14 listopada 2015

DIY Krem do twarzy na noc - skóra sucha.

Witajcie :)
Kolejny kosmetyk dla skóry suchej, tym razem krem do twarzy. Idealny na obecną porę roku, podczas stosowania kwasów w pielęgnacji oraz dla skóry z natury suchej, wymagającej. Zapraszam!


Skład:   (proporcje na 50g)
Faza olejowa (25%):
MGS 4%   (2,0g)
Alkohol cetylowy 4%   (2,0g)
Masło shea 9%   (4,5g)
Olej z kiełków pszenicy 8%   (4,0g)

Faza wodna (70%):
Woda 65%   (32,5g)
Żel hialuronowy (1%)    5%   (2,5g)
Alantoina   (szczypta)

Faza dodatków (5℅):
Olej z orzechów włoskich 5%   (2,5g)
Olejek eteryczny z pomarańczy słodkiej   (3 krople)
FEOG   (10 kropli)

Sposób wykonania analogiczny do tego przepisu KLIK
Podstawy tworzenia kosmetyków znajdziesz w linkach poniżej.

Wykonanie kremu nie powinno sprawiać kłopotów, gdyż skład jak zawsze jest prosty :) Konsystencja jest średnio gęsta, treściwa. Mimo to, po chwili od nałożenia na skórę, krem wchłania się i pozostawia skórę nawilżoną i natłuszczoną. Stąd idealnie nadaje się do stosowania na noc.
Głównymi składnikami odżywczymi są tłuszcze, dobrane na zasadzie kompozycji trzech kwasów tłuszczowych: nasyconych (masło shea), jednonienasyconych (olej z kiełków pszenicy) i wielonienasyconych (olej z orzechów włoskich). 
Za nawilżenie i łagodzenie podrażnień odpowiadają kwas hialuronowy i alantoina. Natomiast olejek z pomarańczy słodkiej, oprócz pięknego zapachu, w połączeniu z olejem z kiełków pszenicy tworzy zgrany duet ujędrniający :)
Jak napisałam na wstępie, krem ten przeznaczony jest dla skóry suchej ( <40lat, ponieważ dojrzalsze cery potrzebują jeszcze bardziej treściwych kremów). Obecne w składzie masło shea może działać na niektóre osoby komedogennie, dlatego odradzam dodawanie go, jeśli Wasza skóra jest podatna na zatykanie porów.
Natomiast w kuracji kwasami możemy sobie pozwolić na małe odstępstwo od reguły - łuszcząca się skóra potrzebuje mocnego nawilżenia i natłuszczenia, musimy też chronić nowy, odsłonięty naskórek. Dlatego i w tym przypadku polecam ten przepis :)

31 października 2015

DIY Balsam do ciała z mocznikiem - skóra sucha.

Witajcie :)
Zawitała złota polska jesień! Piękny krajobraz, ale niskie temperatury źle wpływają na skórę, zwłaszcza rąk i twarzy. Dziś zaprezentuję Wam przepis na balsam do ciała o gęstej, treściwej konsystencji z dodatkiem mocznika, aby zapobiec jesienno-zimowemu przesuszeniu. Zapraszam!


Skład:   (proporcje na 100g)
Faza olejowa (25%):
MGS 4%   (4,0g)
Alkohol cetylowy 4%   (4,0g)
Masło shea 6%   (6,0g)
Masło kakaowe 6%   (6,0g)
Olej kukurydziany 5%   (5,0g)

Faza wodna (70%):
Woda 68,5%   (68,5g)
Mocznik 1%   (1,0g)
Kwas mlekowy 0,5%   (0,5g)
Alantoina   (szczypta)

Faza dodatków (5%):
Olej z orzechów włoskich 5%   (5,0g)
Olejek eteryczny miętowy   (3 krople)
FEOG   (20 kropli)

Sposób wykonania analogiczny do tego przepisu KLIK
Podstawy tworzenia kosmetyków znajdziesz w linkach poniżej.

Film z instrukcją krok po kroku na wykonanie podobnego balsamu.
Balsam posiada na tyle gęstą konsystencję, że polecam przechowywać go w słoiczku. Z podanych proporcji otrzymałam piękny budyniowy kolor. Miętowy aromat działa orzeźwiająco, ale nic nie stoi na przeszkodzie, aby stworzyć jesienną kompozycję zapachową - olejki eteryczne wybieramy według uznania.
Obecność kwasu mlekowego (lub innego, np. glukonolaktonu) jest spowodowana niestabilnością mocznika, którą to kwas reguluje. Zmieniamy pH, a więc fazę wodną należy doprowadzić za pomocą niewielkiej ilości sody oczyszczonej do wartości 7, czyli odczynu obojętnego. 
Stężenie mocznika w preparatach, od których oczekujemy nawilżenia i zmiękczenia, nie powinno przekraczać (wg mnie) 3-4%. Z własnych obserwacji wiem, że już 6% stężenie działa keratolicznie, a więc skóra zacznie się łuszczyć. 
Podane stężenie mocznika można więc zwiększyć, a przy tym również odpowiednio stężenie kwasu mlekowego.

