego - również rozpuszczalna w tłuszczach, stabilna w neutralnym pH. Wykazuje takie samo jak kwas L-askorbinowy działanie pobudzające syntezę kolagenu. W skórze ulega przekształceniu do kwasu L-askorbinowego.

Podsumowanie

Witamina C to niedoceniany składnik kosmetyków, którego działanie przeciwstarzeniowe zostało potwierdzone badaniami. Dzięki ochronie przed UV i funkcji antyoksydantu pełni znaczącą rolę w kosmetykach zapewniających ochronę przeciwsłoneczną. Warto zaopatrzyć się w witaminę C i zacząć stosować już teraz, ponieważ niektóre efekty mogą nadejść dopiero z czasem, a inne będą formą prewencji przeciwzmarszczkowej.

Bibliografia:
Zoe Diana Draelos "Kosmeceutyki".

9 kwietnia 2016

DIY Serum aktywujące skórę do odnowy.

Witajcie :)
Dziś przedstawiam Wam przepis na nowe serum, którego składniki aktywnie pobudzają skórę do produkcji kolagenu, zwiększają jędrność, lekko oczyszczają, nawilżają i działają antyoksydacyjnie. Zapraszam!

Skład:  (proporcje na 30g)
Faza wodna:
Żel z aloesu 40%   (12,0g)    Jak pozyskać żel z aloesu?
Żel hialuronowy 35%   (10,5g)
Glukonolakton 6%   (1,8g)
Mocznik 3%   (0,9g)
Kofeina 1%   (0,3g)
Alantoina   (szczypta)
FEOG   (2 krople)
Faza olejowa:
Olej z pestek dyni 15%  (4,5g)
Olejek eteryczny miętowy   (2 krople)

Składniki fazy wodnej łączymy ze sobą, mieszamy i ustalamy pH w granicy 4-5 za pomocą sody oczyszczonej. Następnie dodajemy składniki fazy olejowej. Przed użyciem wstrząsamy butelką.

Sposób wykonania analogiczny do tego przepisu KLIK. 
Podstawy tworzenia kosmetyków znajdziesz w linkach poniżej. 
Skład dobrałam tak, aby efektywnie pobudzić skórę do odnowy.
Żel z aloesu i żel hialuronowy stanowią bazę, która zapewnia nawilżenie, łagodzenie podrażnień i składniki mineralne.
Glukonolakton, jako najłagodniejszy kwas, pobudza syntezę kolagenu, a więc wpływa na elastyczność skóry. Delikatnie oczyszcza, rozjaśnia. Jest antyoksydantem.
Mocznik, oprócz działania nawilżającego, aktywuje i reguluje keratynizację - naturalny proces przebudowy naskórka.
Kofeina działa pobudzająco, zwiększa mikrokrążenie, a więc też dotlenienie skóry.
Alantoina łagodzi podrażnienia.
Olej z pestek dyni stanowi fazę olejową, odpowiedzialną za odpowiednie natłuszczenie. Dostarcza nienasyconych kwasów tłuszczowych, zwłaszcza tych najbardziej pożądanych - wielonienasyconych oraz witaminę E.
Po wstrząśnięciu.
Olejek eteryczny miętowy nadaje piękny zapach i lekkie uczucie chłodu na skórze; jak każdy olejek eteryczny działa również antybakteryjnie.

Serum można używać solo, wieczorem - z tego rozwiązania będą zadowolone cery młode. Dla starszych i bardziej wymagających polecam stosować serum przed nałożeniem kremu na noc.

Już po kilku dniach moja skóra zaczęła się oczyszczać z zaskórników zamkniętych, co jest u mnie typowe dla kosmetyków z glukonolaktonem. Jak zwykle połączenie żeli z aloesu i hialuronowego wspaniale nawilża, łagodzi skórę. Do tego lekko chłodzący olejek eteryczny dopełnia przyjemność stosowania.
Olej z pestek dyni można dowolnie zastąpić, np. olejem z kiełków pszenicy czy z pestek malin.
Serum, chociaż oczyszcza, to robi to bardzo delikatnie, nie wywołuje ściągnięcia skóry ani łuszczenia. Natomiast bogactwo składników pobudza skórę do odnowy i chroni ją przed działaniem wolnych rodników, a więc działa przeciwzmarszczkowo.

Polecam ten przepis jako wzbogacenie pielęgnacji, zwłaszcza osobom 25+ i dalej, jako prewencja przeciwzmarszczkowa :)

17 lutego 2016

Aktualna pielęgnacja włosów - luty 2016r.

