26 czerwca 2013

Jak zrobić sobie krem? - teoria po raz II.

Witajcie :)
Zapraszam na drugą część teorii dotyczącej tworzenia kosmetyków w domu. Pierwszą część znajdziecie TUTAJ. 


Składniki – półprodukty kosmetyczne
Sklepy internetowe oferują ogrom przeróżnych półproduktów do tworzenia kosmetyków, a każdy jest opisany w samych superlatywach, ale nie każdy na te pochwały zasługuje. Na początek przygody warto skupić się na składnikach podstawowych, które z pewnością okażą się później naszymi must have. 

Podstawowe składniki kosmetyczne
  • Oleje i masła – to na nich opiera się cała naturalna pielęgnacja. Polecam zwrócić uwagę na masło shea, olej z kiełków pszenicy, z pestek malin, z pestek dyni, z kukurydzy.
  • Emulgatory i koemulgatory – umożliwiają tworzenie emulsji, niezbędne przy tworzeniu kremów, balsamów, mleczek itp.
  • Konserwanty.
  • Substancje nawilżające – rozpuszczalne w wodzie, najczęściej dodawane do fazy wodnej. Polecam zwrócić uwagę na kwas hialuronowy (czysty proszek, który rozpuszczamy i konserwujemy sami lub gotowe roztwory) oraz żel z aloesu. Ponadto w tej kategorii znajdziemy: glicerynę, mleczko pszczele, d-panthenol, mocznik i inne.
Dodatkowe składniki kosmetyczne
  • Proteiny – hydrolizowane, a więc rozpuszczalne w wodzie; dodawane w fazie dodatków. Wyróżniamy przede wszystkim keratynę, kolagen, elastynę, proteiny mleka i inne. Sprawdzają się najlepiej w pielęgnacji włosów. Na skórę działają tylko powierzchniowo, ponieważ ich cząsteczki nie zdołają przeniknąć przez pory skóry (są za duże).
  • Kwasy hydroksylowe – substancje aktywne o działaniu złuszczającym, oczyszczającym, nawilżającym, pobudzającym syntezę kolagenu, które przenikają przez naskórek w głąb skóry, a przy tym wspomagają transport innym składników obecnych w kosmetyku.
Wyróżniamy kwasy AHA (α-hydroksylowe), BHA (ß-hydroksylowe) i PHA (polihydroksylowe). Każda z grup cechuje się innymi właściwościami, a także każdy kwas posiada trochę odmienne działanie i moc. Polecam zwrócić uwagę na kwas mlekowy i glukonolakton. Inne kwasy to np. migdałowy, kojowy, glikolowy, salicylowy.
Ich stosowanie wiąże się z regulowaniem pH fazy wodnej lub gotowego kosmetyku – trzeba je podwyższyć do min. 4, a max 6 dodając po trochu sody oczyszczonej lub mleczanu sodu; stosowaniem ochrony przeciwsłonecznej (tlenek cynku, olej z pestek malin lub kupne filtry), łuszczeniem skóry i możliwymi podrażnieniami.
Rozrzedzają emulsje lub całkowicie uniemożliwiają ich powstawanie, dlatego dla emulsji z kwasami konieczne jest zwiększenie stężenia emulgatora. Często stosuje się więcej niż jeden koemulgator, np. wosk pszczeli i alkohol cetylowy.