Kosmetyk ten bardzo dobrze nawilża i natłuszcza skórę (polecam stosować na noc). Kompozycja olejów i maseł dostarcza wszystkich kwasów tłuszczowych: nasyconych, jednonienasyconych i wielonienasyconych. Zawarty w nim mocznik zmiękcza szorstką, popękaną skórę i pobudza ją do regeneracji. Alantoina łagodzi podrażnienia.
Moje dłonie, jak co roku o tej porze, były w naprawdę złym stanie - suche do tego stopnia, że skóra zaczynała się łuszczyć. Po kilku dniach stosowania balsamu powróciły: gładkość, nawilżenie, miękkość. Dłonie jak nowe :) Balsam stosuję również na inne partie ciała, które tego potrzebują. Znakomicie sprawdza w pielęgnacji skóry nóg po depilacji oraz na suche łokcie.
Na obecną porę roku, dla skóry suchej i wymagającej przepis ten jest idealny. Polecam! :)

12 września 2015

DIY Mineralny róż do policzków.

Witajcie :)
Kolejnym kosmetykiem kolorowym, który możemy zrobić sobie same jest róż do policzków. Zaprezentuję Wam prosty sposób na stworzenie go w wersji sypkiej. Zapraszam!

Potrzebne nam są:
  • Baza SM do cieni.
  • Wybrane miki: Peach Fuzz, Bordeaux, Brilliant Rose, Indian Red.
  • Słoiczek/woreczek strunowy.
  • Słoiczek z sitkiem do przechowywania.
Wszystkie składniki mieszamy w słoiczku/woreczku strunowym i gotowe!

Róż nr 1.
Skład:
  • 3 miarki Indian Red
  • 6 miarek Peach Fuzz
  • 3 miarki Brilliant Rose
  • 3 duże miarki Bazy SM
Otrzymany róż jest bardzo delikatny, w klasycznym odcieniu, sprawdzi się świetnie na cerze o tonacji chłodnej. Pigmentacja na poziomie średnim, więc nie ma obaw o zrobienie sobie nim plam. Zawarte w nim miki dodają odrobinę połysku przez co ożywiają makijaż twarzy.

Róż nr 2.
Skład:
  • 3 duże i 2 zwykłe miarki Bazy SM
  • 2 duże miarki Bordeaux
Róż znacznie ciemniejszy, o silnej pigmentacji - szalenie wydajny, ale trzeba uważać, aby nie przesadzić z ilością. Świetny dla karnacji o odcieniu ciepłym. Swym lekko bordowym, zgaszonym kolorem wyróżnia się na tle często spotykanych róży. Również nadaje skórze delikatnego blasku.


Trwałość róży jest taka sama jak podkładu mineralnego, czyli aż do zmycia :) Świetnie się je nakłada, rozciera, a efekt jaki dają jest wspaniały - naturalne zaróżowiona cera, ożywiona, z blaskiem. Przygotowanie zajmuje chwilę i nie potrzeba tutaj moździerza. Jak widzicie Baza SM ma wiele zastosowań - cienie do powiek, pomadki i róże. Dlatego wato się w nią zaopatrzyć podczas zakupów w Kolorówce. Serdecznie Wam polecam! Stwórzcie swój wymarzony róż :)

6 kwietnia 2015

DIY Pasta do mycia twarzy z glinką zieloną.

Witajcie :)
Przepis na pastę przypadnie do gustu tym z Was, które podobnie jak ja, nie lubią drażniących i wysuszających żeli do mycia twarzy. Owa pasta nie zawiera bowiem w sobie detergentów, ale jest to emulsja z ziołami, olejkami eterycznymi i glinką zieloną. Zachęcam do wypróbowania!


Skład:   (proporcje na 100g)
Faza olejowa: 10%
MGS 3%   (3,0g)
Alk. cetylowy 3%   (3,0g)
Olej kukurydziany 4%   (4,0g)

Faza wodna: 90%
Woda destylowana 90%   (90,0g)
Alantoina   (szczypta)

Faza dodatków:
FEOG   (15k)
Glinka zielona   (15,0g)
Pokrzywa    (0,5g)
Mięta   (0,5g)
Olejek eteryczny miętowy i pichtowy  (po 1 kropli)

Sposób wykonania analogiczny do tworzenia emulsji. Więcej informacji w postach:
Jak zrobić sobie krem? - teoria. 
Jak zrobić sobie krem? - teoria po raz II.
Jak zrobić sobie krem? - w praktyce.
 

Po zrobieniu emulsji dodajemy kolejno składniki z fazy dodatków.


Choć kolor nie jest zbyt piękny, to działanie jak najbardziej jest godne polecenia. Delikatnie i zarazem dokładnie oczyszcza skórę z makijażu i zanieczyszczeń .Nie czuć po jej użyciu nieprzyjemnego ściągnięcia skóry. Dodatkowo taką pastę możemy użyć jako maskę do twarzy. W tej roli również świetnie się sprawdza - daje nam uczucie chłodzenia, ukojenia i oczyszczenia skóry. W takiej postaci glinka zielona nie zasycha i nie musimy martwić się o kilkakrotne spryskiwanie twarzy wodą. Poza tym stojąc na półce w łazience jest zawsze pod ręką, co zachęca do regularnego stosowania masek :)
Przepis oczywiście można dowolnie modyfikować - zmieniać zioła, olejki eteryczne (na np. z drzewa herbacianego, lawendowy) czy dobrać ulubiony olej. Polecam :)

20 marca 2015

DIY Kolorowa pomadka do ust - wersja matowa.

