25 listopada 2013

Dzień Darmowej Dostawy!

Witajcie :)

Wpis dla Tych z Was, które jeszcze nie przeczytały na blogu Kociamber w podróży o Dniu Darmowej Dostawy.
 
Odbędzie się 2 grudnia, a do wyboru mamy ponad 1400 sklepów (do tej pory) pogrupowane na różne kategorie.

I tu miła informacja dla zwolenniczek kosmetyków ręcznie robionych - w akcji biorą udział sklepy:
Ja już planuję zakupy i bardzo się cieszę, bo mam okazję wypróbować co nieco z innego asortymentu niż ten dostępny w ZSK. Oczywiście żywię też nadzieję, że ZSK przyłączy się do akcji :)

Skusicie się na zakupy?

PS. Zapraszam na mojego Facebooka

23 listopada 2013

Przegląd półproduktów z ZSK - recenzja.

Witajcie :)

        Dzisiejszy post będzie przestrogą przed zakupoholizmem półproduktowym. A także wskazówką, jakie składniki naprawdę warto kupić. Bo nie wszystko, co się świeci, złotem w rzeczywistości jest :)

Zrób Sobie Krem – ogromny asortyment. A co to oznacza? Można się zgubić i popaść w euforię – same dobre rzeczy! A jakie działanie! Muszę kupić…

Chociaż nigdy z zakupami nie szalałam, to nie ominęło mnie kupienie czegoś, o czym dużo nie wiedziałam. Czytanie tylko i wyłącznie specyfikacji na stronie sklepu to duży błąd. Trzeba poszukać, zagłębić się w blogi, poczytać i posłuchać mądrzejszych w temacie. A co jeśli nikt jeszcze o składniku X nie wspomniał? Pozostaje nam zamienić się w króliczki doświadczalne :)

Teraz do rzeczy. Zapraszam na przegląd moich półproduktów z ZSK.


Na pierwszy ogień idzie ekstrakt z soku truskawki. Chwaliłam, wąchałam i cieszyłam się jak dziecko, gdy krem wyszedł w różowym kolorze. Jednak prawda jest taka, że ekstrakty, przynajmniej te z soków owocowych, są lepkie i klejące. Krem z 5% zawartością ekstraktu lepił się, a po wsiąknięciu na skórze pozostawał film. Jakby posmarować się wodą z cukrem. Tylko, że w mniejszym stopniu ;)
Można jeszcze to przecierpieć. Jednak najważniejsze to brak zauważalnego działania. Co z tego, że opis wychwala zawartość witamin itp., jeśli właściwie widzę różnicę tylko w kolorze kremu? No i tej lepkości, oczywiście…
Nie polecam. To samo tyczy się ekstraktu z banana. Jeśli już, to wybierajcie ekstrakty, które rzeczywiście mogą coś zdziałać, np. z pokrzywy, imbiru itp.


Olej avocado nierafinowany – wychwalony w opisie, olej 7 witamin. Tymczasem trzeba uważać, bo krem może wyjść tępy i zbyt gęsty. Zauważyłam działanie zmiękczające, to fakt. Jednak olej ten nie przemawia do mnie. Stosowany z mieszance z kwasem HA jako serum też nie okazał się czymś WOW. Włosy? Brak zauważalnych efektów reakcji.
Nie kupię.

Olej z kiełków pszenicy nierafinowany – zdecydowanie olej odżywczy, polubiły go moje włosy. Dodawał im ciężkości, przez co nie puszyły się (stosowałam w odżywce). Gdy zrobiłam wersję bez tego oleju, widać od razu różnicę. Niestety, olej ten ma wysoki wskaźnik komedogenności, dlatego radzę unikać nakładania na twarz, jeśli Wasza skóra ma skłonność do zapychania. Oczywiście o tym nie przeczytałam i smarowałam się kremem z nim. Jednak po miesiącu nie zauważyłam dużego pogorszenia. Ale na przyszłość będę dokładnie sprawdzać oleje, przed zakupem.
Co dowodzi jeszcze o jego odżywczych właściwościach? Otóż wraz z jesienią moja wersja pomadki stała się zbyt uboga, usta domagały się czegoś więcej. Dodałam olej migdałowy i z kiełków pół na pół (zamiast samego migdałowego). Pomadka nabrała żółtego koloru i mocniej nawilża usta :)
EDIT: Dokształciłam się w temacie kwasów tłuszczowych (bo to one mają wpływ na pory skóry i wydzielanie sebum) i poprawiam swój błąd. Olej ten jest olejem schnącym, zawiera około 60% wielonienasyconych kwasów tłuszczowych, a więc nadaje się dla skóry mieszanej/tłustej oraz pozostałych typów. Gdy tylko znajdę czas napiszę i wszystko wytłumaczę. Mała rada - wpisywanie w Google hasła "oleje niekomedogenne" pokaże listę skonstruowaną na podstawie ogólnych wiadomości. Dopiero po dogłębnym szukaniu pojęłam, jak to naprawdę jest.
Może kiedyś kupię.