Więcej o kwasach przeczytacie w TYM i TYM poście.
  • Witaminy – dodawane w niewielkich ilościach (szczypta/krople) w fazie dodatków. Przed zakupem sprawdź, czy olej, który stosujesz, nie zawiera już gamy witamin. Być może ich zakup okaże się niepotrzebny ;)
  • Liposomy – są to zazwyczaj mieszanki kilku/kilkunastu składników aktywnych, których cząsteczki zostały „zamknięte” w kropelce tłuszczu. Błony komórkowe są zbudowane z dwuwarstwy lipidowej, a więc wszelkie tłuszcze mogą łatwo przez nie przenikać i wbudowywać się. Dodawane w fazie dodatków, działają w ścisłym zakresie pH.
  • Olejki eteryczne – oprócz zapachu posiadają szereg właściwości, charakterystycznych dla danego olejku. Dodajemy je zawsze w fazie dodatków i w niewielkich ilościach. Zazwyczaj olejki owocowe są mniej trwałe niż te ziołowe. Polecam olejki: ze słodkiej pomarańczy (piękny zapach, ujędrnia), z drzewa herbacianego (na wszystko!), pichtowy (również na wszystko).
  • Hydrolaty – wodne wyciągi ziołowe, różnią się od „herbatki ziołowej” sposobem otrzymywania i mniejszą ilością wartościowych składników. Najczęściej służą jako zamiennik wody destylowanej w fazie wodnej.
  • Maceraty – olejowe wyciągi ziołowe czy roślinne, które z powodzeniem można przygotować samemu. Więcej TUTAJ.
  • Ekstakty – czyste (proszek) lub wodne/glicerynowe/glikolowe. Owocowe i roślinne, ziołowe. Tutaj radzę wybierać te, które rzeczywiście mogą coś zdziałać, a nie tylko polepszać kolor/zapach kosmetyku (np. ekstrakt z truskawki). Zbyt duża ilość sypkich ekstraktów powoduje, że kosmetyki się lepi. Dodawane w fazie dodatków.
  • Różne – to składniki różnego pochodzenia, zaliczane jednocześnie do wielu grup (aktywne, nawilżające itp.). Posiadają charakterystyczne właściwości. Przykładem jest mocznik, który oprócz działania nawilżającego i zmiękczajęgo, działa też (w stężeniach powyżej 5%) keratolitycznie, czyli złuszczająco. Oprócz tego jest niestabilny, bo łatwo ulega w wodzie hydrolizie – dlatego wymaga stabilizatora, którym jest kwas mlekowy lub jego sól, mleczan sodu. Może też rozrzedzać emulsje. Na początek polecam wypróbować proporcje 3% mocznika + 2% kwasu mlekowego, a dla emulsji zastosować 4% MGS + 4% alk. cetylowego.
Glinki i algi
Surowce wykorzystywane przede wszystkim do maseczek oraz jako dodatek wzbogacający kosmetyki – niestety, nie rozpuszczają się. Cechą charakterystyczną jest zawartość wielu mikro i makroelementów, aminokwasów, witamin. Szczególnie polecam spirulinę, a także glinkę zieloną, o których przeczytacie TUTAJ.