Witajcie :)
Ostatnio zapragnęłam na ustach matowych kolorów, więc stworzyłam kolejne cztery odcienie mineralnych pomadek. W poprzednim wpisie znajdziecie pełną instrukcję, dziś to kolejne przepisy. Zapraszam!


Jak otrzymać matowe kolory z perłowych mik?
Wystarczy utrzeć miki z bazą do cieni w moździerzu. Ot, tyle :) Po dokładnym roztarciu przesypujemy minerały do roztopionej bazy do pomadek i postępujemy według wcześniejszego schematu (Instrukcja).

Pomadka nr 1 - matowy róż "nude"
1 duża szczypta Bazy do cieni
2 szczypty Brilliant Rose
2 szczypty Peach Fuzz
2 szczypty Indian Red
+1,5 g Bazy do pomadek
Pomadka nr 2 - średni, stonowany róż, z tonami pomarańczy
2 duże szczypty Bazy do cieni
1 duża szczypta Bordeaux
1 duża szczypta Indian Red
1 duża szczypta Brilliant Rose
+ 1,5 g Bazy do pomadek


Pomadka nr 3 - brzoskwiniowa
1 duża + 1 szczypta Bazy do cieni
1 duża szczypta Indian Red
+ 1,5 g Bazy do pomadek
Pomadka nr 4 - pomarańczowa czerwień
1 duża szczypta Bazy do pomadek
1 duża szczypta tlenek Czerwień żelazowa
1 duża + 1 szczypta Bordeaux
+ 1,5 g Bazy do pomadek


Dzięki roztarciu w moździerzu wszystkich pigmentów pomadki zyskały jeszcze lepszą, kremową konsystencję. Nakładanie ich i noszenie na ustach to przyjemność :) Trzymają się swojego miejsca, nie spływają z ust. Trwałość aż do jedzenia. A przy tym wszystkim oczywiście nawilżają i chronią usta. W niczym nie ustępują tym sklepowym, a nawet są od nich dużo lepsze.
Zachęcam Was, aby oprócz pielęgnacji tworzyć też kolorówkę ;)

4 marca 2015

DIY Serum z kwasem mlekowym i mocznikiem.

Witajcie :)
Po ostatnich zakupach półproduktowych postanowiłam lekko zmodyfikować przepis na serum z kwasem mlekowym. Dziś zapraszam na instrukcję krok po kroku, jak takie serum wykonać :)


Skład:   (proporcje na 30g)
Kwas mlekowy [80%]   12%   (3,6g)
Mocznik   3%   (0,9g)
Żel hialuronowy [1%]   31%   (9,3g)
Żel z aloesu    34%   (10,2g)      Jak pozyskać żel z aloesu?
Alantoina    (szczypta)
FEOG     (6 kropli)
Olej z kukurydzy  20%   (6,0g)
Olejek eteryczny z pomarańczy słodkiej   (4 krople)

 Informacje na temat tworzenia kosmetyków znajdziesz w zakładce Jak zrobić sobie krem?

  • Przed przystąpieniem do odmierzania dezynfekujemy wszystkie rzeczy, które będą mieć kontakt ze składnikami i gotowym kosmetykiem. Pozyskujemy żel z aloesu.
  • Odmierzamy składniki i umieszczamy w naczyniu: kwas mlekowy, mocznik, żel hialuronowy i z aloesu.
  • Następnie dodajemy alantoinę i konserwant.
  • Ustalamy pH w granicy 4-6, aby uzyskać średnio pomarańczowy kolor na papierku uniwersalnym. W tym celu dodajemy po trochu sody oczyszczonej (lub mleczanu sodu), odmierzanej małymi szczyptami.
  • Naturalnym efektem jest wydzielanie się gazu, które przyspieszamy mieszając spieniaczem do mleka.

  • Na koniec dodajemy olej kukurydziany i olejek eteryczny z pomarańczy słodkiej.
  • Tak prezentuje się gotowe serum, przed wstrząśnięciem.
Po wstrząśnięciu
O działaniu serum, a więc o działaniu kwasu mlekowego przeczytacie w poprzednim przepisie. Tam też znajdują się zdjęcia porównujące stan mojej cery sprzed stosowania kwasu i po dwóch miesiącach.
Nowa wersja serum powstała, ponieważ wzbogaciłam się o dwa nowe składniki: olej z kukurydzy, mocznik i jeden znany - olejek z pomarańczy słodkiej. Oprócz znanego mi już działania kwasu mlekowego, czyli oczyszczania skóry z zaskórników i zapobieganiu przetłuszczaniu się strefy T, serum zyskało nowe właściwości:
  • Olejek z pomarańczy słodkiej zapewnia ujędrnienie i przepiękny zapach świeżo wyciśniętego soku z pomarańczy.
  • Olej kukurydziany wspólnie z w/w olejkiem dopełnia efekt "soku z pomarańczy", radując oczy pięknym kolorem. Ponadto mocno odżywia skórę i zapobiega wysuszeniu jeszcze lepiej niż jego poprzednik, olej z pestek dyni. Wiąże się to z jego ciężkością i składem - jest to odpowiednik oleju z kiełków pszenicy.
  • Mocznik wyraźnie zmiękcza skórę. Staje się ona tak miła i delikatna, że mam ochotę ciągle ją dotykać, gładzić :)
Nowy przepis jeszcze bardziej zachęca mnie do stosowania serum. Jest przyjemne w aplikacji, pięknie pachnie i wygląda, a działanie zachwyca mnie każdego wieczora. Starsza wersja również jest bardzo dobra i właściwie w ogóle bym jej nie zmieniała, gdyby nie zakupy :) 
Dobór oleju do serum zależy od Waszych preferencji. Zimą olej kukurydziany (a także z kiełków pszenicy) jest idealny, ale na wiosnę proponuję zmniejszyć stężenie tego oleju lub zastąpić go lżejszym.