Kwas hialuronowy wielkocząsteczkowy (proszek) – dobry nawilżacz. Stosowany w szybkim serum z olejem, przyspiesza jego wchłanianie. Dlaczego drugi raz kupiłam wielkocząsteczkowy? Tworzy on w 1% stężeniu wygodny w obsłudze żel, ale nie wnika w głąb skóry; nawilża jedynie naskórek. Dlatego nie zaobserwowałam porządnego nawilżenia, a jedynie dobre.
Polecam natomiast formę, czyli proszek. Jeśli masz konserwant, to kup proszek i rozpuść w wodzie destylowanej. Zaoszczędzisz kilka złotych, sprawdź na stronie :)
Kupię, ale ultramałocząsteczkowy (nie tworzy żelu, ale liczy się działanie!).


Wyciąg z aloesu – brak zauważalnych objawów reakcji.
Nie kupię.

Mleczko pszczele – brak zauważalnych objawów reakcji.
Nie kupię.


Proteiny mleka – brak zauważalnych objawów reakcji ;) Stosowałam w odżywce do włosów, nie zdziałały kompletnie nic. Wypróbuję jeszcze w kremie i gdybym coś odkryła, to dopiszę.
Nie kupię.

Keratyna – tutaj jestem zadowolona. Surowiec w dobrej cenie i jego działanie jest widoczne. Odżywka bez keratyny? Nie zakładaj czapki, bo porazić ludzi prądem ;) Keratyna zapobiega elektryzowaniu się włosów i dodaje blasku. Składnik niezbędny. Włosy są po takiej odżywcze bardziej gęste i zdrowsze. To zasługa całej odżywki, nie jednego składnika, ale wiem, że bez keratyny odżywki nie zrobię. Jedyna wada – zapach maggi.
Polecam. Kupię.

Jedwab hydrolizowany – za tak wysoką cenę, w porównaniu z keratyną, miałam co do niego wielkie nadzieje. Niestety, nie wyróżnia się na tle z keratyną.
Nie kupię.


Olejek eteryczny z drzewa herbacianego – co prawda dostaniecie go nawet w aptece, ale ZSK postarało się o kroplomierz z prawdziwego zdarzenia. Można odmierzać krople, nic nie kapie po bokach buteleczki, nie wylewa się, a zakręcanie jest solidne.
Co do działania – w pełni zgadzam się z pochwałami na blogach. Wymiata pryszcze, wypycha je na zewnątrz i przyspiesza gojenie. Jedynie trzeba uważać, bo może wysuszyć skórę.
Kupię.


Olejek eteryczny z pomarańczy słodkiej – przepiękny zapach świeżo obranej pomarańczy.
Starczy na długo, ale wypróbuję inne, np. grejpfrutowy.



Guma ksantanowa – w połączeniu z emulsją na SLP tworzy „gluta”, a nie zagęszcza. Nie wyobrażam sobie kremu w takiej postaci. Ale wykorzystam w produkcji szamponów/żeli myjących.
Nie kupię.

Emulgator SLP – opis się zgadza, jednak jak pisałam wyżej, twierdzenie, że można stworzyć krem dodając gumy, rozmija się z prawdą. Powstanie „glut”. Druga opcja to SLP + alkohol cetylowy i długie, naprawdę długie mieszanie. Otrzymamy wtedy mocno napowietrzony, pełen pęcherzyków lejący „krem”.
W olejku myjącym się nie sprawdził, szczypał w oczy.
Nie kupię.



Emulgator MGS – po prostu bardzo dobry emulgator. Nie będę się rozpisywać, zajrzyjcie na stronę ZSK, zgadzam się w pełni z opisem.
Kupię.