Witajcie :)
Od ostatniego wpisu tego typu minęło aż półtora roku. Zaszło kilka zmian, wprowadziłam nowe nawyki, doczekałam się zadowalających efektów. Jedno pozostało niezmienne - stosowanie naturalnych olejów. Zapraszam!


Aktualna pielęgnacja
  • Olejowanie: olej z pestek dyni lub olej z orzechów włoskich; co 2/3 mycie na min. 3 godz., na sucho, od ucha w dół.
  • Mycie: szampon Isana Med z mocznikiem; co 3/4 dni.
  • Odżywianie: "maska" zmieszana z dwóch produktów i oleju, trzymana na włosach 10-15min; co każde mycie.
       Dwie opcje:
  1. Maska NaturVital aloesowa + Odżywka Nivea Long Repair + kilka kropli oleju.
  2. Odżywka Isana zielona z aloesem i limonką + Maska Kallos Algae + kilka kropli oleju.
  • Zabezpieczanie: Gliss Kur Oil Nutritive, Serum Marion arganowe, luźny warkocz do snu.
  • Cięcie: co 3 miesiące -2cm metodą "na babuszkę".
  • Wypadanie: w granicach normy - zmiana diety najpierw na wegańską, a obecnie na laktoowowegetariańską.
Patrząc na poprzedni wpis można powiedzieć, że wszystko się zmieniło, ale nie, to nie tak. Stosowane kosmetyki owszem, jeśli patrzeć szczegółowo, ale koncepcja pozostała ta sama.
Moja "maska" to połączenie odżywki/maski humektantowej i silikonowej + naturalny emolient - olej. Maska NaturVital oraz odżywka Isana to bogactwo substancji nawilżających. Odżywka Nivea i Maska Kallos zawierają jeden silikon, który zabezpiecza włosy. A naturalny olej je odżywia. Z racji takiej, że odżywki idealnej nie spotkałam, to sama mieszam i jak widać taka mieszanka się sprawdza - tego sposobu używałam już na początku włosomaniactwa.

Niezmienne pozostały też dodatkowe silikony na końce (punkt zabezpieczanie) oraz oczywiście olejowanie, choć i tu też pewne zmiany. Moje włosy nie potrzebują już tak treściwego oleju jak olej z kiełków pszenicy. Tolerują lżejsze, bardziej nienasycone w/w oleje i to nie co każde mycie. Jednak nie ma mowy o wycofaniu ich z pielęgnacji! Nadal są potrzebne, tylko w mniejszej ilości :)


Natomiast nowością i stałym punktem jest szampon Isana Med z mocznikiem. Zużyłam wiele opakowań; nie szkodzi moim włosom ani skórze głowy, a dobrze zmywa oleje.
Ze względu na długość włosów musiałam wprowadzić wiązanie luźnego warkocza do snu - dzięki temu włosy już się nie plączą.
Na zdjęciach widać, że cięcie "na babuszkę" naprawdę działa, włosy układają się w delikatną literę U.

Zmiana zauważalna to porzucenie wszelkich wcierek. Postawiłam na dietę i... wygrałam! Oczywiście, nawiedzały mnie okresy wzmożonego wypadania, głównie ze względu na stres, jednak dieta na początku (pół roku) wegańska, a teraz laktoowowegetariańska dała mi najwięcej. Mam wrażenie, że włosy rosną mi trochę szybciej, a co najważniejsze nie wypadają.

Kolor niestety nadal jaśnieje od słońca i różnica między końcami a czubkiem głowy jest zauważalna. Na razie nic z tym nie robię, może kiedyś wypróbuję hennę zbliżoną do mojego koloru u nasady, zobaczymy ;)

Ze stanu włosów jestem bardzo zadowolona, zwłaszcza z ich długości. Choć czasem bywają kapryśne, to potrafią też zachwycić. Są gładkie, błyszczące, o równych i zdrowych końcach.


Krótko po ostatniej aktualizacji włosy skróciłam o kolejne nierówne, zniszczone końce (-15cm), w kolejnych cięciach ograniczyłam się do -2cm i tak półtora roku zapuszczałam. Oto porównanie:



A teraz porównanie z samych początków do dziś :)


Warto? Pewnie, że warto! Naturalnie i do przodu :)

2 stycznia 2016

Co kupić w ZSK? - polecane półprodukty.

Witajcie :)
Zainspirowana mailem Czytelniczki oraz Waszą pozytywną reakcją na propozycję tego typu wpisu, zapraszam na przegląd półproduktów, które kupuję stale w sklepie Zrób Sobie Krem.