Czujecie się zachęcone? ;)

25 lutego 2015

Opakowania All In Packaging - recenzja.

Witajcie :)
Opakowania na kosmetyki ręcznie robione powinny nie tylko być funkcjonalne, ale też łatwe do mycia. Na nic nie przyda się opakowanie, którego nie sposób wykorzystać ponownie. Najlepszymi, bo najbardziej higienicznymi, są opakowania air-less. Niestety, nie każdy air-less jest przyjemny w użytkowaniu, a już totalną, jednorazową tandetą są te z ZSK. Natomiast opakowania All In Packaging to zupełnie inna bajka :)

I opakowanie KLIK i III opakowanie KLIK
Air-lessy otwierają się tylko od góry. Aby zdjąć "głowę" opakowania musimy użyć siły, tym bardziej w  przypadku opakowania nieprzezroczystego.

Oba opakowania są pojemności 50ml, a nie 100 ;)
  • Na samym dnie znajduje się tłok, który pod wpływem ubytku kosmetyku przesuwa się do góry. Jest na tyle dobrze dopasowany, że krem nie wypływa, a ścianki pozostają czyste.

  • Opakowania dozują krem w odpowiedniej ilości, wystarczającej na pokrycie skóry twarzy i szyi. Dozownik chodzi płynnie, nie zacina się. Jednak trzeba uważać, zwłaszcza z rzadszymi emulsjami, bo zbyt szybkie naciśnięcie powoduje wystrzał kremu ;)
  • Buteleczka stoi stabilnie, nie przewraca się jak to bywa w przypadku zbyt wąskich opakowań.
  • Mycie nie sprawia problemu. Nie ma tutaj zakamarków, których nie można domyć.
  • Opakowania są wykonane z grubszego, sztywnego plastiku - z pewnością posłużą nam przez długi czas.
Pojemność 50ml.
  • Butelka z pipetką, wbrew pozorom, nie jest szklana, a plastikowa. Przez to jest lekka, a ja nie muszę się martwić, że ją stłukę.
  • Pipeta dozuje bezproblemowo. 
  • Podobnie jak air-lessy, buteleczka jest wykonana z grubego plastiku.
  • Łatwo się czyści, a całe opakowanie prezentuje się elegancko.
  • Mankamentem jest tutaj długość pipety - przypuszczam, że jest to niedopatrzenie osoby pakującej (wiele opakowań All In Packaging jest sprzedawanych na części, czyli oddzielnie zakrętka/kroplomierz i buteleczka). Gdy kosmetyk będzie się kończył, można przechylić buteleczkę i nabrać go pipetą, więc bez obaw, da się wykorzystać go do końca ;)
Z opakowań jestem bardzo zadowolona i polecam Wam przejrzeć asortyment, ponieważ jest ogromny i wyszukany. Niestety tylko niektóre opakowania są dostępne w detalu, ale mam nadzieję, że w przyszłości firma zajmie się też sprzedażą małych ilości, bo z chęcią zaopatrywałabym się w ich opakowania :)

Znacie opakowania All In Packaging?

2 lutego 2015

DIY Mineralny korektor pod oczy i na niedoskonałości.

Witajcie :)
Gdy decydujemy się na zrobienie własnego podkładu mineralnego z Kolorówki, warto pomyśleć też o korektorze. Jedyną rzeczą, jaką musimy dokupić to dwutlenek tytanu, który pozwoli zwiększyć krycie. Wykonanie jest bardzo proste - po prostu lekko modyfikujemy podkład. Najlepsze w tym wszystkim jest oczywiście to, że otrzymamy kosmetyk naturalny i dopasowany do potrzeb naszej skóry.


Skład: 
Podkład mineralny    0,6g
Dwutlenek tytanu    3 duże szczypty/ok. 0,15g
Pigment tlenek pastelowy   1 szczypta
[Jak wygląda szczypta i duża szczypta - KLIK.]

Sposób wykonania
W moździerzu ucieramy podkład i dwutlenek tytanu, którego dodajemy w zależności od potrzeb, a więc intensywności krycia. Dwutlenek tytanu silnie rozjaśni mieszankę, dlatego konieczne jest dodanie jeszcze odrobiny kolorowego tlenku, którego użyłyśmy do produkcji podkładu.


Za pomocą czterech kolorowych tlenków, dołączonych do zestawu podkładu, możemy zmienić korektor tak, aby niwelował zaczerwienienia (zielony), czy też był bardziej żółty.