Surowce myjące
Głównie pochodzenia roślinnego, substancje myjące (np. glukozyd laurylowy). Z ich pomocą uzyskamy szampony i żele. Moje doświadczenia nie są zbyt miłe z tego typu składnikami (post TU). Obecnie na rynku są już kosmetyki myjące z delikatnymi detergentami, więc robienie ich samemu radzę zostawić na później
.
Guma ksantanowa
Umożliwia tworzenie żelu, zagęszcza kosmetyki, ale też zwiększa ich lepkość. Niezbędna przy tworzeniu żeli myjących i szamponów.

Składniki, które znajdziesz w swoim domu lub pobliskim sklepie
Miód, żel lniany, żel z aloesu – jak pozyskać?, zioła, kawa, sok z żyworódki, surowce do peelingów – cukier, płatki owsiane. 


Metody tworzenia emulsji
  • Metoda na gorąco polega na umieszczeniu dwóch faz, olejowej i wodnej, w kąpieli wodnej. Po rozpuszczeniu składników, fazę olejową przelewamy do fazy wodnej i mieszamy. Tą metodę stosujemy przy większości emulgatorów, w tym MGS.
W fazie olejowej nie mogą znajdować się oleje nieodporne na podgrzewanie. Proces rozpuszczanie kontrolujemy, a przelewanie wykonujemy zaraz po rozpuszczeniu wszystkich składników, aby zbytnio nie przegrzewać olejów – mogą stracić swoje cenne właściwości.
  • Metoda na zimno jest zależna od użytego emulgatora.
Emulgator GSC - dodajemy do fazy wodnej i naczynie umieszczamy w kąpieli wodnej, aż do rozpuszczenia. Następnie mieszamy i odstawiamy do przestygnięcia. Na koniec dodajemy całą fazę olejową. Metoda ta umożliwia stworzenie emulsji na bazie olejów nieodpornych na podgrzewanie, jednak emulgator ten jest bardzo niestabilny, a emulsje posiadają konsystencję napowietrzonego musu.
Emulgator SLP – płynny emulgator, którego nie trzeba podgrzewać. Tworzy emulsje przez samo zmieszanie wszystkich składników (wszystkie fazy w jednym naczyniu), ale wymaga środka, który emulsję zagęści (np. gumy ksantanowej).
Inne formulacje kosmetyków
 

  • Kosmetyki składające się wyłącznie z tłuszczy – to masła, olejki i pomadki do ust. Ich tworzenie jest bardzo proste – polega na rozpuszczeniu maseł, olejów i wosku pszczelego, zamieszaniu i odstawieniu do stężenia. W zależności od dobranych proporcji uzyskamy gęste masło, płynny olejek lub pomadkę w sztyfcie.
  • Serum – kosmetyk składa się dwóch faz, olejowej i wodnej, ale nie zawiera emulgatora. Podczas potrząsania fazy na chwilę łączą się ze sobą, co ułatwia stosowanie. Jako fazę wodną można wykorzystać żel hialuronowy i/lub żel aloesowy, co wpłynie na żelową konsystencję kosmetyku. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby wykonać serum składające się tylko z fazy wodnej. Przygotowanie również jest bardzo proste – łączymy wszystkie składniki i przelewamy do opakowania.
  • Toniki – składają się tylko z fazy wodnej i rozpuszczonych w niej składników. Również wykonanie jest bardzo proste.

W następnej części zobaczycie jak wygląda tworzenie emulsji krok po kroku, w zdjęciach :)

20 czerwca 2013

Jak zrobić sobie podkład mineralny? Kolorówka.com

Witajcie :)
       Jeśli szukacie podkładu taniego, wydajnego, idealnie dopasowanego do Waszego koloru skóry oraz z naturalnym składem, to sklep Kolorówka.com wychodzi na przeciw Waszym oczekiwaniom. Nie wierzyłam, że taki podkład istnieje, a jednak.
       Wystarczy odrobinę cierpliwości i stworzymy swój własny mineralny kosmetyk. Koniec z zapychaniem porów, nieodpowiednim odcieniem i uczuciem ciężkości na twarzy!


       Swój podkład wykonałam według prostszej metody w oparciu o bazy: kosmetyczną i kolorystyczną. W tym przypadku składniki mieszamy w woreczku strunowym, nie potrzebujemy moździerza. A przy tym oszczędziłam kilka złotych :) Wybrałam SM Foundation Base Mix oraz Color Blend Nude.
SM Foundation Base Mix (10g/15,47zł)
źródło
  • Sericite Mica - Magnesium Myristate,
  • Titanium Dioxide,
  • Zinc Oxide,
  • Silk Powder,
  • Magnesium Stearate,
  • Allantoin
"Gotowa baza do podkładów – wystarczy tylko dodać do niej wybrane pigmenty lub bazy kolorystyczne.
Baza o dyskretnym, satynowym połysku, średnio kryjąca" Więcej tu klik.
źródło
Color Blend Nude (5ml/5,95zł)
  • Iron Oxides,
  • Titanium Dioxide,
  • Sericite Mica,
  • Magnesium Stearate
 Więcej tu klik.
       Zdjęcia wykonane przez Arsenic dokładniej odzwierciedliły odcienie Color Blends. Dlatego zdecydowałam się na Nude i nie zakupiłam żadnych innych kolorów, dzięki którym można zmienić barwę na bardziej chłodną/ciepłą/żółtą/oliwkową.
       Do wyboru jest również gotowy zestaw za 30zł, w którym znajdują się poszczególne składniki oraz pudełko na podkład, ale musicie jeszcze zaopatrzyć się moździerz. Cena podkładu idzie w górę, jak i czas przygotowania się wydłuża. Jeśli jednak odcień Waszej skóry znacząco nie odbiega od rozcieńczonych Color Blends pokazanych na stronie, możecie wybrać mój sposób.
       Ponadto możecie zaopatrzyć się w dodatki, które ulepszą Wasz podkład - bazę z filtrami UV, minerały zwiększające trwałość bądź inne. Obejrzyjcie ofertę sklepu i wybierzcie, co pasuje do Waszej skóry.
       Przejdźmy do praktyki.