Konserwant FEOG - dodaję go prawie ilość maksymalną, czyli 8 kropli/50 ml kremu. Spełnia swoją rolę, jednak trzeba wspomnieć o jego specyficznym zapachu, który przebija się przez kosmetyk. Ale olejek eteryczny sobie z tym poradzi :)
Ponadto o 6 miesięcznej trwałości lepiej zapomnijcie. Dwa miesiące to max, tyle wytrzymuje mój balsam do ciała.
Jeśli nie znajdę innego, to kupię.

Butelka z atomizerem – zepsuły się dwie po ok. 2 miesiącach użytkowania. Mgiełki/wcierki do włosów na bazie herbatek ziołowych wykończyły atomizery. Pozostała jedna, którą rozpylam spirytus. Nie spodziewałam się tak niskiej jakości.
Nie kupię.

Opakowanie na pomadkę – jedno się zepsuło, przestało wykręcać pomadkę. Plastik jest bardzo cienki, łatwo pęka. Słoiczek, który tworzy rdzeń pomadki (to, czego już nie wykorzystamy, gdy pomadka się skończy), jest większy niż w innych opakowaniach. Z jednej strony pomadka lepiej się trzyma, z drugiej więcej tracimy.
Nie polecam, nie odradzam.

Butelka 75ml – ładna, zgrabna, ale otwór jest tak mały, że trudno przekładać kosmetyk.
Jeśli masz lejek, to polecam.

Opakowanie na krem – zwróć uwagę na brak odkręcania. Otrzymasz to, w czym dostajesz np. MGS, ekstrakty itp. Niezbyt wygodny pojemnik na krem.
Nie kupię.

Patrząc na ten przegląd, sama się sobie dziwię. Kilka produktów niedających żadnych efektów, inne nie działają „jak należy”, jeszcze inne są nieprzemyślanym zakupem.
Teraz stawiam na minimalizm. Najważniejsze są dla mnie oleje. Powinny być wartościowe, niekomedogenne i działać, a nie tylko nawilżać. Konkretne działanie – na tym się skupię.
Miałyście już do czynienia z w/w półproduktami? Co o nich sądzicie?

PS. Utworzyłam fanpage na Facebooku. Tam łatwiej będzie mi zapowiadać nowości, a uzbierało się ich trochę, i ogłaszać o ciekawych konkursach. Serdecznie zapraszam :)

2 listopada 2013

Jak pokonałam wielkie wypadanie włosów?

Witajcie :)
       Korzystając z chwili wolnego czasu, opowiem Wam jak uratowałam moje włosy. Wypadnie znów mnie dopadło, dokładnie z początkiem września. Wcierka ziołowa nie dawała rady, a włosy wypadały garściami.    
  Zaczęłam pić pokrzywę ze skrzypem.
       Po przejrzeniu kilkudziesięciu blogów stwierdziłam, że głupstwem byłoby, gdybym te zioła jedynie wcierała w skórę głowy. Zaparzyłam herbatkę i z trudem wypiłam. Smak ma okropny, gorzko-mdły, ale da się wypić. Nie będę się rozpisywać o zaletach picia pokrzywy i skrzypu. Są one bardzo znane, wystarczy wpisać w Google. 
Zaczęłam łykać witaminy i minerały.
       Trzeba pamiętać, że zioła te są moczopędne i wypłukują z organizmu witaminy z gr. B. Dlatego zaczęłam szukać witamin w aptece, aż zdecydowałam się na kompleks witamin i minerałów BodyMax. Polecam każdemu - zawiera 100% dziennego zapotrzebowania wszystkich witamin i minerałów, jedynie zawartość magnezu to 60%. Ponadto zawiera ekstrakt z żeń szenia. Kupując suplementy zwracajcie uwagę na zawartość składników, gdyż często jest ich bardzo mało.
      
 Po miesiącu moje włosy przestały wypadać.
       Chociaż odżywiam się prawidłowo, uwielbiam owoce, sama piekę ciasta i słodycze, a warzywa, mięso i nabiał nie kupuję w supermarketach, tylko na rynku/ryneczku, to nie dostarczam wystarczająco dużo składników odżywczych. Życie w stresie, nauka i okres jesieni zwiększają zapotrzebowanie na witaminy i minerały. 
       Włosy przestały wypadać, a nowe baby hair rosną i rosną, zagęszczając czuprynę. Włosy mniej się przetłuszczają, myję je co 3 dzień, z czego jestem bardzo zadowolona. Przy czesaniu wypadnie ich kilka, a nie garść:)

Mam nadzieję, że ten wpis pomoże którejś z Was :)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...