Swój korektor pozostawiłam w odcieniu podkładu tylko trochę jaśniejszym. Taka opcja idealnie sprawdzi się pod oczy, aby zakryć cienie i rozświetlić skórę, celem odwrócenia uwagi od worków/wpukleń (np. dolina łez).
Krycie korektora jest bardzo dobre. Może być większe i kto wie, czy kiedyś nie sypnę więcej dwutlenku tytanu, ale na dzień dzisiejszy taki mi odpowiada. Korektor kryje, co ma zakryć. Zobaczcie same ;)


Korektora używam też do zakrywania punktowych niedoskonałości, które czasem pojawiają się na mojej cerze. Sprawdza się w tej roli bardzo dobrze, ale na typowo czerwonych/różowych zmianach już nie - tutaj przydałby się korektor o zielonym odcieniu.
Nie osypuje się, bardzo dobrze przylega do skóry i stapia się z jej odcieniem. Odbija światło dzięki czemu skóra wygląda na gładką, bez zagłębień. Jest leciutki, a mimo to dobrze kryje. Trwałość - praktycznie aż do zmycia. Wydajność - jak to minerały, ogromna.
Minusów nie widzę i szczerze polecam :)

25 stycznia 2015

DIY Serum do twarzy z kwasem mlekowym.

Witajcie :)
Dzisiejszy przepis to ciąg dalszy planu oczyszczania skóry twarzy, a głównie czoła, nosa i policzków, z zaskórników zamkniętych i otwartych. W poprzednim poście wychwalałam działanie glukonolaktonu, jako łagodnego, ale skutecznego kwasu. Jednak kobieta zmienną jest i trzy miesiące temu postanowiłam wypróbować kwas mlekowy. Przy okazji stworzyłam nowy przepis na serum, którego głównym zadaniem miało być intensywne nawilżanie skóry, aby kwas jej nie przesuszył.


Skład:   (proporcje na 15g)
Kwas mlekowy [80%]   12%   (1,8g)
Żel hialuronowy [1%]   34%   (5,1g)
Żel z aloesu    34%   (5,1g)      Jak pozyskać żel z aloesu?
Alantoina    (szczypta)
FEOG     (3 krople)
Olej z pestek dyni   20%    (3,0g)
Olejek eteryczny    (2 krople)

Informacje odnośnie tworzenia kosmetyków znajdziesz w zakładce Jak zrobić sobie krem?
Serum jest bardzo proste w wykonaniu. Mieszamy wszystko w jednym naczyniu, nic nie grzejemy. Jedyną czynnością wymagającą uwagi jest ustalenie odpowiedniego pH. Pamiętamy o dezynfekcji!
  1. 4 pierwsze składniki odmierzamy i mieszamy razem.
  2. Ustalamy pH na poziomie 5-6, dodając sody oczyszczonej/mleczanu sodu.
  3. Konserwujemy FEOGiem.
  4. Dodajemy olej i olejek eteryczny.

Po wstrząśnięciu serum posiada konsystencję żelu z rozproszonymi w nim drobinkami oleju. Jest to (według mnie) o wiele przyjemniejsza w użyciu forma stosowania kwasów, tym bardziej, że takie serum śmiało zastępuje mi krem na noc. Ponadto nie marnujemy produktu, jak to jest w przypadku tonik + wacik kosmetyczny.

Żel przyjemnie rozprowadza się na skórze, nic nie spływa. Wchłania się bardzo szybko. W pierwszej chwili w miejscach "nadających się do oczyszczenia", a więc rozszerzone pory, zaskórniki i wypryski, czuję lekkie pieczenie, a skóra lekko się zaczerwienia. Ta lekka, punktowa różowość schodzi po 2-3 minutach. Pieczenie trwa kilka sekund.
Już pierwsza reakcja skóry na kwas mlekowy daje nam dowód, że coś się dzieje i kwas ten rzeczywiście działa.
Kwas hialuronowy, czysty żel z aloesu i olej dbają o prawidłowe nawilżenie i natłuszczenie skóry. Po wchłonięciu przez skórę serum nie czuję dyskomfortu czy ściągnięcia. Niewątpliwie największy udział ma tutaj świeży, czysty i 100% żel z aloesu, który wspaniale łagodzi i nawilża. Nie trzeba się też obawiać łuszczenia skóry - bardzo łatwo zakamuflować je podkładem mineralnym. Ale musimy pamiętać o ochronie przeciwsłonecznej - ja polecam olej z pestek malin.

Jak stosować serum z kwasem mlekowym?
Odpowiedź da nam nasza własna skóra - po kilku dniach zacznie się łuszczyć i wołać o bogatszy krem. U mnie schemat wygląda tak, że stosuję serum 3-4 dni z rzędu, potem zastępuję go kremem na noc, a w następnych dniach wykonuję peeling kawowy + maseczka i znów serum itd.
Jeśli nigdy wcześniej nie stosowałaś kwasów w pielęgnacji - przeczytaj mój poprzedni post - KLIK.