       A wszystko polega wyłącznie na mieszaniu baz w woreczku strunowym :) Oczywiście dodawałam po trochu, aby nie przesadzić. Po dodaniu dwóch miarek i wymieszaniu sprawdzałam kolor. Na wypadek zbyt ciemnego podkładu, zostawiłam sobie ok 2ml bazy kosmetycznej w woreczku, aby móc w każdej chwili dodać i rozjaśnić. Ostatecznie idealny kolor uzyskałam po dodaniu mniej więcej połowy 5ml próbki Color Blend.
       Przesypałam do pudełeczka (polecam odciąć róg woreczka) i podkład gotowy! Łatwizna, prawda? :)


       Do nakładania używam pędzla Pierre Rene (10-11zł, Drogerie Polskie i inne). Sprawdza się bardzo dobrze, nie gubi włosia. Za taką cenę to udana inwestycja. Sposobów nakładania jest wiele: na mokrą twarz, mokrym pędzlem, suchym pędzlem + spryskanie twarzy lub suchym pędzlem na dobrze nawilżoną skórę. I ta ostatnia metoda sprawdza się u mnie najlepiej dzięki truskawkowemu kremowi, który idealnie nadaje się pod makijaż mineralny przez swoją właściwość powolnego wchłaniania się. Podkład ma się do czego "przyczepić". Dobre nawilżenie to podstawa - nałożony na suchą skórę zaczyna ją ściągać.
Koloryt wyrównany, prawda? :)
       Niewątpliwie zaletami podkładu mineralnego są trwałość, naturalny wygląd bez efektu maski, idealnie dobrany kolor oraz przede wszystkim naturalny skład, który nie zaszkodzi naszej skórze, a nawet będzie ją pielęgnował dzięki Silk Powder, czyli pudrowi jedwabnemu. Baza SM miała być średnio kryjąca i lekko satynowa. Uważam, że taka właśnie jest. Krycie można stopniować, jednak nadal jest to opcja dla tych z Was, które nie mają dużo do zakrycia (ale oferta Kolorówki jest bogata i każda znajdzie coś dla siebie, wystarczy poczytać). Cera wygląda promiennie, świeżo i naturalnie. A co bardzo ważne, przynajmniej dla mnie, w ogóle nie czuć podkładu na twarzy. Trwałość to cały mój dzień poza domem, czyli około 6-8h - i dopiero wtedy widzimy lekkie ścieranie się. Cena w stosunku do wydajności jest zaskakująco niska - za cały mój zestaw (bazy + pudełko bez przesyłki) oraz pędzel zapłaciłam ok 35zł, a podkładu na jedną aplikację zużywa się bardzo mało - myślę, że starczy mi go na jakieś pół roku.
       Polecam podkład z Kolorówki każdej z Was. To zdrowa alternatywa dla podkładów drogeryjnych, możliwość stworzenia własnego koloru i kosmetyk, który spełnia wszystkie nasze oczekiwania. Jestem nim zachwycona i nie zamieniłabym go na żaden inny :)

EDIT: Nowa, lepsza wersja podkładu została opisana TUTAJ.

16 czerwca 2013

DIY Truskawkowy krem do twarzy z olejem ze słodkich migdałów.

