Witajcie :)
Stali czytelnicy na pewno znają już moje pomadki, które wykonuję od regularnie od kilku lat. Z każdą kolejną porcją tych kosmetyków starałam się ulepszać ich formułę. I tak z
perłowych przeszłam do
matowych, jednak nadal pozostawałam przy aplikacji pędzelkiem.
I nadeszła ta wspaniała chwila, gdy publikuję Wam recepturę, dzięki której uzyskacie naturalne pomadki w wymarzonych kolorach w opakowaniu z aplikatorem (jak błyszczyk)!
Cała tajemnica tkwi w sposobie przygotowania pomadek. Zamiast tradycyjnego
rozpuszczania bazy do pomadek wraz z dobranymi pigmentami w kąpieli wodnej stosujemy
ucieranie na zimno. W ten sposób pomadki mają bardziej kremową konsystencję, która nie staje się tak płynna w kontakcie z ustami (ciepło). Rozprowadza się bezproblemowo. Jedyny mankament - przenoszenie kosmetyku do opakowania. Trzeba trochę się natrudzić, ale dla efektu końcowego warto! :)
Przy użyciu tej metody powstały nowe kolory, które używam codziennie od kilku miesięcy i nie wyobrażam sobie bez nich makijażu.
Od lewej: pomarańcz, bordo, fiolet i cielisty, różowy nude.
Kolory te otrzymałam poprzez zmieszanie
bazy do pomadek (tłuszcze) i pigmentów.
Pigmenty to w tym przypadku bazy kolorystyczne Mysterious Mauve, Venetian Rose, mika Burgund i pigment Murasaki Violet.
Do korekty odcieni wykorzystałam bazy kolorystyczne: żółtą, czerwoną, brązową.
Za krycie odpowiada Baza do korektora (pigmenty białe).
Baza do pomadek to zawsze ok. 1,5g. Pigmenty białe i kolorowe stanowią ok. 0,5g.
Bazy do korektora dodajemy tyle, aby uzyskać zadowalające krycie. W moim przypadku było to 0,2g.
Trwałość to max 6 miesięcy z uwagi na brak konserwantów. Tyle wytrzymają regularnie "używane" składniki tłuszczowe.
Na ustach pomadki zachowują tak samo jak poprzednie formuły. Nawilżają, natłuszczają i dają uczucie kojącego masełka na ustach. Ponadto po wchłonięciu się warstwy oleistej usta stają się matowe - kolor na nich pozostaje. W przypadku ciemniejszych kolorów wręcz "wżera" się w usta i trudno się go pozbyć ;) Wraz z jedzeniem stopniowo się znikają. Jest to produkt naturalny - nie porównujmy go więc z obecnie popularnymi matowymi pomadkami w płynie.
 |
Po lewej fiolet, po prawej pomarańcz. |
Jeśli zależy mi na efekcie pół-matu odciskam usta w chusteczkę. Można również przypudrować umalowane usta. Jak również łączyć ze sobą kolory pomadek. W końcu uzyskałam wygodną formę aplikacji - teraz mogę zabrać pomadki ze sobą, bo ich nałożenie trwa kilka sekund. Polecam Wam spróbować!
Ja już mam w głowie nowe kolory. A Wy jaki kolor chcielibyście stworzyć jako pierwszy? ;)
Zdecydowanie odcień zgaszonego i lekko chłodnego różo-beżu. Poszukuję zamiennika matowej pomadki Bell w odcieniu Florence... Może czas przygotować ją samemu :)
OdpowiedzUsuńPrzyszłam tu tylko powiedzieć,że jestes naturalnie piękna !
OdpowiedzUsuńJak wygląda ucieranie na zimno? Wszystko do moździerza? I jak przekładałaś gotowy produkt do opakowania? Od dawna szukam czegoś przenośnego, kolorowego ale jednocześnie nawilżającego, i ta formuła wydaje mi się idealnym rozwiązaniem.
OdpowiedzUsuńŚwietny wpis. Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńSuper pomysł na fajną i naturalną pomadkę do ust.
OdpowiedzUsuń