Efekty 
Skóra po tych wszystkich zabiegach, jest... wspaniała! Jędrna, gładka, nawilżona i co najważniejsze - czysta. Zaskórniki zamknięte na policzkach stopniowo "wychodzą ku górze", co daje możliwość ich pozbycia się. Rozszerzone pory na czole zostały oczyszczone i zwężone. Nie pojawiają się już bolące, ropne zmiany. Czoło stało się gładkie, czyste, z dosłownie pojedynczymi zaskórnikami, które czekają w kolejce, by je wytępić ;) Drobne przebarwienia po dawnych krostach zostały rozjaśnione, a następnie zniknęły kompletnie. Podczas zmian hormonalnych, gdy jakiś wyprysk zechce się pojawić, kwas mlekowy rozprawia się z nim z 1-2 dni i pozostaje tylko strupek, który bardzo ładnie się goi, nie pozostawiając śladów.
Największym jednak zaskoczeniem okazało się zmniejszenie przetłuszczania czoła, które doprowadzało mnie do depresji w czasie, gdy nosiłam grzywkę. Wszystkie wyżej wymienione efekty zaczęłam dostrzegać po miesiącu stosowania i oczyszczanie trwa nadal, a stosuję serum już trzeci miesiąc. Jest to o wiele szybsze działanie niż glukonolaktonu, dlatego serum stało się obecnie moim zimowym ulubieńcem :)
Jedyne z czym obecnie kwas mlekowy sobie nie radzi, to zaskórniki otwarte na nosie. Ale patrząc na pozostałe plusy, mogę na to przymknąć oko ;)
Nie doświadczyłam wysypu niedoskonałości, jednak jest to spowodowane tym, że płynnie przeszłam z glukonolaktonu na kwas mlekowy, więc skóra była przyzwyczajona do kwasów.


Etapy oczyszczania skóry na czole

Po lewej stan sprzed stosowania kwasów. Po prawej efekt po 3-4 miesiącach stosowania glukonolaktonu. Poprawa była naprawdę duża, ale jeśli się przyjrzycie, to dostrzeżecie dużo rozszerzonych porów. Mimo informacji w internecie, skóra przyzwyczaja się do glukonolaktonu i nie dostrzegałam tego, aby kwas działał nadal, a jedynie podtrzymywał stan obecny.


Po dwóch miesiącach z kwasem mlekowym moje czoło wygląda tak. Bez wyprysków, bez przetłuszczania, bez rozszerzonych porów! Skóra wreszcie jest gładka. W kolejce do oczyszczenia zostały około 3 zaskórniki zamknięte.


Policzka wreszcie gładkie, bez białych grudek pod skórą, czyli najbardziej uporczywych zaskórników zamkniętych. Najpierw "wyszły" ku górze, a potem pozbyłam się ich peelingiem.

Za tak pozytywne działanie kwas mlekowy otrzymuje miano - Cud Natury!


O innych możliwych działaniach kwasu mlekowego przeczytacie np. na stronie sklepów z półproduktami. Nie przytoczyłam ich w poście, aby się nimi nie sugerować i opisać tylko te efekty, których doświadczyłam. Natomiast warto wspomnieć, że takie zmuszanie skóry do łuszczenia jest profilaktyką przeciwzmarszczkową. Pobudzamy skórę do syntezy kolagenu i odnowy, oczyszczamy ją i intensywnie nawilżamy, a to prosta droga do uniknięcia pierwszych zmarszczek lub spłycenia już obecnych. Warto zatem włączyć kwas mlekowy do swojej pielęgnacji :)
A jakie są Wasze doświadczenia z tym kwasem?

Nowa wersja serum z mocznikiem - KLIK.

17 stycznia 2015

DIY Serum do twarzy malina - aloes.

Witajcie :)
Dziś przedstawię Wam nowy, ulepszony przepis na serum, które zapewnia ochronę UV oraz porządnie nawilża, a przy tym idealnie nadaje się pod makijaż. Poprzednią wersję serum znajdziecie Tutaj. Zapraszam!

Skład:   (proporcje na 30g)
Olej z pestek malin 10%   (3,0g)
Żel hialuronowy [1%] 40%   (12,0g)
Żel z aloesu  50%   (15,0g)     Jak pozyskać żel z aloesu?
Alantoina  (szczypta)
FEOG  (6 kropli)

Zmiany w stosunku do poprzedniej wersji są tylko dwie: obecność żelu z aloesu i konserwantu. Przy wcześniejszym składzie, który opierał się tylko na żelu hialuronowym, narzekałam na lepkość kosmetyku - twarz lekko się kleiła i konieczne było nałożenie jeszcze kremu. Teraz, gdy mniej więcej połowę żelu hialuronowego zastąpiłam żelem z aloesu, serum w ogóle się nie lepi i jak najbardziej można stosować go solo :)
Dodanie konserwantu było koniecznością, ponieważ użyłam czystego, świeżego aloesu.
Konsystencja serum stała się bardziej rzadka, bo żel z aloesu mimo wszystko nie jest tak gęsty jak ten z kwasu hialuronowego. Jednak nadal pozostaje lekkim żelem z rozproszonymi w nim złotymi drobinkami oleju.
Zapach: słabo wyczuwalny, owocowy - od oleju.
Przydatność: około 2 miesiące.
Wydajność: 15g/miesiąc codziennego stosowania.

Sposób przygotowania

Do zdezynfekowanej buteleczki odmierzamy po kolei wszystkie składniki. Zakręcamy, wstrząsamy i gotowe!