Witajcie :)
       Lubicie truskawki? Bo ja uwielbiam za smak, kolor i zapach. A od niedawna również za to, że mogę je umieścić we własnoręcznie robionym kremie. Zapraszam Was na kolejny przepis, tym razem z recenzją :)

       Ekstrakt z soku truskawki pachnie słodko, truskawkowo, intensywnie i przyjemnie. W zależności od zawartości w kremie (max 5%), nadaje mu mniej lub bardziej różowy kolor i słodki zapach.Wreszcie mogę zatuszować smrodek kwasu HA oraz w kremie dla mamy - elastyny i kolagenu. A ponadto ekstrakt z soku truskawki:
"Zawiera znaczne ilości cukrów ok. 10%, antocjany głównie fragarynę, polifenole, flawonoidy, kwasy organiczne: cytrynowy, jabłkowy, chinonowy, salicylowy. Kwas elagowy, kwas galusowy, elagotaniny, aminokwasy oraz wiele witamin: C ok. 100mg/100g, witaminy z grupy B,E,K,PP. Jest źródłem znacznej ilości składników mineralnych w tym żelaza, fosforu, wapnia, siarki, potasu, jodu, bromu.

Sok z owoców truskawki stosowany zewnętrznie działa sciągająco, delikatnie oczyszcza i zwęża pory skóry; leczy trądzik, wypryski i liszaje. Działa odżywczo, antyoksydacyjnie,  wygładza, rozjaśnia, ujędrnia suchą, zwiotczałą cerę. Stymuluje lepsze ukrwienie skóry, poprzez wspomaganie procesu syntezy kolagenu wpływa na jędrność i elastyczność skóry, wzmacnia ścianki naczyń krwionośnych, rozjaśnia skórę i wpływa na spłycenie zmarszczek". źródło
       Oczyszczanie i zwężanie porów do działanie zawartych kwasów organicznych, mi.n. kwasu salicylowego. Wspomaganie procesu syntezy kolagenu - białka, które zapewnia naszej skórze elastyczność i młody wygląd, to zasługa obecności witaminy C w dużym stężeniu, bo aż 100mg/100g. Nawiasem mówiąc, zjadając 100g truskawek, dostarczamy organizmowi dzienną dawkę witaminy C.


       Ale nie tylko truskawki odgrywają tu wielką rolę. Drugim wspaniałym składnikiem jest olej ze słodkich migdałów. To właśnie dzięki niemu moje kremy zyskały iście "drogeryjną" konsystencję. Krem wchłania się wolniej, nie znika pod palcami. W pierwszych dniach nie mogłam się nadziwić i masowałam twarz znacznie dłużej :) Teraz trochę o jego właściwościach oraz dlaczego wybrałam właśnie ten olej:
"Olej migdałowy jest jednym z najlepszych olejów kosmetycznych. Nadaje się do każdego rodzaju skóry, rozprowadzony nie daje efektu ciężkości (tłustości), jest dobrze wchłaniany. Polecany szczególnie do pielęgnacji skóry dziecka (jest bardzo łagodny, nie drażni, uspokaja). Doskonały do masażu. Olej migdałowy stosowany jest w leczeniu egzemy, łuszczycy. Do pielęgnacji skóry suchej, podrażnionej. Zawiera witaminy: A, B1, B2, B6, D i E". źródło Komedogenność 2, w skali 1-5. Zatem niska, więc i olej jest bezpieczny.
       Wybrałam olej ze słodkich migdałów, ponieważ ma niską komedogenność i jego cena jest przystępna. Możecie go znaleźć w sklepach zielarskich/aptekach w cenie 10-14zł/100ml. W sklepach z półproduktami nie wychodzi już tak tanio. Nie oczekiwałam wiele, ale to, jak poprawił konsystencję moich kremów, mianowało go na ulubieńca.


       Przejdę wreszcie do sedna - oto przepis. A w nim same dobroci - ukochane mleczko pszczele (o jego właściwościach przeczytacie w tym poście), oczywiście wymienione olej i ekstrakt truskawkowy oraz kwas hialuronowy.
       Szczegóły wykonania zobaczycie w poście o robieniu kremów, w części praktycznej, która powinna pojawić się w niedługim czasie. Dodam jedynie, że ekstrakt rozpuszczamy w fazie wodnej.