Olej z kiełków pszenicy - nierafinowany, zimno tłoczony
Jeden z najtańszych olejów w sklepie, o wszechstronnym zastosowaniu. Jako jeden z niewielu jest odporny na podgrzewanie, dzięki czemu możemy używać go jako olej bazowy w recepturach. Posiada intensywny, pomarańczowy kolor i zapach zboża. Jest olejem półschnącym, gęstym, o wysokiej zawartości witaminy E. Idealny dla skóry suchej, wrażliwej, dojrzałej i w pielęgnacji jesienno-zimowej. Ponadto posiada właściwości ujędrniające. Niekomedogenny, odpowiedni dla włosów wysokoporowatych.


Emulgator MGS
Testowałam kilka emulgatorów, ale ten sprawdza się najlepiej. Emulsje wychodzą zawsze (gdy nie zmieniamy pH), są stabilne, nie napowietrzają się. Używam go od samego początku, więc już blisko od trzech lat i nie widzę potrzeby zmiany na inny. Regulując stężenie w zakresie 2-4% możemy uzyskać różne formulacje, od rzadkiego mleczka po gęsty, treściwy krem. Jedyną wadą jest "farmaceutyczny" zapach, co prawda mało intensywny, ale bez zastosowania olejków eterycznych jest on wyczuwalny w gotowym kosmetyku.
Wspomniana zmiana pH - teoretycznie emulgator ten możemy stosować w kosmetykach o kwaśnym pH, jednak trzeba mieć na uwadze to, że emulsje wyjdą rzadsze (możemy zwiększyć stężenie MGS), a podczas produkcji musimy długo mieszać obie fazy mieszadełkiem, aż do powstania trwałej emulsji. Niestety przy wyższych niż 5% stężeniach kwasów, emulsje nie tworzą się - wymaga to dużego zwiększenia stężenia emulgatora, co już osobiście uważam za pozbawione sensu i kwasy stosuję w formie żeli.

Kwas hialuronowy wielkocząsteczkowy - proszek
Czysty kwas hialuronowy, z którego przygotowuję 1% żel poprzez rozpuszczenie w wodzie destylowanej (przy lekkim ogrzaniu) i zakonserwowanie. W ten sposób otrzymuję łatwy do dozowania żel, za bardzo przystępną cenę. Ten konkretny kwas tworzy gęsty, lepki żel, który bardzo dobrze sprawdza się w tworzeniu serum/żelu. Z uwagi na swoją budowę (wielkość cząsteczek) nawilża powierzchniowe warstwy skóry (naskórek), dlatego polecam zakupić również kwas ultramałocząsteczkowy i stworzyć mieszaninę 1:1. Dzięki temu żel będzie rzadszy, zmniejszy się jego lepkość, a połączone właściwości wpłyną na nawilżenie powierzchniowych jak i głębszych warstw skóry.


Konserwant FEOG
Niezawodny, łatwy w użyciu, działa w każdym pH. Stosowany w proporcji 10 kropli/50 g produktu zapewnia trwałość przez min. 2 -3 miesiące, a nawet dłużej. Niestety wadą jest intensywny zapach, który utrzymuje się w kosmetyku.

Olejek eteryczny z pomarańczy słodkiej
Wspaniały, słodki i orzeźwiający zapach, a ponadto właściwości ujędrniające. Wada - mała intensywność.

Olejek eteryczny z drzewa herbacianego
Na wszystko, uniwersalny, niezastąpiony - polecam poczytać na jego temat! A zapach drzewny, leśny, odrobinę korzenny, ziołowy i bardzo intensywny (1-2 krople na 50g kosmetyku). Polecam zakup olejków, gdyż posiadają sprawne kroplomierze, co wbrew pozorom jest bardzo istotnym atutem :)


Kwas mlekowy 70%
Więcej o tym, jak go wykorzystać i jak wpływa na skórę przeczytacie Tu i Tutaj. Polecam, gdyż działa, a cena i jakość idą w parze.


Mocznik
Polecam ze względu na przystępną cenę, szeroki wybór pojemności, a także ciekawe działanie. Trzeba pamiętać, że w przypadku delikatnej skóry już 6% stężenie działa keratolitycznie, a więc zaobserwujemy łuszczenie się skóry. Do stabilizacji mocznika (do max 5%) dobrze sprawdza się kwas mlekowy w stężeniu 0,5-1%. Rozpuszcza się bardzo szybko, nie posiada zapachu.

Mam nadzieję, że wpis okaże się pomocny.
A jakie są Wasze stałe punkty na liście zakupów w ZSK? :)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...