Serum stosuję rano, aby nawilżyć skórę, zapewnić jej ochronę przeciw UV (28-50) oraz stworzyć bazę pod podkład mineralny. Przyjemny żel łatwo się rozprowadza i wchłania w przeciągu kilkunastu sekund. Skóra odzyskuje zdrowy, zaróżowiony koloryt. To naprawdę widać i przekonuję się o tym każdego dnia. Czy to serum, czy to krem, tak po prostu działa olej z pestek malin. Sprawia, że szara, zmęczona i "niewyspana" cera powraca do życia :)
Podkład trzyma się na takiej bazie idealnie, praktycznie cały dzień. Nic się nie roluje, nie ściera. Serum jest na tyle lekkie, że nie powoduje świecenia się skóry, co możemy zauważyć, gdy pod podkład mineralny nałożymy, np. treściwy krem na noc.
Oczywiście nie ma tu mowy o zapychaniu - olej z pestek malin jest olejem schnącym. Szersza charakterystyka Tutaj.
Aloes i żel hialuronowy to para świetnych nawilżaczy. Choć obecnie bardziej skłaniam się ku aloesowi, to obecność drugiego żelu jest niezbędna dla zachowania odpowiedniej konsystencji. (kombinacji z gumą ksantanową nie polecam, bo twarz później się klei, a podkład roluje)
Alantoina wraz z aloesem dba o łagodzenie podrażnień.
Lekkie, a przy tym porządnie nawilża. Stosuję to serum od jesieni, teraz mamy "zimę", a moja skóra, chociaż traktowana kwasem mlekowym, jest prawidłowo nawilżona.
Serum to znalazło się ulubieńcach roku 2014 i w pełni zasługuje na to miano! 

Przepis gorąco polecam - jest prościutki, a bardzo efektowny :)

2 stycznia 2015

Podsumowanie roku 2014 - ulubieńcy, najlepsze przepisy, efekty kuracji i inne.

Witajcie :)
W minionym roku odkryłam kilka godnych uwagi produktów, stworzyłam ciekawe kosmetyki do pielęgnacji i makijażu, a także osiągnęłam parę małych sukcesów. Zapraszam na podsumowanie!

Ulubieńcy z drogerii.


Z ostatnich zakupów, a już podbił moje serce - tusz do rzęs Catrice Multimizer Volume Mascara. Pogrubia, wydłuża i podkręca, a moje rzęsy wyglądają jak sztuczne ;) Mimo odbijania się pod brwiami, które to męczy mnie już dwa lata, za taki efekt szybko stał się ulubieńcem.


Kredka do brwi Mon Ami w kolorze 3 - po prostu idealna. Mam już drugie opakowanie i używam jej od dwóch lat.
Perfumy Apple Roxanne (GoldenRose) - piękny, kobiecy zapach z nutą jabłka. Długo się utrzymuje i ma ładną buteleczkę. Za cenę ok 15zł/18ml naprawdę polecam!
Lakier Lovely Hot Trend nr 7 - ulubiony, bo jednowarstwowy. Długo się utrzymuje i ma ładny, stonowany kolor.


Pędzel języczkowy do podkładu Pierre Rene - mam go od dwóch lat i w ogóle nie gubi włosia. Jest miękki, miły w dotyku i zapewnia najlepsze krycie podkładu mineralnego.
Pędzel do cieni/korektora Sense&Body - mięciutki, bardzo dobrze przyczepiają się do niego cienie mineralne, przez co nic się nie osypuje. Jego grubość pozwala na wstępne rozcieranie cieni na powiekach. Używam go też do nakładania mineralnego korektora po oczy - w tej roli również bardzo dobrze się sprawdza. 
Pędzel Sense&Body do kresek - idealny! Kreski rysuję w kilka sekund :) Odpowiednio sztywny, nie odkształca się.
Oba pędzle z Hebe są bardzo dobrej jakości, o poręcznych rączkach i ładnym wyglądzie, w bardzo przystępnej cenie. Chyba skuszę się na więcej ;)
Pędzel do rozcierania z Biedronki - szeroki, puchaty pędzel. Dobrze rozciera, a odpowiednio zadbany (mycie + odżywka) ma mięciutkie włosie.

Ulubieńcy - naturalne półprodukty kosmetyczne.


Żel z aloesu - jedno z największych odkryć minionego roku! Żelowa konsystencja przydaje się w wielu recepturach. Działa silnie nawilżająco, łagodząco, antybakteryjnie; przyspiesza gojenie ran/podrażnień. O tym jak pozyskać żel z aloesu pisałam TUTAJ.
Spirulina - ulubiona maseczka, wszelkie zalety i pochwały znajdziecie TU.
Kwas mlekowy - o nim jeszcze nie pisałam, bo jest to dość nowy półprodukt w mojej pielęgnacji, jednak jego działanie jest zachwycające. To dzięki niemu obecnie "łuszczę się" i oczyszczam skórę twarzy. Mogę nawet rzec, że po dwóch miesiącach stosowania, moje czoło powróciło do stanu sprzed dwóch lat :)
Glukonolakton - pierwszy kwas, który stosowałam do oczyszczania skóry. Delikatny, ale skuteczny, choć... do czasu. Więcej TUTAJ.