       Lekko różowy kremik o zapachu pudrowych cukierków (jeśli wiecie, o czym mówię). Już wiem, że przy 4% pachnie lepiej, bardziej truskawkowo i tak zrobię następnym razem. Konsystencja oczywiście idealna - kremowa, jedwabista. Wchłania się w tempie normalnym, dłuższym niż moje poprzednie mazidła, ale o to właśnie chodziło (tamte robiły to zbyt szybko). Świetnie nawilża, idealny pod makijaż, szczególnie mineralny (a udowodnię to już niedługo). Stosowałam na noc i na dzień przez miesiąc, obecnie zostało mi go na kilka użyć. Zmniejszę jeszcze zawartość oleju o 5%, ponieważ nadchodzące upały mnie do tego zmuszają. Gdy jest chłodno, jako krem na dzień jest ok. Jednak lato i gorąc wymagają mniejszej tłustości :)
       Nie zauważyłam wysypu zaskórników, czyli zapychania. I to już wiele mówi o nim dobrego. Staram się oczyścić swoją skórę, w głowie szaleją już pomysły. Pierwszy krok zrealizowany - krem naturalny, bez zapychania. Nie było również żadnego podrażnienia (ale wrażliwcy powinni uważać na ekstrakty).
       Dotarłam do celu, mam krem dla mnie idealny. Na razie nie wymyślam nic nowego, bo ten sprawdza się w 100%. Prób i kremów było wiele, ale opłacało się :)

EDIT: W związku ze zmianą spojrzenia na składniki kosmetyków, nie polecam już tego kremu. Więcej w: post o półproduktach, post o olejach.

5 czerwca 2013

Podsumowanie kuracji suplementem diety SILICA.

Witajcie :)
       Skończyłam prawie trzy opakowania Silici i przestałam - uświadomiłam sobie, że nie chcę męczyć wątroby. Wolę wzmocnić włosy i paznokcie od zewnątrz. Stąd też w zamówieniu z ZSK znalazło się kilka półproduktów specjalnie do tego przeznaczonych.
     
Efekty po 3 miesiącach
Włosy - chociaż na początku byłam zaskoczona tak szybkim zahamowaniem wypadania, to po miesiącu wszystko wróciło. Dalsze łykanie tabletek w pewnym stopniu pomagało, jednak moje włosy nie zostały wzmocnione. Baby hair pojawiły się tylko w pierwszym miesiącu, później już nie. Obecnie wypadają dość często, przy czesaniu i myciu, jednak nie w tak ogromnych ilościach jak przed rozpoczęciem kuracji.
Paznokcie - tutaj na efekty musiałam poczekać dość długo, bo aż 2 miesiące. Płytka stała się grubsza (kiedyś była cieniuteńka) i to zauważalnie. Przestały się rozdwajać, zadzierać, urosły naprawdę długie. Najbardziej zachwyciła mnie ich twardość - nie można ich ugiąć. Jeszcze nigdy nie miałam tak twardych paznokci!

       Podsumowując - na włosy nie polecam, ale paznokcie wzmocni. Jednak wybierajcie suplementy diety z rozwagą. Bezmyślne łykanie tabletek nie wyjdzie nam na zdrowie. Każda tabletka to obciążenie dla wątroby. Dlatego jestem zdania, że lepiej pielęgnować od zewnątrz w połączeniu ze zdrową dietą.
       Niestety długo nie nacieszyłam się moimi pazurkami - musiałam je ściąć, aby uniknąć połamania przy przeprowadzce. Potem wielkie sprzątanie w nowym mieszkaniu kompletnie zniszczyło mi paznokcie. Ale nie woda, a płyn do naczyń Pur. Wcześniej używałam Fairy i nic mi się działo. Teraz musiałam jeszcze bardziej je spiłować, bo wszystkie się rozdwoiły!
       Od dziś zaczynam nową pielęgnację paznokci, aby znowu je zapuścić.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...