Olej z pestek dyni (Netto) - bardzo przyjemny olej do ciała, twarzy i włosów. Nie zapycha, ładnie pachnie. Idealny do olejowania włosów wysoko/średnio porowatych w okresie wiosenno-letnim. Obecnie już skończyłam butelkę, ale nowej nie kupię, bo nadeszła zima i moje włosy pragną...
Olej z kiełków pszenicy - gęsty, odżywczy olej, który uwielbiam! Przepis z nim znajdziecie TUTAJ i TUTAJ, a o efektach na włosach - TU.
Olej z pestek malin - obszerny post z przepisami TUTAJ. Świetny, lekki olej, który zapewnia ochronę UV na poziomie 25-50 SPF. Ulubieniec i stały punkt w pielęgnacji.
Masło shea (Gaj Oliwny) - pachnące, miękkie, świeże. Sprawia, że kosmetyki jeszcze mocniej nawilżają i natłuszczają skórę, ochrania moje paznokcie i usta. Idealne dla wymagającej, suchej skóry.

Najlepsze przepisy, czyli hity spośród ręcznie robionych kosmetyków.


Zimowy balsam do ciała - gęsty, treściwy; bogactwo olejów i maseł. Zadba o naprawdę suchą skórę. Uratował moje dłonie i łydki. Polecam! Przepis i działanie znajdziecie TUTAJ.
Serum do twarzy z kwasem mlekowym - przepis pojawi się niedługo, ale już teraz zdradzę Wam, że to serum jest świetne i w formie, i w działaniu. Sprawia, że kwas nie przesusza skóry, zastępuje krem na noc, a zawarty w nim kwas mlekowy oczyszcza i aktywizuje skórę. Uwielbiam :)
Serum do twarzy na dzień - to nowa wersja malinowego serum do twarzy, wzbogacona o żel z aloesu. Zastępuje krem na dzień i ochrania moją skórę przed promieniami UV, a że jest to niezbędne podczas kuracji kwasami, tworzy idealny duet z w/w serum. Ponadto idealnie współgra z podkładem mineralnym :) Również przepis pojawi się niebawem. Nowa wersja TUTAJ.

Makijaż naturalny = makijaż mineralny.


Mineralne cienie do powiek - powstały z bazy i pigmentów z Kolorówka.com. Rozpisywałam się o nich TU. Dla zachęty dodam, że to najlepsze cienie jakie kiedykolwiek miałam. Przepiękne kolory, łatwe rozcieranie, mocna pigmentacja i nienaganna trwałość. Dają możliwość stworzenia odcienia idealnego, własnego, jedynego :) Polecam każdej z Was!
Mineralne pomadki kolorowe - post TUTAJ. Jeśli są wśród Was niedowiarki, które twierdzą, że w domu nigdy nie stworzymy czegoś na miarę prawdziwej kolorowej pomadki, to ja Wam udowodnię, że się MYLICIE! Piękne kolory, pielęgnacja ust i 100% naturalność. A przy tym konsystencja kremowej pomadki, która nie spływa z ust. Przy przepisie mocno się napracowałam, więc korzystajcie i Wy :)


Podkład mineralny do cery tłustej lub mieszanej - post z instrukcją i opinią TUTAJ. Pojęcie "podkład idealny" naprawdę ma swoje odwzorowanie w rzeczywistości ;) Połączenie dobrego krycia, lekkości i 100% naturalności oraz idealnie dobranego odcienia. Polecam!
Korektor mineralny - przerobiony podkład, a więc odrobinę jaśniejszy i bardziej kryjący. Zakamufluje nawet duże cienie pod oczami. Wkrótce poznacie go bliżej :)
Mineralne róże do policzków - bardzo delikatny i jego przeciwieństwo, ciemny, zgaszony róż. Bez obaw, na policzkach nie jest tak ciemny ;) Wyglądają bardzo naturalnie, świeżo, jak prawdziwe rumieńce. Przepis wkrótce.

Moje małe/wielkie sukcesy
  • Oczyszczenie skóry twarzy, zmniejszenie przetłuszczania się czoła, pozbycie się zaskórników zamkniętych.
  • Poprawa stanu włosów, zmniejszenie przetłuszczania - obecnie myję włosy co 4 dni! (więcej o włosach napiszę w osobnym poście)
  • Postęp w makijażu.

  • Współpraca ze sklepem Gaj Oliwny.
  • Zdobyłam doświadczenie i wiedzę, która zupełnie odmieniła moje spojrzenie kosmetyki.
  • Przez cały ten rok pielęgnowałam swoją skórę i włosy naturalnie. Unikałam szkodliwych składników w kosmetykach. Wprowadziłam do pielęgnacji ochronę przeciwsłoneczną i kwasy. 
  • Zagłębiłam się w makijaż mineralny, dzięki czemu jedynymi nienaturalnymi kosmetykami kolorowymi na mojej twarzy są tusz do rzęs i kredka do brwi. 
  • Blog posiada 129 Obserwatorów i 71 polubień na FB, za co serdecznie Wam dziękuję! Bez Was nie byłoby tego bloga. Bardzo cieszę się, że moje przepisy są dla Was inspiracją :)

Minął jeden rok, a teraz nadszedł kolejny. Wiele się działo i wiele jeszcze przede mną. Ale niezmiennym pozostaje cel - przekonać jak najwięcej z Was, że to, co naturalne, jest najlepsze!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...